"Usta Diabła", czyli kolejny - chciałoby się powiedzieć - horror, choć chyba trafniejszym określeniem będzie "thriller survivalowy", wykorzystujący motyw sharksploitation. Nie jest tajemnicą, że rekinia gorączka od lat pozostaje stałym elementem kina rozrywkowego, ale ja w ostatnim czasie miałam jej zdecydowanie pod dostatkiem. Tuż po obejrzeniu filmu Tommy'ego Wiseau "Big Shark" w ramach cyklu "Najlepsze z najgorszych" trafiłam na wspomnianą nowość streamingową. Oba tytuły prezentują podobny poziom, ale dzieli je zasadnicza różnica. "Big Shark" celowo został nakręcony jako kino kategorii Z, podczas gdy "Usta Diabła" usiłują nas przekonać, że wcale nie są aż tak złą produkcją.
O czym są "Usta Diabła"?
"Usta Diabła" zadebiutowały na Prime Video 29 lipca i niemal od razu zrobiły wokół siebie sporo szumu, ale zdecydowanie nie z powodów, na jakie mogli liczyć twórcy. Film zebrał bezlitośnie słabe recenzje, a oceny krytyków i widzów nie pozostawiają złudzeń. Dla wielu to jeden z największych horrorowych zawodów tego roku.
Pięcioro przyjaciół wyrusza na ostatnią wspólną przygodę przed wkroczeniem w dorosłe życie. Ich celem jest eksploracja systemu jaskiń "Usta Diabła" w Tajlandii. Wkrótce okazuje się jednak, że pod wodą poluje na nich coś… szybkiego, cichego i śmiertelnie niebezpiecznego. W duszącej ciemności wzajemne zaufanie zaczyna się rozpadać, pojawia się panika, a każdy zły ruch może oznaczać walkę o przetrwanie.
W roli głównej wystąpiła Kathryn Newton, którą w ostatnim czasie często oglądamy w horrorach i thrillerach, m.in. "Abigail" oraz "Zabawa w pochowanego 2". Partnerują jej Lana Condor, Gavin Casalegno, Nico Hiraga, Tommi Rose oraz Tayme Thapthimthong. Za reżyserię odpowiada Jeff Wadlow ("Prawda czy wyzwanie"), który napisał scenariusz wspólnie z Ają Gabel.
Absurd goni absurd
Film do tej pory uzyskał rekordowo niskie oceny w serwisie Rotten Tomatoes. Otrzymał zaledwie 34 proc. pozytywnych opinii od krytyków i 15 proc. od widzów. Komentujący zwracają uwagę zarówno na aspekty techniczne, takie jak słabe efekty specjalne czy kiepskie oświetlenie, jak i na dziurawą fabułę oraz nieciekawe poprowadzenie akcji.
Trudno się z nimi nie zgodzić. Brak logiki w scenariuszu kłuje w oczy już od pierwszych scen. Zanim grupa przyjaciół wybiera się na eksplorację tytułowych Ust Diabła, wyrusza w rejs. Główna bohaterka, Sara (Kathryn Newton), postanawia wskoczyć do wody i trochę popływać. Nagle statek musi wrócić na brzeg. Przyjaciele w pośpiechu stwierdzają, że wszyscy są na pokładzie, i… zapominają o pływającej Sarze. Zostawiają ją samą.

W ciągu kilku sekund dziewczyna zostaje zaatakowana przez dziesiątki meduz. Przyjaciele orientują się, że kogoś brakuje, ale mija dobrych kilka minut, zanim zdążą wrócić po Sarę, która w tym czasie zdążyła już znaleźć się pod wodą. Mimo wszystko, jakimś cudem udaje się ją uratować. Jakim? Tego się nie dowiadujemy, bo w tym momencie następuje cięcie montażowe i przechodzimy do dalszej części historii.
A to dopiero początek. Skrótów, dziur logicznych i rozwiązań opartych na zasadzie "jakoś to będzie" jest tu na pęczki. W Ustach Diabła grupa zostaje zaatakowana przez rekina. Można się zastanawiać, jakim cudem drapieżnik znalazł się w jaskini. I to w słodkiej wodzie? Bohaterowie również zadają sobie to pytanie, ale szybko porzucają temat, tłumacząc, że mają teraz poważniejsze problemy niż zastanawianie się, skąd właściwie wziął się rekin.
Oglądając takie sceny, naprawdę trudno nie wybuchnąć śmiechem. Twórcy przedstawiają bohaterów jako osoby wyjątkowo mało inteligentne, a co gorsza - najwyraźniej zakładają, że widzowie bez większego sprzeciwu zaakceptują wszystkie te niedorzeczności. Wiele wskazuje na to, że jest w tym trochę racji - "Usta Diabła" cieszą się sporą popularnością, a ja dołożyłam do tego cegiełkę swoim wyświetleniem.
Kolejnym problemem są efekty specjalne. W przytoczonym wcześniej "Big Shark" rekin celowo wygląda, jakby został stworzony w Paincie w 2003 roku. Rekin w "Ustach Diabła", produkcji z o wiele większym budżetem, prezentuje się niewiele lepiej. Słabe oświetlenie scen działa tu zresztą na korzyść twórców - istnieje szansa, że mniej uważni widzowie przymkną oko na jakość efektów i nie zauważą, jak bardzo umowny jest ich ekranowy drapieżnik.
To najgorszy film 2026 roku?
Druga połowa filmu jest do bólu przewidywalna. Podczas seansu przypomniałam sobie o niedawnej nowości Netfliksa "Alfa" - filmie survivalowym o podobnej strukturze. Nie była to nadzwyczaj udana produkcja, ale przynajmniej potrafiła trzymać w napięciu. "Ustom Diabła" nawet tego nie udaje.
Nie powiedziałabym, że "Usta Diabła" to najgorszy film tego roku, bo być może jeszcze nieoczekiwanie dostaniemy coś gorszego (jak pojawiająca się znikąd zeszłoroczna "Wojna światów"), ale produkcji naprawdę niewiele brakuje do sięgnięcia dna. Nie warto marnować na nią swojego czasu, chyba że w gronie znajomych macie ochotę urządzić sobie seans pełen śmiechu z ekranowych absurdów.














