Maja Ostaszewska jest bez wątpienia jedną z najbardziej cenionych polskich aktorek. Ma na swoim koncie mnóstwo wybitnych kreacji filmowych, serialowych czy teatralnych i wielokrotnie dała się poznać jako empatyczna działaczka społeczna. Jest także dwukrotną laureatką Orła za pierwszoplanowe role kobiece w filmach "Jack Strong" oraz "Body/Ciało".
Już 12 września do kin trafi trzecia odsłona filmu "Teściowie". Poza Mają Ostaszewską w produkcji ponownie zobaczymy Izabelę Kunę, Adama Woronowicza i - powracającego po przerwie - Marcina Dorocińskiego. Nie zabraknie także nowych bohaterów, w których wcielają się Magdalena Popławska oraz Wojciech Mecwaldowski.
W trzeciej części komediowego hitu ponownie spotykamy się z rodziną, która tym razem zjeżdża się do spokojnego ośrodka na prowincji na chrzciny. Wanda i Tadeusz organizują uroczystość, na którą zapraszają Małgorzatę wraz z przyjaciółką, psychoterapeutką Grażyną. Na spotkaniu pojawia się również były mąż Małgorzaty, Andrzej, który przylatuje specjalnie z Australii i tym razem nie jest sam. Atmosfera spotkania szybko wymyka się spod kontroli, a dawne konflikty i nowe romanse prowadzą do nieoczekiwanych konsekwencji z udziałem lokalnej policji.
Podczas 23. edycji MFF BellaTOFIFEST publiczność miała okazję wziąć udział w przedpremierowym pokazie produkcji. Powrót uwielbianej komedii został przyjęty z ogromnym entuzjazmem; sala kinowa została wypełniona po brzegi, a donośny śmiech widzów momentami zagłuszał filmowe dialogi. W trakcie wydarzenia mięliśmy także okazję porozmawiać z Mają Ostaszewską, która opowiedziała o kulisach produkcji, znakomitym scenariuszu i wrażeniach związanych z ponownym wcielaniem się w postać Małgorzaty.
Maja Ostaszewska dla Interii: "Zawsze staramy się, by pod tą komediową warstwą było coś więcej do odkrycia"
Paulina Gandor, Interia: Film "Teściowie 3" po raz kolejny bawi i robi to w niebanalny sposób. Jestem oczarowana tym, jak trafnie portretuje nasze otoczenie i współczesność. Jak to wygląda z pani perspektywy i jakie emocje towarzyszyły powrotowi na plan?
Maja Ostaszewska: - Gdyby ktoś zapytał mnie dwa czy trzy lata temu, czy wyobrażam sobie, że powstanie trzecia część, pewnie bym odpowiedziała: "Zwariowaliście! Robimy to raz i koniec". A tymczasem... wracamy. I chyba właśnie dlatego, że z jednej strony bardzo lubimy komedię i ten szeroki, wspólny śmiech, a z drugiej strony - za każdym razem chcemy też opowiedzieć coś istotnego. Coś, co dotyczy nie tylko samych bohaterów, ale i naszych cech narodowych, przywar, relacji. Zawsze staramy się, by pod tą komediową warstwą było coś więcej do odkrycia.
- A poza tym - bardzo się polubiliśmy. Przez te wszystkie lata i miesiące wspólnej pracy nie mieliśmy ani jednej konfliktowej sytuacji. Jasne, czasem bywa trudniej, bo szukamy lepszego rozwiązania dla sceny, ale to normalny proces twórczy. Wspieramy się nawzajem, rozumiemy, kiedy dana scena należy do konkretnego bohatera - wtedy reszta to respektuje i pomaga. Staliśmy się taką trochę filmową rodziną teściów. Muszę przyznać, że za każdym razem, gdy się spotykamy, jesteśmy naprawdę szczęśliwi, że znów się widzimy. Bardzo się lubimy. Teraz wrócił do nas Marcin i naprawdę czuliśmy się tak, jakby pojawił się dawno niewidziany kuzyn. Kiedy pierwszy raz usłyszałam, że planowana jest trzecia część, pomyślałam: "Czy jeszcze da się coś opowiedzieć?". Potem jednak przeczytałam fragment, spotykaliśmy się, a Marek Modzelewski pisał już ostateczną wersję scenariusza.
- Marek jest autorem wszystkich trzech części, wcześniej napisał też sztukę "Wstyd", która tak naprawdę była inspiracją do pierwszego filmu. Michał Kwieciński i Akson Studio zdecydowali się wtedy zaproponować mu napisanie wersji filmowej i już po pierwszej lekturze wiedziałam, że to będzie coś ciekawego. Mam nadzieję, że widzowie też będą mile zaskoczeni, bo oprócz żartów jest tu też sporo głębi.
To prawda. Śmiejemy się, ale jednocześnie dostrzegamy w tych bohaterach - czy ich cechach - coś znajomego, co można odnieść do siebie albo do osób ze swojego otoczenia. To naprawdę unikatowe. Myślę, że w Polsce nie było wcześniej takiej komedii - a tu już trzecia część i to wszystko wciąż działa znakomicie!- Bardzo mi miło to słyszeć. Naprawdę. Nie wiem nawet, co powiedzieć, poza tym, że jestem ogromnie szczęśliwa. Zwłaszcza że Pani jest kolejną osobą, która dziś podchodzi i mówi z takim entuzjazmem o tym filmie. To daje ogromną radość. Dla mnie to w ogóle pierwszy taki publiczny, przedpremierowy pokaz, więc dopiero teram mam możliwość skonfrontować się z reakcjami widzów i bardzo mnie to porusza. Zawsze wkładamy w tę serię mnóstwo serca. Kochamy ją. Ale czasem, jak się coś tworzy z taką miłością, to można stracić dystans. Dlatego ten odzew jest dla nas bezcenny. Jasne, jesteśmy zawodowcami, wiedzieliśmy, że tam jest dobry materiał, że jest głębia, ale zawsze towarzyszy pewien niepokój: czy widz też to zobaczy, czy to do niego trafi. I bardzo się cieszę, że trafia.
Po raz trzeci wróciła pani do postaci Małgorzaty. Czy udało się odkryć w niej jeszcze coś nowego?
- Zdecydowanie tak. Zresztą ja mam to doświadczenie z teatru - pracuję z wybitnymi reżyserami, którzy nie pozwalają na powierzchowność. Tam również często wracamy do pewnych tematów czy emocji, a mimo to za każdym razem odkrywamy coś innego. Dotykamy podobnych przestrzeni, ale każda próba, każda scena przynosi coś świeżego. Tutaj jest podobnie. Dzięki temu, że ta historia łączy w sobie zarówno żart, jak i psychologiczne pogłębienie, mamy sceny, które spokojnie mogłyby się znaleźć w poważnym filmie dramatycznym. I to jest właśnie coś, co kocham w "Teściach", że można się śmiać, ale też się wzruszyć.
- To jest bliskie najlepszym wzorcom - czy to francuskim, czy angielskim komediom - które są jednocześnie mądre, zabawne i bardzo ludzkie. Za każdym razem dowiaduję się więc czegoś nowego - o bohaterce, o sobie. Poza tym dla mnie w aktorstwie najważniejsze jest spotkanie z drugim człowiekiem. Patrzenie sobie w oczy. A my mamy naprawdę znakomitych partnerów na planie. Bardzo się cieszyłam, że wrócił Marcin. Uwielbiam grać z Izą Kuną, z Adamem Woronowiczem. A ogromną radość sprawiła mi też wiadomość, że do obsady dołączyła Magdalena Popławska. Znamy się z Nowego Teatru, ale przede wszystkim bardzo ją cenię jako aktorkę - potrafi grać i dramatycznie, i lekko, z takim charakterystycznym twistem, który w tej konwencji jest naprawdę bezcenny.
Jak najbardziej. Mimo że nie miała wielu scen, to gdy tylko pojawiała się na ekranie, od razu czuć było, że idealnie wpasowuje się do tego świata.- Była bardzo wyrazista, prawda? Ja naprawdę bardzo lubię tę rolę. W ogóle my się bardzo lubimy prywatnie - to też widać na ekranie. A chłopczyk, który zagrał, ma w sobie jakiś niesamowity wdzięk i ogromną wrażliwość. Wojciech Mecwaldowski był z kolei bardzo zabawny. Ale tak naprawdę przy każdej części pojawiali się nowi goście i każdy z nich wnosił coś wyjątkowego. My jesteśmy tym stałym trzonem, ale każda taka nowa osoba dodawała coś od siebie, coś fantastycznego. Uwielbiałam też rolę Ewy Dałkowskiej, która grała moją mamę - to było coś naprawdę wyjątkowego. Muszę przyznać, że "Teściowie" to dla mnie projekt bardzo szczególny.

Maja Ostaszewska o filmie "Teściowie 3". Co ceni w swojej bohaterce?
A zaprzyjaźniłaby się pani z kimś takim jak Małgorzata?
- (śmiech) Świetne pytanie, nie spodziewałam się go! Myślę, że Małgorzata byłaby raczej trudną przyjaciółką. Jest nieprzewidywalna - co z perspektywy aktorskiej jest fantastyczne, bo nigdy nie wiadomo, jaka będzie jej kolejna reakcja. Potrafi być cudowna, szczera, odważna. Bardzo lubiłam scenę z drugiej części, kiedy na ślubie ma emocjonalny wybuch i przeciwstawia się hipokryzji oraz tym wszystkim oczekiwaniom wobec dojrzałych kobiet. Wtedy wychodzi z tej swojej "dulszczyzny". Jednak zaraz potem potrafi się zachować naprawdę paskudnie i to właśnie lubię w tej postaci - że emocje się w niej ciągle zmieniają i że to trzeba poprowadzić psychologicznie wiarygodnie, żeby widz w takie zachowanie uwierzył. - Jako przyjaciółka byłaby chyba trudna... ale ja ją lubię. Widzę w niej pewien bunt wobec świata, który ją otacza. Ona ma w sobie dużą niezależność, niezgodę na klisze, choć jednocześnie często sama je powiela - nawet nieświadomie. Czasami się przechwala, jaka to jest otwarta i inkluzywna, a chwilę później potrafi w kontakcie z obsługą hotelową zachować się w sposób, który jest, nie ma co ukrywać, rasistowski. I właśnie za to lubię "Teściów" - że pokazują takie nawykowe, często nieuświadomione zachowania. Bo wiele osób mówi rzeczy wykluczające, nie zdając sobie z tego sprawy. To efekt przyzwolenia na takie zachowania w przestrzeni publicznej. Fajne jest to, że dziś ten język się zmienia, że młode pokolenie mówi bardzo jasno, co jest w porządku, a co już nie.Wydaje mi się, że Małgorzata jest postacią bardzo niepokorną i to się zresztą świetnie łączy z tym, o czym pani mówiła oraz całą ideą festiwalu BellaTOFIFEST. Chciałam więc zapytać: co dla pani znaczy słowo niepokorność?- Mam to szczęście, że kilka lat temu właśnie tutaj, w Toruniu, odebrałam na MFF BellaTOFIFEST Złotego Anioła za niepokorność twórczą. To było dla mnie naprawdę wielkie wyróżnienie, ogromna radość. Ten festiwal ma wyjątkową atmosferę. Myślę, że to jeden z najfajniejszych festiwali filmowych w Polsce. Jest niesamowita energia - od Kafki Jaworskiej, przez cały zespół organizatorów, aż po wolontariuszy i wspaniałą toruńską publiczność. Zawsze wracam tu z ogromnym sentymentem. A jeśli chodzi o samą niepokorność - uważam, że w sztuce jest ona absolutnie kluczowa. Artysta musi być niepokorny. Musi szukać, drążyć, zadawać pytania, czasem iść pod prąd, nawet jeśli otoczenie mówi: "Nie wypada", "Po co to mówisz?", "Zamilcz".
- Ten wewnętrzny głos, to pójście za intuicją - nawet jeśli to niewygodne - jest bardzo cenne. Ale trzeba przy tym uważać, żeby nie pomylić niepokorności z pychą. Bo pycha w sztuce jest naprawdę groźna. Pycha prowadzi do kabotyństwa, zamyka, sprawia, że przestajemy słuchać i być uważni. A niepokorność - ta prawdziwa - to dla mnie właśnie uważność. Ciągłe poszukiwanie. Refleksja. To nieustanne pytanie: "Co jeszcze mogę powiedzieć? Jak jeszcze mogę spojrzeć na ten temat?". I to jest piękne.
Zobacz też:
Gwiazda polskiego kina ostro o aktorach amatorach. Co uważa?
Magdalena Maścianica dla Interii. "Każdy projekt to dla mnie spotkanie z sobą"











