Magdalena Maścianica z powodzeniem rozwija aktorskie umiejętności zarówno przed kamerą, jak i na deskach teatru. W 2015 roku ukończyła Wyższą Szkołę Komunikacji i Mediów Społecznych im. Jerzego Giedroycia w Warszawie na Wydziale Aktorskim. Dwa lata później nawiązała współpracę z Teatrem im. Jana Kochanowskiego w Opolu. Widzowie mogą kojarzyć ją z takich tytułów, jak "Strzępy", "Kryptonim Polska", "Córka" czy "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej".
W ostatnim czasie aktorka wystąpiła w filmie Pawła Podolskiego "Życie dla początkujących" (premiera kinowa: 24 października 2025 roku). Historia opowiada o introwertycznej Moni (w tej roli Magdalena Maścianica), która jest wampirem. Zatrudnienie w domu spokojnej starości pozwala jej żywić się pobieraną w sanitarnych warunkach krwią, a kontakty międzyludzkie ogranicza do rozmów z dotkniętymi demencją seniorami. Czuje się bezpiecznie i pewnie mogłaby jeszcze tak długo funkcjonować, gdyby na jej drodze nie stanął pewien śmiertelnik - Czarek (Michał Sikorski). Jest pierwszą osobą, która odkrywa sekret dziewczyny.
W tym samym czasie w ośrodku zaczynają dziać się niepokojące rzeczy. Na ciele zmarłych pacjentów zostają znalezione ślady ugryzienia. Wychodzi na to, że w domu seniora grasuje drugi wampir. Okazuje się nim Mirek (Bartłomiej Kotschedoff), mężczyzna z trudną przeszłością, który nie radzi sobie z codzienną egzystencją. Życie wieczne oznacza dla niego prawdziwą katorgę, zwłaszcza że zgładzić go może tylko osoba, która go stworzyła. Mirek stawia Moni ultimatum - albo ona zabije jego, albo on rozprawi się z każdym seniorem w ośrodku. A może jednak zmieni zdanie, kiedy się przekona, jak piękne może być życie?
W maju 2025 roku na festiwalu Mastercard OFF CAMERA Maścianica otrzymała za tę rolę statuetkę Rising Star dla najlepszego aktorskiego debiutu w Konkursie Polskich Filmów Fabularnych ("za kreację, która zwiastuje wspaniałą karierę oraz za wniesienie czułości, wrażliwości i humoru do roli Moni" - uzasadniało jury). Aktorka opowiedziała Interii o kulisach projektu podczas 23. edycji MFF BellaTOFIFEST w Toruniu.
Magdalena Maścianica dla Interii: "Czy mamy przed sobą całą wieczność, czy tylko kilka chwil - warto z nich skorzystać"
Paulina Gandor, Interia: Jesteśmy na MFF BellaTOFIFEST w Toruniu, gdzie pokazywany jest film "Życie dla początkujących" z twoim udziałem. Jak trafiłaś do tego niezwykłego projektu?
- Z Pawłem Podolskim spotkaliśmy się kilka lat temu, kiedy robiłam film dyplomowy w Gdyńskiej Szkole Filmowej - choć wtedy pracowałam z innym reżyserem. Paweł krążył gdzieś po planie i właśnie tam się poznaliśmy. Po paru latach zaprosił mnie na casting do innego filmu. Muszę wspomnieć, że ostatecznie mnie do niego nie wybrał, ale podczas tego spotkania coś między nami zawodowo zaiskrzyło. Paweł uznał, że warto napisać nową historię. I wspólnie z Lynn Kucharczyk stworzyli scenariusz o wampirach - wtedy też zaprosili mnie do współpracy.
Jak wyglądały przygotowania do roli Moni i początki pracy na planie?
- To było naprawdę wyjątkowe spotkanie - mam na myśli nie tylko reżysera i scenarzystkę, ale też całą ekipę i aktorów, z którymi miałam okazję pracować. Między nami narodziła się jakaś niezwykła energia. Przede wszystkim pojawiła się ogromna potrzeba opowiedzenia historii - może zabrzmi to naiwnie - o miłości do życia. O tym, by nawet w najtrudniejszych sytuacjach zawalczyć o siebie, o swoje istnienie. Choć film promowany jest jako opowieść o wampirach - i oczywiście nimi też jest - to dla mnie przede wszystkim mówi o odwadze, o wychodzeniu poza utarte schematy. O tym, by nie zatrzymywać się w jednym miejscu, tylko czerpać z życia pełnymi garściami. [...] Niezależnie, czy mamy przed sobą całą wieczność, czy tylko kilka chwil - warto z nich skorzystać.
A co ty sama odkryłaś dzięki pracy przy tej produkcji?
- Każdy projekt, czy to teatralny, czy filmowy, to dla mnie pewnego rodzaju spotkanie z samą sobą. W przypadku Moni bardzo zależało mi na tym, by pokazać jej ogromną nieśmiałość. Analizowaliśmy z reżyserem każdy szczegół - również fizyczność tej postaci. Wszystko w Moni jest jakby przygaszone, skryte. Ona boi się ryzykować, boi się okazać emocje - a nawet je czuć. Jakby pokazanie emocji oznaczało dla niej utratę kontroli, odsłonięcie się. To było dla mnie ważne - by warsztatowo oddać ten niuans.
- Monia to postać, która tłumi wszystko w sobie, ale kiedy już coś ją poruszy, emocje buzują bardzo silnie. I choć jest wampirem, to nie chce, by te emocje brały górę, bo wtedy może stać się niebezpieczna. Jednocześnie to bardzo empatyczna postać - to, co ją spotkało, wydarzyło się przypadkiem. Ona nie chce pogodzić się z tym, kim się stała. Dlatego właśnie mówiłam o miłości do siebie - o tym, by zaakceptować miejsce, w którym jesteśmy i z wdzięcznością, i odwagą iść dalej. By być gotowym na piękne rzeczy, które mogą się jeszcze wydarzyć.
Czy po przeczytaniu scenariusza czułaś, że coś łączy cię z Monią? Zauważyłaś jakieś wspólne cechy?
- Zdecydowanie blada cera! (śmiech) Ale też wspólne poczucie humoru. I ta łatwość nawiązywania relacji - Monia ma wspaniałe relacje ze swoimi kolegami, a ja na planie również spotkałam się z ogromną życzliwością. Pracowałam z cudownymi aktorami - z chłopakami, z którymi niejednokrotnie musiałam udawać, że się nie śmieję, tylko po to, żeby zachować powagę podczas scen. Mam ogromną nadzieję, że to widać na ekranie - to ciepło, ta bliskość. Ten film powstał z potrzeby serca, z chęci powiedzenia: "Ej, może być fajnie."
Oglądając was na ekranie, zastanawiałam się czasem, jak dajecie radę utrzymać powagę. Wielokrotnie widać było na waszych twarzach napięcie, intensywne emocje. Z drugiej strony można wyczuć też melancholię, smutek, coś bardzo ludzkiego.
- Jest jedna scena, która była dla mnie szczególnie trudna - scena "Arka Gdynia". Michał Sikorski ma taką mimikę, że ciężko było mi się nie śmiać. A przecież scenariusz i dialogi w tej scenie były świetnie napisane, trafiające w moje poczucie humoru. Ale to też było wyzwanie - żeby mimo wszystko pozostać poważną, utrzymać ton i nie zapomnieć, że jestem wampirem. (śmiech)

Magdalena Maścianica o ulubionych filmach i planach na przyszłość
A tak ogólnie - lubisz historie o wampirach? To coś, co cię interesuje jako widzkę?
- Szczerze? Ja się bardzo boję horrorów, więc raczej ich nie oglądam. W dzieciństwie pamiętam, że widziałam "Drakulę", ale nigdy nie byłam wielką fanką gatunku. I właśnie dlatego to było takie ciekawe doświadczenie - stanąć naprzeciw czegoś, co dotąd nie było mi bliskie. Cieszę się ogromnie, że taka propozycja do mnie trafiła.
A jakie kino lubisz? Masz jakieś ulubione filmy, reżyserów?
- To trudne pytanie... Ale spróbuję. Lubię bardzo różnorodne kino. O! Kocham kino gangsterskie! Kocham wszystko, co zrobił Scorsese.
- Jestem też wychowana na polskim kinie - zwłaszcza komediach. "Kiler" to mój ukochany film. Może nie wypada się do tego przyznawać (śmiech), może lepiej byłoby mówić, że non stop oglądam Tarkowskiego i Nowe Horyzonty... Ale prawda jest taka, że po prostu kocham kino. W każdym gatunku, jeśli historia jest dobrze opowiedziana - to mnie zabiera ze sobą.
Gorsze produkcje czasem też warto zobaczyć, prawda?
- Oczywiście. Nawet głupowate komedie można obejrzeć z przyjemnością. (śmiech) Wszystko zależy od tego, czy historia Cię poruszy.
Masz już jakieś kolejne projekty na horyzoncie? Możesz coś zdradzić?
- Pracuję - i to mnie cieszy najbardziej. Dużo działam teatralnie, jestem w ciągłym biegu i naprawdę sobie życzę, żeby pojawiały się kolejne projekty, z którymi będę mogła się mierzyć i którymi będę mogła się dzielić z widzami.
Trzymam kciuki! Myślę, że nagroda Rising Star, którą otrzymałaś na festiwalu Mastercard OFF CAMERA z pewnością pomoże, by spływało jeszcze więcej propozycji.
- Dla nas sam udział w gali był ogromnym przeżyciem. A moment, kiedy usłyszałam swoje nazwisko i cała nasza ekipa wybuchła radością - to było coś niesamowitego. To był nasz wieczór. Przepiękny, wzruszający. Taki, w którym - jak moja bohaterka - pomyślałam sobie: "Aha, po to to wszystko. Fajnie".
Patrząc z boku - to było naprawdę wzruszające. Widać było, jak się wspieracie, jak tworzycie zgraną grupę - nie tylko na ekranie, ale też poza nim.
- Tak, i do dziś mamy ze sobą kontakt. I naprawdę życzę sobie tylko takich projektów - z ludźmi, którzy kochają kino i chcą robić filmy dla widzów. Bo przecież robimy to dla Państwa.
Hasłem przewodnim festiwalu, na którym się znajdujemy, jest niepokorność. Na koniec rozmowy powiedz proszę, czym dla ciebie jest to słowo?
- Niepokorność to dla mnie odwaga w walce o marzenia. To decyzja, by wyjść ze swojej strefy komfortu, ze swojego bezpiecznego kokonu. Ale niepokorność to też kino - ten świat pełen ryzyka, emocji, odwagi. W tym jednym słowie kryje się naprawdę wiele.
Zobacz też:
Zagrał Supermana w popularnym serialu. Teraz krytykuje nowy film. O co poszło?










