Reklama

Tomasz Barański: Na 120 procent

Świetnie tańczy i znakomicie dogaduje się z partnerkami. Czy ma marzenia? Jedno na pewno - chciałby zdobyć Kryształową Kulę. Czy uda mu się sięgnąć po trofeum w tej edycji "Dancing with the Stars. Tańca z Gwiazdami"?

W czwartym sezonie "Dancing with the Stars" Tomasz Barański tańczy z Eweliną Lisowską. Bardzo chwali jej talent, skupienie i gotowość do nauki

Trwa czwarta edycja talent show "Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami". Jedną z uczestniczek jest Ewelina Lisowska. Piosenkarka tańczy z Tomaszem Barańskim, który już raz otarł się o Kryształową Kulę. Tancerz nie ukrywa, że chce sięgnąć po to trofeum i... zamierza dać z siebie wszystko!

Reklama

Jak spisuje się pana partnerka?

- Ewelina to skromna, słodka i filigranowa dziewczyna. Jest bardzo prawdziwa, niczego nie udaje. Poza tym chętnie się uczy, dużo uśmiecha, a to pomaga nam w choreografii. Powiem otwarcie: jest super! Jestem zadowolony!

Znowu będzie finał?

- Bardzo bym tego chciał, ale program jest nieprzewidywalny. Jak zwykle staramy się z całych sił i działamy na 120 procent.

To już rutyna czy wciąż ekscytujące przeżycie?

- Nie ukrywam, że zdobycie Kryształowej Kuli jest jednym z moich największych marzeń. To byłoby ukoronowanie kariery tanecznej w "Tańcu z Gwiazdami", ale najbardziej cieszą nagrody od publiczności. Na przykład, kiedy jestem na scenie, a publiczność wstaje i brawa nie milkną. Trwają i trwają, a ja mam gęsią skórkę albo łezkę w oku. I wtedy wiem, że to jest to, co w życiu powinienem robić. Największa nagroda.

Myśli pan czasami o życiu... po tańcu?

- Chciałbym, żeby kolejny etap w moim życiu był związany z tworzeniem choreografii. Marzę też, by prężnie rozwinąć swoją szkołę i jestem na bardzo dobrej drodze. Mam różne hobby, zainwestowałem w rower, chodzę na basen, ostatnio jeżdżę konno. Jednak to taniec traktuję jako mój zawód, który daje mi stabilizację w życiu i poczucie, że robię fajne rzeczy.

Chciałby pan zostać jurorem?

- Czemu nie! Nieskromnie powiem, że swoje doświadczenie mógłbym wykorzystać w talent show lub programie tanecznym. Czerpię z wielu technik tanecznych. Występowałem na turniejach tańca towarzyskiego, później w spektaklach jako tancerz jazzowy, w programach "You Can Dance", "Taniec z Gwiazdami", a także w Teatrze Wielkim Operze Narodowej u Mariusza Trelińskiego w "Traviacie", czy w "Latającym Holendrze". Może przyjdzie czas, może ktoś mnie zaprosi, a wtedy do czegoś się przydam (śmiech). Chętnie podzielę się własnym doświadczeniem z młodymi ludźmi. Byłbym szczęśliwy, gdyby kiedyś ktoś do mnie podszedł i powiedział: Słuchaj Tomek, dzięki, otworzyłeś mi oczy na fajne rzeczy, jestem szczęśliwy.

Co najchętniej tańczy pan w tej chwili?

- Teraz złapałem tyle oddechu i słońca w każdym tego słowa znaczeniu, że jestem bojowo nastawiony do działania. Mam dużo energii, więc najchętniej zatańczyłbym sambę!

Jest pan w szczęśliwym związku, a taniec wytwarza intymne sytuacje. Czy pana dziewczyna nie jest zazdrosna?

- Moja dziewczyna jest aktorką, rozumie to. Tolerancyjnie podchodzi do takich rzeczy, nigdy nie miała z tym problemu. To ja jestem bardziej zazdrosny.

W kim widzi pan swojego największego rywala na parkiecie w tej edycji?

- W ogóle o tym nie myślałem! Rywalizacja oczywiście jest, ale tworzymy doświadczoną i fajną ekipę. Chcemy zadbać o to, żeby ten program był na wysokim poziomie, bo publiczność cały czas kocha "Taniec z Gwiazdami". Niech wygra ten, kto będzie najlepszy i kogo ludzie pokochają (śmiech).

Rozmawiała Katarzyna Chudzik.

Tele Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje