Reklama

Reklama

Przemek Kossakowski zaliczył potężną wpadkę! Relacja z... toalety? Teraz się tłumaczy! "Wizerunkowo to jest niestety dramat"

Po sieci krąży nagranie, w którym zapisana została relacja na żywo opublikowana w mediach społecznościowych przez Przemysława Kossakowskiego. Dziennikarz połączył się ze swoimi fanami późno w nocy, nie był w stanie sklecić zdania i prawdopodobnie przebywał w toalecie. Gwiazdor TTV postanowił ustosunkować się do sprawy.

Przemek Kossakowski

Nagranie prezentujące "zmęczonego" Przemysława Kossakowskiego trafiło do sieci we wtorek 19 października. W czasie filmiku dziennikarz próbuje wypowiedzieć się i zachęcić fanów do zadawania pytań, ale nie jest w stanie zbudować zdania. Na jego nieszczęście relacja została zapisana i później opublikowana przez jedną z internautek. Już w czasie relacji obserwatorzy uprzejmie zwracali dziennikarzowi uwagę, że powinien iść spać. Teraz Kossakowski odniósł się do sytuacji, publikując obszerne wyjaśnienie na Instagramie. 

Reklama

Przemek Kossakowski tłumaczy się z wpadki

"Od wczoraj w internecie jest dostępny materiał na którym, znajdując się w nieortodoksyjnym miejscu, gadam dziwności do telefonu. Nagranie krąży po sieci ciesząc się solidną oglądalnością w związku z czym chciałbym zdyskontować jego sukces i wywołać lawinę komentarzy" - rozpoczął swój wpis Przemek Kossakowski

"Rzecz miała miejsce w zeszłym tygodniu. Koledzy biznesmeni postanowili wyciągnąć mnie na miasto tłumacząc mi, że nie mogę siedzieć ciągle w domu bo doszczętnie od tego zdziczeje" - wyjaśnił dziennikarz. "Wspominam o tym dlatego, że koledzy biznesmeni zaaranżowali spotkanie w zamkniętej sali na zapleczu jednej z restauracji dowodząc rzeczowo, że jeżeli będziemy pili alkohol w przestrzeni publicznej, ktoś może mi zrobić zdjęcie, potem to zdjęcie przesłać to któregoś z tabloidów i będzie kompromitacja" - zrelacjonował. 

"Zdaje się że podświadomie potraktowałem to jako rodzaj wyzwania, postanawiając dowieść, że jeżeli będę chciał się skompromitować, to żadne działania prewencyjne w rodzaju zamkniętych sal, mnie przed tym nie powstrzymają" - zażartował, tłumacząc swoje nieparlamentarne zachowanie. 

"Poza tym cóż, nie złamałem obowiązującego prawa ani społecznej umowy, zatem w mojej ocenie nie stało się nic wielkiego, oprócz oczywiście kryzysu wizerunkowego. Bo wizerunkowo to jest niestety dramat" - podkreślił. 

"Niestety taki jest nieznośny wymiar rzeczywistości, w której często mamy na swój temat najwyższe mniemanie a kiedy dochodzi do weryfikacji okazujemy się swojego wyobrażenia nędzną namiastką i z tą refleksją pragnę Państwu życzyć miłego dnia" - zakończył swoje wyjaśnienia Przemek Kossakowski. 

Na końcu wpisu dodał jeszcze pozdrowienia dla "sprawców" całego zamieszania. "PPS. Grzegorz i Marcin, bardzo dziękuję, bawiłem się świetnie. Następnym razem zabierzcie mi telefon" - napisał. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje