"Zawieście czerwone latarnie": opowieść o kobietach, które łudzą się, że mają wpływ na swój los
Po śmierci ojca 19-letnia Songlian (Gong Li) z powodów finansowych zmuszona jest porzucić studia i plany na przyszłość. Dziewczyna decyduje się zostać konkubiną starszego, bogatego mężczyzny. Gdy zjawia się w jego pałacu, tytułowana Czwartą Panią wzbudza zazdrość trójki wcześniejszych konkubin i staje się obiektem ich zakulisowych intryg. Szybko orientuje się, że jej pozycja zależeć będzie od tego, czy wygra rywalizację o względy mężczyzny, któremu powierzyła swój los. I że każdy dzień wiąże się z toczeniem od nowa tej samej walki...
Zhang Yimou to, obok Chena Keige'a, czołowy przedstawiciel tzw. Piątej Generacji chińskiego kina - pokolenia, na którego barkach spoczęło zadanie odbudowy kinematografii po brutalnym okresie Rewolucji Kulturalnej (1966-76). Stanowiący pierwszy rocznik absolwentów, otwartej ponownie w 1978 roku Pekińskiej Akademii Filmowej, twórcy ci wchodzili do kina w latach 80. XX wieku.
Zrealizowany 35 lat temu i będący zaledwie drugim filmem w reżyserskim dorobku Yimou obraz to po dziś dzień jedna z najbardziej utytułowanych i najważniejszych chińskich produkcji w historii kina. Stanowiący adaptację opowiadania Su Tonga "Żony i konkubiny" klaustrofobiczny dramat o życiu w złotej klatce, w której codzienność całkowicie podporządkowana jest rytuałom - od porannych wspólnych śniadań, przez mający formę nagrody masaż stóp po ceremonię zapalania latarni przed domem wybranki, chwyta widza niczym w kleszcze. To opowieść o kobietach, które łudzą się, że mają wpływ na swój los, a tak naprawdę są pionkami w systemie, który skazuje je na nieustającą rywalizację.
Niezwykle przemyślane kompozycyjnie, zdjęciowo i kolorystycznie dzieło Yimou, w którym tytułowa czerwień bywa momentami bardziej demoniczna niż we włoskich giallo, tworzy makabryczny spektakl wizualny. Nic więc dziwnego, że Amerykańskie Stowarzyszenie Operatorów w 2019 roku umieściło go na liście 100 filmów będących kamieniami milowymi kinematografii pod względem sztuki operatorskiej (za zdjęcia odpowiadał Fei Zhao). I choć "Zawieście czerwone latarnie" nie są horrorem w konwencjonalnym sensie, to dusząca atmosfera towarzysząca bohaterkom uwięzionym w rolach, które powoli je pochłaniają, czyni go filmem absolutnie przerażającym.
Fenomenalna Gong Li
Dramaturgiczny ciężar filmu od początku do końca dźwiga na swoich barkach fenomenalna Gong Li, dla której "Latarnie" stały się początkiem międzynarodowej kariery. Wraz z rozwojem akcji obserwujemy jej powolną przemianę - z pewnej siebie, niezależnej kobiety, której wzrok wyraża pogardę dla feudalnych tradycji, w zlęknioną postać, której spojrzenie staje się coraz bardziej puste i nieobecne.
Nagrodzony w 1991 roku Srebrnym Lwem w Wenecji, statuetką BAFTA oraz nominowany do Oscara film Yimou w Chinach odczytano jako zawoalowaną krytykę komunistycznego systemu, w którym jednostka, dyscyplinowana za pomocą nagród i kar, jest całkowicie podporządkowana panującym zasadom. I, mimo międzynarodowych sukcesów, początkowo zdecydowano o zakazie jego rozpowszechniania. Ostatecznie został dopuszczony do dystrybucji w połowie 1992 roku, a rodzima widownia przyjęła go dużo chłodniej, niż tzw. zachodnia publiczność.

"Zawieście czerwone latarnie" po 35 latach wciąż przerażają
W Polsce obraz "Zawieście czerwone latarnie" miał premierę dopiero wiosną 1993 roku. Za sprawą Romana Gutka i Fundacji Sztuki Filmowej trafił wówczas na ekrany polskich kin, a w zasadzie Dyskusyjnych Klubów Filmowych i był wydarzeniem epokowym. Nie tylko ze względu na liczne laury i idącą za nimi famę, ale także dlatego, że proponował zupełnie nowe zetknięcie z kinem azjatyckim, dotąd kojarzącym się wytrawnym kinomanom głównie z nazwiskiem Akiry Kurosawy, a pozostałym widzom z filmami kung-fu i fenomenem Bruce'a Lee.
Obecna repremiera siłą rzeczy nie budzi już takich emocji. Kino Azji, choć wciąż raczej rzadko obecne w regularnym repertuarze nad Wisłą, nie tylko trwale zakorzeniło się w światowej kinematografii i co roku wydaje kolejne głośne i nagradzane tytuły, ale stało się również istotną częścią globalnej popkultury.
A i sam Zhang Yimou utracił status czołowego twórcy chińskiego kina autorskiego. Pozycje takie, jak "Hero", "Dom latających sztyletów" i "Cesarzowa" uczyniły zeń specjalistę od wysokobudżetowych widowisk, za którymi poszły lukratywne państwowe zlecenia, jak reżyseria otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Pekinie w 2008 roku.
Nie zmieniło się jednak to, co w dziele Yimou najważniejsze - jego hipnotyczna forma i ponadczasowa diagnoza mechanizmów władzy. To kino, które zachwyca pięknem każdego kadru, jednocześnie pokazując świat oparty na upokorzeniu i przemocy ukrytej pod fasadą tradycji. I właśnie dlatego, mimo upływu lat, czerwone latarnie Yimou wciąż świecą niepokojącym, złowrogim blaskiem.
9/10
"Zawieście czerwone latarnie" (Da hong deng long gao gao gua), reż. Yimou Zhang, Chiny, Hongkong 1991, dystrybucja: Gravity Films, repremiera kinowa: 22 maja 2026 roku.











