"Wpatrując się w słońce": dom traumy
Urodzona na początku XX wieku Alma dorasta w domu, w którym panuje typowa dla tamtych czasów pruska dyscyplina. Młodość Eriki przypada na przepełnione strachem i przemocą czasy II wojny światowej. Marząca o wolności Angelika dojrzewa w realiach schyłkowego NRD. Na ile ich historie mają wpływ na nieświadomą, żyjącą współcześnie Lenkę?
Czy traumę można dziedziczyć? Czy jest ona związana z miejscem, w którym przychodzimy na świat? I gdzie tkwi jej źródło? To pytania, które zadaje reżyserka Mascha Schilinski, przyglądając się historii czterech pokoleń kobiet - mieszkanek niewielkiej wsi w regionie Altmark w północnej części Niemiec. Ramy ich świata wyznaczają granice folwarku, należące do niego pola, las oraz pobliska rzeka. Ludzie rodzą się i umierają, a ściany wiejskiego gospodarstwa niosą w sobie pamięć o kolejnych pokoleniach i ich sekretach, przechowując echa dawnych zdarzeń - ciche, uporczywe i niemożliwe do uciszenia.
"Dom" to słowo odmieniane w ostatnim czasie przez filmowców przez wszystkie przypadki. Począwszy od "Here. Poza czasem" Roberta Zemeckisa, który z tej perspektywy próbował opowiedzieć historię Ameryki, przez "Wartość sentymentalną" Joachima Triera, u którego rodzinna posiadłość był świadkiem wielopokoleniowej traumy, po przykłady z polskiego podwórka - od skrywającego mroczne historie "Domu dobrego" Wojtka Smarzowskiego po obietnicę bezpiecznego azylu zawartą w "Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej" Emi Buchwald.
Na tej mapie wiejskie gospodarstwo z filmu Maschy Schilinski można by umiejscowić gdzieś pomiędzy nimi wszystkimi. Z jednej strony niemiecka reżyserka z mocno osobistej perspektywy ukazuje wycinek XX-wiecznej historii Niemiec, z drugiej - mierzy się z tematem wszechobecnego patriarchatu, wreszcie z trzeciej opowiada o indywidualnych pragnieniach, marzeniach i lękach towarzyszących dojrzewaniu.
"Wpatrując się w słońce": rodzaj wideo-pamiętnika
"Wpatrując się w słońce" można potraktować jak rodzaj wideo-pamiętnika. Czy wręcz, w związku z przenikaniem się poszczególnych historii, hipnotycznego strumienia świadomości, w którym to, co realne, swobodnie miesza się z tym, co wyobrażone, zaczerpnięte z estetyki baśni czy wręcz opowieści grozy. Tę niezwykle oryginalną artystyczną wizję reżyserki wzmacniają sugestywne kreacje, na czele z młodziutką Hanną Heckt (Alma) i Leną Urzędowsky (Angelika), oraz zapadające w pamięć, oniryczne zdjęcia Fabiana Gampera. Oryginalność spojrzenia szwajcarskiego operatora, który do opowiedzenia ekranowej historii użył m.in. kamery otworkowej, doceniło jury ubiegłorocznego Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Operatorskiej Camerimage, nagradzając go Srebrną Żabą.
Wcześniej obraz Maschy Schilinski brał udział w konkursie głównym MFF w Cannes, gdzie wyróżniony został Nagrodą Jury. Był także oficjalnym niemieckim kandydatem do Oscara. A artystycznie blisko mu do zdobywcy tej nagrody sprzed dwóch lat czyli "Strefy interesów" Jonathana Glazera - kolejnego tytułu osadzonego w "domowej" przestrzeni.
Przeszłość nigdy nie jest naprawdę zamknięta
"Wpatrując się w słońce" to kino wymagające od widza maksymalnego skupienia i cierpliwości (seans trwa 2,5 godziny) - zamiast satysfakcji oferujące doświadczenie traumy, przenikające z ekranu niczym przez osmozę i pozbawione oczyszczającego katharsis.
Schilinski zostawia widza z niepokojącą myślą, że przeszłość nigdy nie jest naprawdę zamknięta - trwa w przestrzeniach, które zamieszkujemy, i w historiach, których nie potrafimy opowiedzieć. Z myślą, od której trudno uwolnić się jeszcze długo po wyczerpującym seansie.
7,5/10
"Wpatrując się w słońce" (In die Sonne schauen), reż. Mascha Schilinski, Niemcy 2026, dystrybutor: M2Films, polska premiera kinowa: 17 kwietnia 2026 roku.











