"Wielki Łuk": opowieść o zderzeniu dwóch światów
Zapytani o turystyczne atrakcje Paryża jednym tchem wymienimy Wieżę Eiffla, Katedrę Notre Dame, Luwr, Centrum Pompidou, Muzeum Orsey, Pola Elizejskie czy Łuk Tryumfalny. I nawet jeśli będziemy do tej listy dopisywać kolejne punkty, prawdopodobnie nikomu nie przyjdzie do głowy Wielki Łuk Braterstwa wzniesiony w 1989 roku dla uczczenia 200. rocznicy Rewolucji Francuskiej w nowoczesnej, biznesowej dzielnicy La Défense.
Mająca upamiętnić idee humanitaryzmu, pokoju i ochrony praw człowieka budowla zamyka tzw. paryską oś historyczną. Pomysłodawcą jej zwieńczenia był ówczesny prezydent Francji François Mitterrand. A zwycięski projekt wyłoniony został w międzynarodowym konkursie, który wygrał szerzej nieznany duński architekt Johan Otto von Spreckelsen. To właśnie jego postać i perypetie związane z wzniesieniem zaprojektowanej budowli stanowią oś filmu "Wielki Łuk" w reżyserii Stéphane'a Demoustiera.
To opowieść o zderzeniu dwóch światów. Będący uosobieniem perfekcjonizmu von Spreckelsen boleśnie zderza się z biurokratyczno-polityczną rzeczywistością, w której niepodzielnie rządzą pragmatyzm i kompromis wymuszane budżetowymi realiami. Widzący w Wielkim Łuku dzieło swojego życia Duńczyk, kosztem zdrowia i relacji z najbliższymi, do utraty tchu walczy o realizację swojej artystycznej wizji. W obrazie Demoustiera da się dostrzec wyraźną inspirację "Źródłem" Kinga Vidora, opowiadającym o architektonicznym geniuszu Howardzie Roarku mierzącym się z otaczającym go konformizmem. A grający w "Wielkim Łuku" główną rolę Claes Bang zarówno fizycznie, jak i grą aktorską przypomina wcielającego się w Roarka Gary'ego Coopera.
Fabuła "Wielkiego Łuku" budzi również skojarzenia z oscarowym "Brutalistą" Brady'ego Corbeta, opowiadającym o ocalałym z Holocaustu węgierskim architekcie László Tóthcie, budującym w Pensylwanii monumentalne centrum społeczno-kulturalne. W przeciwieństwie do niego von Spreckelsen istniał naprawdę, choć reżyser i zarazem współautor scenariusza "Wielkiego Łuku" doprawił historię o nim sporą dozą ekranowej fikcji.
"Wielki Łuk": opowieść dość jednostajna i przewidywalna
Obraz Demoustiera to przede wszystkim satyra na Francję lat 80. w której 200 lat po rewolucji wciąż panują dworskie zwyczaje, a lewicowy prezydent (Michel Fau) zamierza pozostawić po sobie pomnik nieustępujący wielkością i rozmachem królewskim budowlom sprzed wieków.
Mistrzem pałacowych intryg jest nadzorujący budowę Jean-Pierre Subilon (niezwykle zabawny Xavier Dolan), który co rusz torpeduje autorską wizję von Spreckelsena. Zaś rozjemcą między nimi pragmatyczny kierownik budowy i architekt Paul Andreu (Swann Arlaud). Lecz choć twórcy filmu zręcznie rozgrywają charakterologiczne i kulturowe różnice między postawnym Duńczykiem a jego francuskimi współpracownikami, sama opowieść w gruncie rzeczy jest dość jednostajna i przewidywalna.
Obrazowi Demoustiera brak psychologicznej podbudowy, która stanowiła siłę napędową "Brutalisty", dotykającego tematyki przepracowywania traumy przez sztukę. I choć podskórnie czujemy, że reżyser sympatyzuje z von Spreckelsenem, pozbawiona drugiego dna opowieść o artystycznym geniuszu boleśnie zderzającym się z rzeczywistością, nie ma w sobie wystarczającego ładunku dramaturgicznego, by wybrzmieć.
6/10
"Wielki Łuk" (L'inconnu de la Grande Arche), reż. Stéphane Demoustier, Francja, Dania 2025, dystrybucja: Kinoteka, premiera kinowa: 10 lipca 2026 roku. Film pod nieco innym tytułem, "Nieznajomy pod wielkim łukiem", jest już dostępny na HBO Max.












