"Powiedz mi, co czujesz": miłość w czasach terapii
Płacz - jedna z najczystszych form fizycznej manifestacji emocji. Już w starożytności uważany za narzędzie katartyczne, służące do głębokiego oczyszczenia, dziś bywa upychany w ramy nadwrażliwości, potrzeby atencji czy zaprzeczania wzorcom stereotypowej kobiecości czy męskości. Dla pokoleń wychowywanych twardą ręką PRL-u, akt płaczu to wyzwolenie, na które nie każdy może sobie pozwolić. Generacja Z, rozbierając wielopoziomową traumę na czynniki pierwsze, emocjonalną nagość postrzega już jako normę. Dużo bardziej niż naiwnej emocjonalnej wydmuszki od ekranowych historii miłosnych oczekuje prawdy i czułości, których brak wytworzył w nich kompleksy i zniekształcony obraz samych siebie. I właśnie to, w najbardziej prawdziwy i najczulszy sposób, gwarantuje im swoim nowym filmem Łukasz Ronduda.
Twórca arthousowego "Serca miłości" i społecznie zaangażowanego "Wszystkie nasze strachy" swoją kolejną dokumentalną fikcję bazuje tym razem na życiorysie artysty malarza Patryka Różyckiego, którego brak poczucia przynależności do własnej klasy społecznej i wsparcia ze strony rodziców wywiódł do Warszawy, gdzie po raz pierwszy zmierzył się ze swoimi lękami, przekuwając je w sztuki performatywne, a z czasem i ekspresyjne rysunki. Jego doświadczenia, jak w przypadku większości pozycji w imponującej filmografii Rondudy, posłużyły nie tyle do biografii, co pewnego punktu wyjścia do opowiedzenia najbardziej intymnej, czułej i uniwersalnej mimo swej hermetyczności filmowej historii miłosnej ostatnich lat.
"Powiedz mi, co czujesz": genialny duet aktorski i dialog o emocjach
Maria (Izabella Dudziak, "Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej") tworzy nietypowy projekt "Skup łez", w ramach którego zachęca ludzi… do płaczu. Łzy skrywane pod powiekami w obawie przed oceną trafiają do szklanych fiolek, a cztery ściany jej pracowni pochłaniają szloch, który wreszcie znajduje swoje ujście w bezpiecznej przestrzeni. W ten oto sposób do jej małego, wyjątkowego świata trafia Patryk (Jan Sałasiński, "Absolutni debiutanci") - poszukujący swojej artystycznej ekspresji chłopak po przejściach. Wycofany, lękowy, za wszelką cenę unikający konfrontacji ze swoimi demonami - matką, która obwinia go za śmierć siostry, ojca, dla którego rodzinna tragedia stała się pretekstem do i tak funkcjonującego od dawna problemu z alkoholem. "Czy ktoś kiedyś powiedział ci, że jesteś dobry"? - słyszymy w jednej z pierwszych scen za sprawą muzycznego duetu "Wczasy". To pytanie, jako jedno z wielu, posłuży głównemu bohaterowi, ale i w pewnym stopniu również i widzom, do wejrzenia w głąb siebie, własnych kompleksów i niepewności.
Sztuka pobrzmiewa w tle relacji Marii i Patryka nieustannie, choć pierwsze skrzypce gra między nimi poszukiwanie prawdziwej intymności. Ona, pewna siebie, momentami bezczelna przedstawicielka wielkomiejskiej klasy średniej i on, drżący na samą myśl o odsłonięciu się przed drugą osobą. Dudziak i Sałasiński tworzą duet współczesnych 20-latków, którego nie zaznaliśmy jeszcze w polskim kinie. Ronduda zachęca ich do łamania wszelkich barier: bliskości, fizyczności czy nagości - emocjonalnej i cielesnej. Nie boją się swojej kruchości, niezręczności w zbliżeniach i dialogu, głaszczą rany i nieprzepracowane traumy, terapeutyzując widza bez umoralniającego i pretensjonalnego tonu.
"Powiedz mi, co czujesz": urzekający portret miłości współczesnych 20-latków
Rondudzie z wyczuciem udaje się zobrazować, jak przywileje, wielkomiejskie narzędzia terapii i samoświadomości, prowincja postrzega jako niezrozumiały bełkot. Maria i Patryk pochodzą z zupełnie różnych światów, które reżyser traktuje z czułością, bez gloryfikacji metropolii ani poniżania swoich rodzinnych stron. Różnice pochodzenia stanowią momentami sporą barierę komunikacji i zrozumienia głównych bohaterów, determinując ich dalsze wybory i otwierając widzowi pole do obserwacji: jak wiele złego może wyrządzić nam unikanie trudnych tematów i stałe chowanie się za problemami zamiast stanięcia z nimi twarzą w twarz.
Zmianę podejścia do budowania relacji międzyludzkich - ze stopniowego ujawniania słabości do wyrzucenia z siebie niemal wszystkich żalów, by na tej podstawie stwierdzić, jaką ilość traumy byłby w stanie wytrzymać potencjalny związek - reżyser zamknął w definicji "postterapeutyczności". Przekształcenia języka miłosnej komunikacji z typowo erotycznego i powierzchownego, do inkluzywnego i odartego z fałszu. "Powiedz mi, co czujesz" to jeden z najczulszych portretów skomplikowanej, pozbawionej lukru miłości, która w otwartej przed widzem niedoskonałości jest właśnie najpiękniejsza. Dramatyczne zwroty akcji nie są wcale potrzebne, by trafnie podsumować wzloty i upadki współczesnych związków. Maria i Patryk, genialnie odegrani przez Dudziak i Sałasińskiego, tańczą, ucząc się swoich ciał i emocji, doprowadzając widza do śmiechu i łez, dreszczy podniecenia i zimna przechodzącego po plecach w chwytających za serce scenach, których w "Powiedz mi, co czujesz" nie zabraknie.
Nowy film wizualnie i emocjonalnie zachwyca i z całą pewnością powinien przyciągnąć do kin młodych dorosłych, którzy odnajdą w nim siebie, momentami niczym w lustrzanym odbiciu. To kameralne, urokliwe kino, wypełniające generacyjną pustkę w rodzimej kinematografii. Ronduda przeciera na ekranie zupełnie nowe emocjonalne szlaki. Wasze fiolki ze łzami po seansie z pewnością nie pozostaną puste.
8/10
"Powiedz mi, co czujesz", reż. Łukasz Ronduda, Polska 2026, dystrybutor: Kino Świat, premiera kinowa: Kino Świat.













