Akcja trzeciej odsłony przygód Enoli Holmes tym razem wyjątkowo rozgrywa się na Malcie. To właśnie tam osobiste i zawodowe marzenia młodej detektywki zderzają się ze sobą podczas zawiłego dochodzenia. Szybko jednak okazuje się, że obie sprawy mają ze sobą wiele wspólnego.
"Enola Holmes 3": przegadany film dla roztargnionych widzów
Mimo wielości poruszanych tematów twórcom nie udało się wykorzystać potencjału drzemiącego w literackim pierwowzorze autorstwa Nancy Springer. Zamiast wciągającej, skrupulatnie budowanej historii otrzymujemy zlepek chaotycznych ujęć, od których już po kilku pierwszych minutach może zakręcić się w głowie. Nawet jeśli targetem tego typu produkcji jest przyzwyczajone do krótkich i dynamicznych form wideo młode pokolenie, trudno pozbyć się wrażenia, że reżyser Philip Barantini i scenarzysta Jack Thorne nie do końca radzą sobie ze snuciem filmowej opowieści.
Z prezentowanych na ekranie wydarzeń niezbyt wiele wynika. O najważniejszych aspektach historii dowiadujemy się bowiem z rozmów i przełamujących czwartą ścianę, czasem już męczących wtrąceń Enoli. Nie ma także obaw o zgubienie wątku; dialogi zostały rozpisane w taki sposób, że bohaterowie co chwilę powracają do kwestii kluczowych dla fabuły. W trakcie seansu spokojnie można więc sięgnąć po telefon czy wyjść na chwilę do innego pokoju, zupełnie nic na tym nie tracąc.
Jeszcze więcej tego samego. Wytrwanie do końca było wyzwaniem
Brakuje w tej historii elementów, które jakkolwiek podtrzymywałyby uwagę widza. Choć to już trzecia odsłona produkcji psychika bohaterów nadal nie została pogłębiona na tyle, by ich losy miały dla widza jakieś znaczenie. Choć w projekcie wzięło udział wiele lubianych i utalentowanych gwiazd, w tym Millie Bobby Brown, Henry Cavill, Helena Bonham Carter, Louis Partridge czy Himesh Patel, przez scenariuszowe uproszczenia trudno kibicować granym przez nich postaciom. Było mi całkowicie obojętne, czy Enola i Tewkesbury w końcu staną na ślubnym kobiercu, gdyż nawet oni sami przez większość filmu wydawali się nie być zainteresowani tym ważnym wydarzeniem.

Z kolei rozwiązywanie zagadek i śledztwo toczyły się tak szybko, że nawet najlepsze pomysły nie miałyby szansy wybrzmieć czy zaciekawić. Dzięki temu jedyne, co otrzymujemy to bezładna intryga, przewidywalne i zbyt szybkie rozwiązania oraz potok słów, który stara się zastąpić właściwą akcję.
Gdy w 2020 roku na Netfliksie pojawiła się pierwsza odsłona "Enoli Holmes", wielu widzów doceniło ją za feministyczny wydźwięk i postawienie w centrum silnej, niezależnej bohaterki. To, co wtedy było jeszcze powiewem świeżości, dziś już niekoniecznie musi się sprawdzać. Film wypada zdecydowanie najsłabiej na tle wcześniejszych części i trudno nie mieć wątpliwości, czy wskrzeszanie tej serii po czterech latach miało jakikolwiek sens. Jedynym pozytywem były urokliwe, nadmorskie widoki, jednak nawet najpiękniejsze plenery nie są w stanie zrekompensować fabularnych niedociągnięć.
Produkcja zawodzi niemal na każdym poziomie i muszę przyznać, że od dawna tak bardzo nie ucieszyłam się na widok napisów końcowych. To jeden z tych tytułów, o których chce się zapomnieć zaraz po seansie.
4/10
Zobacz też:
Kariera kwitnie. Gwiazda "Obsesji" dołączy do uniwersum Marvela?












