"Takie jest życie": nie wszystko ma swoją cenę
"Takie jest życie" to oparta na faktach historia sardyńskiego pasterza, który przez ponad dekadę odmawiał jednemu z największych włoskich deweloperów sprzedaży swojej rodzinnej ziemi. Jego opór nie tylko uniemożliwił wybudowanie luksusowego kurortu, ale także zantagonizował miejscowych, liczących na obiecywane przez inwestora tysiące miejsc pracy.
Milani przybliża nam tę historię bez czarno-białych podziałów na złych i dobrych. Inwestycja ma być na wskroś ekologiczna, deweloper wydaje się być szlachetny, a jego oferta całkiem hojna. I w dodatku rośnie z każdą odmową. Jednak Efisio Mulas (w tej roli 84-letni naturszczyk, autentyczny pasterz Giuseppe Ignazio Loi) jest nieprzejednany. A jego odmowy irytują zarówno bliskich, jak i lokalną społeczność, która stara się na wszelkie sposoby skłonić go do zmiany zdania.
Okraszona sytuacyjnym humorem historia długo nosi znamiona opowieści o upartym starcu. Jednak za jego postawą kryje się coś więcej. Nie tylko przywiązanie do ojcowizny, ale również chęć pokazania, że nie wszystko ma swoją cenę.
Jednostka rzuca wyzwanie korporacji
"Takie jest życie" w pewien sposób wpisuje się w popularny nurt kina ekologicznego, w którym jednostka rzuca wyzwanie korporacji - od stanowiącej klasykę gatunku "Erin Brockovich" Stevena Soderbergha po islandzki obraz "Kobieta idzie na wojnę" Benedikta Erlingssona. Ale choć dzieło Riccardo Milaniego porusza podobne, uniwersalne tematy, a na dodatek jego polska premiera zbiega się w czasie z otwarciem budzącego kontrowersje megakurortu Gołębiewski w Pobierowie nad Bałtykiem, ambicją reżysera nie było stworzenie dramatu krytykującego krwiożerczy kapitalizm. A psychologia postaci ustępuje miejsca humorowi, który rozładowuje napięcie, a nie je podkreśla.
Sporo tu satyry na korporacje, urzędników, kler, ale także i mieszkańców włoskiej prowincji. Jej ostrze jest jednak dość łagodne. "Takie jest życie" to raczej filmowa bajka o szlachetności, która ma przypominać widzom o tym, że istnieją w życiu wartości ważniejsze niż pieniądze. I że zbyt często zdarza nam się tracić je z oczu.
Zdjęcia zrealizowano na niezwykłej plaży na Sardynii
Największą wartością tego obrazu jest fakt, że zdjęcia zrealizowano w autentycznych plenerach Sardynii - na tej niezwykłej plaży, która tyle lat była przedmiotem rzeczywistego sporu. I którą koniec końców udało się obronić przez betonozą.
W dodatku w realizacji filmu wzięło udział wielu mieszkańców pobliskich miejscowości. Reżyser zaś oddał im wyjątkowy hołd, nie tylko uwieczniając na ekranie historię Ovidio Marrasa (bo tak brzmi prawdziwe imię i nazwisko pasterza, który był inspiracją dla scenairusza), ale realizując niezwykłą, muzyczną sekwencję towarzyszącą napisom końcowym. Już choćby dla niej warto spędzić w kinie dwie godziny. Tym bardziej, że po drodze czekają wspaniałe widoki Sardynii, które sprawią, że zatęsknicie za urlopem.
I nawet jeśli wracając do domu w radiu usłyszycie Irenę Santor śpiewającą, że nie ma już dzikich plaż, będziecie wiedzieć, że przynajmniej jedna - dzięki niezłomnemu Sardyńczykowi - gdzieś się ostała.
6/10
"Takie jest życie" (La vita va così), reż. Riccardo Milani, Włochy 2025, dystrybucja: Best Film, polska premiera kinowa: 26 czerwca 2026 roku.












