Kim była Ann Lee?
Biografia Ann Lee to gotowy materiał na filmowy scenariusz. Urodzona w 1736 roku w ubogiej rodzinie w Manchesterze, niepiśmienna, początkowo pracowała jako kucharka i modystka. Wychowywała się w religii kwakrów. Po tragicznej śmierci czwórki dzieci w wieku niemowlęcym doznała wizji, w efekcie której założyła wspólnotę religijną szejkersów.
Oparta ona była o surowe zasady, dotyczące celibatu, wspólnego majątku, pracy fizycznej czy równości płci, co samo w sobie w tamtym czasie było dość wywrotowe. Przez swoich wyznawców, początkowo w Anglii, a później w Stanach Zjednoczonych, Ann Lee postrzegana była jako żeńskie wcielenie Chrystusa. Kiedyś licząca sześć tysięcy członków wspólnota dzisiaj ma, jak dowiadujemy się z napisów końcowych filmu, dwoje wyznawców. Z kolei media informowały, że już po zakończeniu zdjęć do grupy dołączyła… trzecia osoba.
Amanda Seyfried najmocniejszym punktem filmu
W życiu Ann Lee i jej objawieniach kluczową rolę odgrywał śpiew. W ten sposób łączyła się z absolutem. Nie powinno zatem dziwić, że Mona Fastvold do zobrazowania jej biografii wybrała formułę musicalu. Wymagającą i dość ryzykowną. Stosunkowo bezpieczne wydało się natomiast obsadzenie głównej roli. W postać Ann Lee wciela się amerykańska aktorka Amanda Seyfried, której nie dość, że śpiew towarzyszył przez całe życie, to w dodatku sprawdziła się już w musicalowej formie w produkcjach "Mamma Mia!" czy "Nędznicy".
To był trafny wybór, bo mająca ostatnio bardzo dobry zawodowy czas Seyfried jest najmocniejszym punktem filmu. Ma w sobie coś magnetycznego, co sprawia że trudno oderwać od niej wzrok. Biorąc pod uwagę, że "Testament Ann Lee" to feministyczna w duchu opowieść o charyzmatycznej religijnej liderce, trudno o większy komplement.
Tak duża koncentracja na głównej bohaterce sprawia, że Fastvold zaniedbuje trochę drugi plan. Szkoda, biorąc pod uwagę nazwiska jakie tam się pojawiają - Stacy Martin, Christopher Abbott, Tim Blake Nelson czy Lewis Pullman. To oczywiście jeszcze bardziej podbija rolę Seyfried, która na swoich barkach niesie tę opowieść, ale jednocześnie pozostawia pewien niedosyt.
Ambitna próba i autorski rys
Dość klasyczne, chronologiczne podejście do biografii, jakie proponuje Fastvold, miesza się tu z efektownymi scenami wizyjnymi, transowymi, które budują klimat i atmosferę filmu. Trudno tego odmówić produkcji norweskiej reżyserki, bo robi ona spore wrażenie od strony inscenizacyjnej. Z kolei warstwa fabularna, biorąc pod uwagę, że film trwa blisko 150 minut, chwilami zaczyna nużyć.
Reinterpretacja historii Ann Lee to ambitna próba, zwłaszcza kiedy zestawić ją z amerykańskimi produkcjami studyjnymi, nastawionymi w dużej mierze na zysk. Nawet jeżeli niedoskonała i bezkrytyczna, bo tak odmalowana jest tu charyzmatyczna przywódczyni religijna, to ma w sobie wyraźny autorski rys. Z drugiej strony czego innego spodziewać się po artystycznym duecie Fastvold i Corbet, mającym na swoim koncie takie filmy jak wspomniany "The Brutalist" czy "Dzieciństwo wodza". Kino wysokiej próby.
7,5/10
"Testament Ann Lee" (The Testament of Ann Lee), reż. Mona Fastvold, USA 2025, dystrybutor: Disney, premiera kinowa: 13 marca 2026 roku.











