Realizacja udanej filmowej adaptacji gier z wąsatym hydraulikiem wydaje się szczególnie trudnym zadaniem. Siłą serii "Super Mario", a w szczególności jej trójwymiarowych odsłon, jest innowacyjność połączona ze swobodą, jaką otrzymuje gracz. Użytkownik jest zachęcany do przechodzenia danego poziomu po kilka lub kilkanaście razy i ciągłych poszukiwań nowych rozwiązań. Pozornie proste i nieskomplikowane przestrzenie skrywają setki sekretów oraz zagadek, które pozwalają na długie godziny rozrywki. Kolejne odsłony przygód Mario bawią, chociaż ich fabuła jest identyczna - zły smok Bowser porywa księżniczkę Peach, a wąsacz rusza jej na pomóc.
"Super Mario Galaxy Film": Pocztówki z gier Nintendo
"Super Mario Bros. Film" nie mógł oczywiście przełożyć na półtoragodzinną produkcję tych wspaniałości. Został więc montaż atrakcji - kolorowy, chaotyczny, wypełniony odniesieniami do gier Nintendo, ale za to ubogi w treść. Twórcy sequela poszli w podobnym kierunku. Podstawą historii jest pojawienie się Bowsera Jr., synka antagonisty poprzedniej odsłony. Mały smoczek porywa mieszkającą w gwiazdach księżniczkę Rosalinę, w jakiś sposób powiązaną z władającą grzybkowym królestwem Peach. Gdy mały pomagier uprowadzonej przybywa z prośbą o pomoc, ekipa bierze się do roboty. Mario, jego strachliwy brat Luigi, łakomy dinozaur Yoshi, Peach oraz jej służący Toad wyruszają w gwiezdną podróż.

Ok, może gwiezdna podróż to złe określenie. To bardziej jazda kolejką górską przez katalog z produkcjami gier Nintendo. Już w pierwszej scenie pojawiają się Bowser Jr., który debiutował w grze "Super Mario Sunshine" i Rosalina z "Super Mario Galaxy". W kolejnej Mario i Luigi trafiają do miasteczka wyjętego z "Super Mario Odyssey", by po chwili spotkać Yoshiego, wprowadzonego do franczyzy w "Super Mario World". Zapowiedź adekwatna do całości produktu. Na pozostałą część seansu składają się ciągłe mrugnięcia okiem, epizody znanych postaci i pocztówki z pamiętnych lokacji. Z taką strategią jest jeden problem. Widzowie muszą być emocjonalnie zaangażowani, by zareagować na kolejne odniesienia. Bez nich pozostaje powierzchowna rewia kolorowych miejscówek i fantastycznych stworków, która po jakimś czasie wywołuje wzruszenie ramionami i ziewanie.
"Super Mario Galaxy Film": Sporo postaci, mało charakteru
Niestety, na nikogo z licznej obsady nie ma tutaj pomysłu. Niby wszyscy mają jakiś cel, ale prawie nikt nie przechodzi drogi. A jeśli już, to jest ona niekonsekwentna. Bowser nie może się zdecydować, czy jest tym złym, czy może jednak ciągnie go ku jasnej stronie mocy. Wszystkie jego przemiany (ostatnia z nich w szczególności) są podyktowane głównie widzimisię scenarzystów. Peach rozwiązuje zagadkę swej przeszłości, ale czy to jakoś na nią wpływa? Nie bardzo.
Co najgorsze, spora część licznej obsady nie ma co ze sobą począć - w tym Mario, który w czasie drugiego aktu zostaje zepchnięty na dalszy plan. Niektóre postaci są wręcz zbędne. Najlepszym przykładem jest Yoshi - jasne, sympatyczny z niego dinuś, wywija długim ozorem, połyka kilka zagrożeń i wydala je w formie jajek, fajnie. Bez niego ta historia potoczyłaby się niemal identycznie. W czasie seansu w ogóle nie czuć relacji między postaciami, które są często podkreślane w deklaratywnych dialogach. Rozwiązania nie mają także niektóre wątki (uczucie Mario do Peach) lub żarty (Luigi dopytujący, czy księżniczka ma siostrę).

"Super Mario Galaxy Film": Od bitki do bitki
Poza wodospadem odniesień do gier twórcy oferują nam akcję. Na ekranie skaczą setki postaci, jest kolorowo i dynamicznie, ale w tym chaosie nie ma metody. To rozrywka rodem z najgorszych stereotypów o Tik-Toku, w których jedną atrakcję szybko zastępuje druga. Zdarzają się ciekawsze momenty, na przykład Mario unikający ciosów Juniora podczas ich pierwszej potyczki, ale to pojedyncze rodzynki w zakalcu. To jazda od bitki do bitki, która szybko staje się nudna.
Po adaptacji gier z serii o wąsatym hydrauliku nie oczekuję skomplikowanej fabuły, ale historii, która mnie zaangażuje. Bohaterów bez skomplikowanych charakterów, ale też takich, których polubię i będę się przejmował ich losami. I przykro mi, ale nie uwierzę, gdy ktoś zacznie gdybać, czy da się to osiągnąć przy postaciach z gier z prościutkimi fabułami. Swego czasu filmowcom udało się przejąć widzów perypetiami ludzików Lego, a w niedawnym "Projekt Hail Mary" wszyscy płakali za chodzącą kupą kamieni. Niestety, wszystko wskazuje na to, że "Super Mario Galaxy Film" powtórzy sukces swego poprzednika. Skoro produkt się sprzedaje, po co go poprawiać?
4/10
"Super Mario Galaxy Film" (Super Mario Galaxy Movie), reż. Michael Jelenic, Aaron Horvath, USA/Japonia 2026, dystrybucja: United International Pictures, premiera kinowa: 10 kwietnia 2026 roku.










