"Erupcja", czyli kolejny w ostatnich latach list miłosny amerykańskiego filmowca do Polski. Po "Prawdziwym bólu" Jessego Eisenberga otrzymujemy jednak film o wiele bardziej kameralny i niezależny.
W produkcji w reżyserii Pete'a Ohsa w rolach głównych występują brytyjska gwiazda muzyki Charli XCX oraz polska aktorka Lena Góra. Film był już pokazywany m.in. na American Film Festival i Mastercard OFF CAMERA, a od 22 maja można go oglądać w polskich kinach. Zdążył zebrać dość surowe recenzje, krytykujące między innymi jego chaotyczną formę, niedopracowany scenariusz czy sposób ukazania Warszawy. I choć dostrzegam te zarzuty oraz rozumiem, skąd się biorą, widzę w "Erupcji" coś więcej - historię znacznie głębszą, którą zapowiada już sam tytuł.
"Erupcja": amerykański reżyser nakręcił film w Polsce
Główna bohaterka, Bethany (Charli XCX), odwiedza Warszawę razem ze swoim chłopakiem, Robem (Will Madden). Podskórnie przeczuwa, że ukochany zamierza się jej oświadczyć. Jej głowę zaprząta jednak coś zupełnie innego. Do Warszawy wraca z głębokim poczuciem nostalgii. Przed laty nawiązała bliską relację z Polką o imieniu Nel (Lena Góra). Ich znajomość umarła śmiercią naturalną, jednak zarówno Bethany, jak i Nel wciąż o sobie pamiętają. Zwłaszcza w momentach, gdy gdzieś na świecie dochodzi do erupcji wulkanu. To ich znak. Symbol relacji - wybuchowej, kiedy są razem, i wyciszonej, kiedy są osobno. Los sprawia, że Bethany zostaje w Warszawie na dłużej właśnie z powodu wybuchu wulkanu.

Opowieści towarzyszy głos narratora. Jak się okazuje, Ohs umieścił go celowo, inspirując się lektorem z polskich kronik o stonce ziemniaczanej. Narrator komentuje wydarzenia na ekranie i stan emocjonalny bohaterów, ale to właśnie ten element okazał się dla mnie jednym z większych problemów filmu. Choć jego mechaniczny i celowo niezręczny ton wydaje się świadomym zabiegiem, momentami zaburza odbiór historii. Niektóre sceny zdecydowanie lepiej wybrzmiałyby niedopowiedziane.
"Erupcja": tęsknotą za szalonymi latami 20-stymi
Siłę "Erupcji" stanowi natomiast motyw tęsknoty za starym życiem. Bohaterowie wydają się być w prywatnie bliskim mnie momencie przejściowym między szalonymi, nieokiełznanymi latami 20-stymi, a wejściem w dojrzałą dorosłość. Zwłaszcza Bethany romantyzuje swoją przeszłość. Paraliżuje ją lęk przed zrobieniem kroku naprzód, którym w jej przypadku są zaręczyny z Robem.
Gdy dochodzi do spotkania Bethany i Nel, w powietrzu utrzymuje się napięcie związane z niewiadomą. Nie wiemy, jak wcześniej wyglądała ich relacja - czy były razem, czy wydarzyło się między nimi coś więcej, czy może łączyła je jedynie przyjaźń, w której pewne rzeczy nigdy nie zostały wypowiedziane na głos. Jedno jest pewne: między nimi czuć pulsującą energię, zapowiedź wakacyjnego romansu i powrotu do dawnego życia. Jednak nic takiego się nie wydarza. I być może właśnie to można odczytać jako symboliczną "erupcję". Odczarowanie wyidealizowanej przeszłości i decyzja o kroku w przyszłość.
Scenariusz do filmu powstawał "na żywym organizmie". Dość eksperymentalna forma wypada przekonująco. Ważniejsze niż historia opowiedziana od początku do końca jest dynamika między bohaterami, Warszawa jako równorzędny bohater oraz spojrzenie na nią oczami osoby "spoza". Technicznie film jest celowo niedopracowany, co jedni mogą uznać za zaletę, inni za wadę. Dla mnie to zdecydowanie atut - czuć w nim pulsującą energię, a sama historia staje się przez to bardziej autentyczna.

Zaskakująco dobrze wypada Charli XCX w roli Bethany. Film kręcono w środku "Brat Summer", czyli popkulturowego fenomenu, który zrodził się po wydaniu przez Charli albumu "Brat". Jednak na ekranie nie przypomina wielkiej gwiazdy estrady. Bez makijażu, w zwykłych, codziennych ubraniach i ze spontaniczną ekspresją wypada bardzo wiarygodnie.
"Erupcja" nigdy nie miała być wysokobudżetową, dopracowaną w każdym detalu produkcją na temat naszego kraju. Jej siła tkwi w niedoskonałości, spontaniczności i energii. Pod tym względem zdaje egzamin.
6/10
"Erupcja", reż. Pete Ohs. Data premiery w kinach: 22 maja 2026 r.











