"Ghost in the Shell": w latach 90. fantazja, w epoce AI i dezinformacji zaskakująco realistyczna historia
Kiedy "Ghost in the Shell" trafiał do japońskich kin w 1995 roku, był przede wszystkim ambitną adaptacją kultowej mangi Masamune Shirowa. Dopiero z perspektywy trzech dekad widać, jak trafnie Mamoru Oshii przewidział kierunek, w którym podążą technologia i współczesny świat.
Mroczna opowieść przedstawia świat A.D. 2029 opleciony globalną siecią informacyjną. Ludzie masowo ulepszają swoje ciała cybernetycznymi implantami, a major Motoko Kusanagi tropi Władcę Marionetek - hakera zdolnego przejmować kontrolę nad ludzką świadomością. Sensacyjna intryga szybko ustępuje miejsca pytaniom o naturę człowieczeństwa, transhumanizm i możliwość narodzin cyfrowej świadomości. To, co w połowie lat 90. wydawało się fantazją, dziś - w epoce AI i dezinformacji - brzmi zaskakująco realistycznie.

Największą siłą filmu nie jest jednak jego proroczy charakter. Oshii tworzy kino hipnotyczne i niezwykle zdyscyplinowane formalnie. Pozwala wybrzmieć ciszy, architekturze miasta i melancholii swoich bohaterów. Akcja nigdy nie dominuje nad atmosferą, a każde ujęcie sprawia wrażenie starannie zaprojektowanego obrazu.
Przez lata film krążył w obiegu nieoficjalnym, również w Polsce
Powstały na styku filozofii i kina noir "Ghost in the Shell" eksploruje wątki podejmowane przez cyberpunkową literaturę, na czele z "Neuromancerem" Williama Gibsona, a jego filmowa premiera zbiegła się w czasie z ekranową eksplozją gatunku. W 1995 roku na ekranach kin pojawiły się bowiem takie pozycje, jak "Sędzia Dread" Danny'ego Cannona, "Strange Days" Kathryn Bigelow czy "Johnny Mnemonic" Roberta Longo z tytułową rolą Keanu Reevesa - późniejszej gwiazdy "Matrixa", którego twórcy otwarcie przyznają się do inspiracji "GITS".
O ile jednak te hollywoodzkie tytuły trafiły w Polsce do kin, a następnie wypożyczalni video, to obraz Oshii przez lata krążył w obiegu nieoficjalnym. Na polskie wydanie filmu na DVD trzeba było czekać aż do listopada 2005 roku. Więcej szczęścia miała wyreżyserowana przez Oshii kontynuacja "GITS 2: Innocence", która trafiła do polskich kin w 2008 roku - raptem 4 lata po światowej premierze na festiwalu w Cannes.

Dziś trudno byłoby sobie wyobrazić taką sytuację, jednak w 1995 roku nad Wisłą pojęcia "manga" i "anime" były całkowitą abstrakcją. Kino Kraju Kwitnącej Wiśni kojarzyło się z klasyką sygnowaną nazwiskiem Akiry Kurosawy i krążącymi na kasetach VHS b-klasowymi filmami z wojownikami ninja, a młodszym odbiorcom z emitowanym w telewizji animowanym serialem "Załoga G". I choć ten ostatni tytuł jak najbardziej wpisuje się w konwencję, to świadomość wyjątkowości japońskiej popkultury zaczęła kiełkować w Polsce dopiero kilka lat później.
Premiera lipca: "Odyseja" Christophera Nolana czy "Ghost in the Shell" Mamuoru Oshii?
Można by więc rzec, że po 31 latach, dzięki firmie dystrybucyjnej Flashback, nadrabiamy sporą kulturową zaległość. Dla tych, którzy sięgną po "Ghost in the Shell" pierwszy raz, kinowy seans odrestaurowanego do 4K filmu będzie okazją, by sprawdzić, jak w połowie lat 90. wyobrażano sobie rok 2029 i w czym tkwi fenomen tej japońskiej produkcji. Zaś dla fanów obrazu prawdziwie kinofilską ucztą. Film wciąż zachwyca plastyką obrazu, monumentalnymi panoramami futurystycznego miasta i ponadczasową muzyką Kenjiego Kawai. Przede wszystkim jednak zadaje pytania, na które wciąż nie znamy odpowiedzi. Gdzie kończy się człowiek, a zaczyna maszyna? Czy świadomość można skopiować? Trzy dekady temu były to rozważania z pogranicza fantastyki. Dziś coraz częściej brzmią jak pytania o najbliższą przyszłość.
Polska premiera kinowa "GITS" zbiegła się w czasie ze streamingową premierą serialu "Ghost in the Shell" będącego nową interpretacją kultowej mangi. Wyreżyserowana przez urodzonego w 1992 roku Moko-chana seria stanowi ambitną próbę wiernego przeniesienia na ekran wielowątkowej rysunkowej opowieści Masamune Shirowa. Ekranowa wizja jest zdecydowanie mniej mroczna, niż filmowy pierwowzór, choć fakt, że w dużej części malowano ją ręcznie, stanowi niewątpliwy hołd dla oryginału. I z pewnością warto po nią sięgnąć (jak i po inne seriale z uniwersum GITS), ale dopiero po kinowym seansie. Bo choć na wielkim ekranie niepodzielnie rządzi dziś "Odyseja" Christophera Nolana, tytuł premiery lipca należy się bez wątpienia filmowi Mamuoru Oshii.
8,5/10
"Ghost in the Shell", reż. Mamoru Oshii, Japonia 1995, dystrybutor klasyki filmowej popkultury Flashback, polska premiera kinowa: 24 lipca 2026 roku.










