David Robert Mitchell wystawił cierpliwość swoich fanów na próbę, każąc im czekać na kolejny film aż osiem lat. Po świetnie przyjętym "Coś za mną chodzi" i nieoczywistej "Tajemnicy Silver Lake" wraca z opowieścią o... dinozaurach. I choć wielu widzów z pewnością znacznie bardziej czeka na "They Follow", czyli sequel pierwszego z wymienionych filmów, "Koniec ulicy Dębowej" może okazać się całkiem przyjemną przystawką przed daniem głównym.
Projekt od początku był owiany tajemnicą. Pierwsze informacje mówiły jedynie o filmie science fiction osadzonym w latach 80., a materiały promocyjne długo nie zdradzały, co właściwie będzie głównym zagrożeniem. Mitchell napisał i wyreżyserował film, a jednym z jego producentów został J.J. Abrams. Zdjęcia zakończyły się 4 czerwca 2024 roku w Londynie i Atlancie, więc film był gotowy stosunkowo długo przed premierą. Warner Bros. początkowo planowało wprowadzić go do kin 16 maja 2025 roku, później przesunęło premierę na 13 marca 2026 roku, by ostatecznie ustalić ją na 14 sierpnia 2026 roku.
Z doświadczenia wiemy, że kilkukrotne przesuwanie premiery często nie zwiastuje niczego dobrego, szczególnie gdy mówimy o wysokobudżetowym widowisku. Czy "Koniec ulicy Dębowej" rzeczywiście miał powody do obaw, czy może okazał się filmem, na który warto było czekać?
Pozornie spokojne sąsiedztwo
Akcja rozgrywa się na amerykańskich przedmieściach lat 80. Głównymi bohaterami są Denise (Anne Hathaway) i Greg (Ewan McGregor) Plattowie oraz ich dzieci - Audrey (Maisy Stella) i Brian (Christian Convery). Rodzinę poznajemy podczas sąsiedzkiego pikniku. Na pozór wszyscy świętują w doskonałych humorach, szybko jednak dostrzegamy piętrzące się napięcia między małżonkami. Głęboko skrywane frustracje i pretensje wychodzą na wierzch w najmniej odpowiednim momencie. Greg oznajmia, że musi iść do pracy. Denise wścieka się, bo mąż bierze dodatkowe zmiany, choć wcześniej ustalili, że nie będzie tego robił. Wszystko obserwują dzieci, które podskórnie przeczuwają, że małżeństwo ich rodziców zmierza ku końcowi. W rozmowie z sąsiadką dowiadujemy się, że Denise napisała książkę o bohaterce, która rzuca wszystko i wyjeżdża do wielkiego miasta, by spełniać swoje marzenia. Nietrudno domyślić się, że to - świadome lub nie - pragnienie samej Denise. Utknęła w narzuconej jej społecznie roli matki i opiekunki ogniska domowego, coraz wyraźniej tęskniąc za życiem, które mogłaby zbudować na własnych zasadach.

W pozornie spokojnym sąsiedztwie dzieją się coraz dziwniejsze rzeczy. Najpierw pojawia się nieznana roślina w ogrodzie, potem tajemniczy błysk na niebie i gigantyczne odchody na podwórku sąsiada. W końcu znikają elektryczność i woda. Aż pewnej nocy ulica Dębowa zostaje przeniesiona do świata, w którym istnieją... dinozaury. David Robert Mitchell odwraca tym samym dobrze znany schemat. To nie prehistoryczne stworzenia przedostają się do teraźniejszości, jak w "Parku Jurajskim". Tym razem to kawałek współczesnej Ameryki zostaje wyrwany ze swojego bezpiecznego kontekstu i przeniesiony prosto do epoki dinozaurów.
Koniec ulicy? Raczej koniec świata
David Robert Mitchell przyzwyczaił nas w swoich poprzednich filmach do nieoczywistych rozwiązań i mistrzowskiego budowania napięcia. W "Końcu ulicy Dębowej" sięga między innymi po split diopter shot, czyli technikę, w której specjalna soczewka pozwala utrzymać jednocześnie w ostrości dwa różne plany. Zabieg ten szczególnie dobrze widać podczas sceny rodzinnej narady. Obraz może wydawać się wręcz sztuczny - ludzkie oko przecież nie jest w stanie jednocześnie skupić się na obiektach znajdujących się w dwóch różnych odległościach. To wizualnie drobny, ale znaczący element języka filmu. W świecie Mitchella bezpieczeństwo i zagrożenie, swojskość i obcość nigdy nie istnieją osobno. Split diopter dodatkowo wzmacnia poczucie niepokoju, ale też klaustrofobicznej izolacji bohaterów.
Zresztą to właśnie z izolacją mierzą się przede wszystkim mieszkańcy Dębowej. Ulica, którą znali, być może już nigdy nie wróci do dawnego stanu. Tytuł filmu nabiera w tym kontekście dodatkowego znaczenia. "Koniec" oznacza nie tylko kres bezpiecznego świata, ale też moment, po którym życie bohaterów nie będzie już takie jak wcześniej.
Świat przedstawiony w filmie Mitchella został wystylizowany na amerykańskie lata 80., ale reżyser nie popada przy tym w przesadę. Ulica Dębowa nie jest krzykliwa, kolorowa ani nienaturalnie sielankowa. Także bohaterowie wyglądają tak, jakby rzeczywiście zostali wyjęci z tamtej dekady. Nostalgia jest znacznie bardziej subtelna - Mitchell nie próbuje odtworzyć wyobrażenia o latach 80., tylko buduje świat, który mógłby naprawdę istnieć.

Sceny starć z dinozaurami potrafią zmrozić krew w żyłach, a nawiązania do "Parku Jurajskiego" pojawiają się tu zupełnie naturalnie. "Koniec ulicy Dębowej" nie jest jednak zżynką z kina Spielberga, lecz poprawnie zrealizowanym thrillerem science fiction. No właśnie - poprawnie. Mitchell niestety w wielu elementach pozostaje zachowawczy, na czym wyraźnie cierpi kreatywność filmu. Brakuje tu nieoczywistości i wodzenia widza za nos, które tak dobrze działały choćby w "Tajemnicy Silver Lake". "Koniec ulicy Dębowej" okazuje się ostatecznie do bólu poprawnym kinem rozrywkowym z kilkoma elementami charakterystycznymi dla twórczości Mitchella. Reżyser nie wykorzystuje jednak potencjału tej historii, by choć raz naprawdę przesunąć granicę albo zaproponować coś świeżego.
Ciekawiej Mitchell podchodzi do finału. Dostajemy happy end... ale czy na pewno? Nie zdradzając zbyt wiele - zakończenie może podzielić widzów. Jedni docenią pomysł na pozostawienie ich z poczuciem niepokoju, inni uznają, że to pójście na łatwiznę i zbyt szybkie ucięcie tematu. Jestem w tej drugiej grupie, choć jednocześnie rozumiem zamysł reżysera.
Jeśli jednak mówimy o kinie, w którym dinozaury stanowią główne zagrożenie, "Koniec ulicy Dębowej" nie umywa się do filmów Stevena Spielberga. Jest za to, przynajmniej w moim odczuciu, znacznie bardziej przystępnym widowiskiem niż zupełnie nieudana seria "Jurassic World".
6/10
"Koniec ulicy Dębowej", reż. David Robert Mitchell, USA. Data premiery w kinach: 14 sierpnia 2026 r.





!["Ópi" [teaser]](https://i.iplsc.com/000NAPID2KNN9D4H-C401.webp)


!["Primetime" [trailer]](https://i.iplsc.com/000NAP4A0DU6C83T-C401.webp)


