"Młody Waszyngton": żołnierz, który stał się ojcem narodu
Wiele mogło wskazywać, że będzie to nieznośnie patetyczna czytanka o ważnym fragmencie biografii jednego z ojców niepodległości USA i pierwszego prezydenta kraju. Szczególnie, że za filmem stoi kręcące religijne filmy (ale dystrybuujące też głośny "Sound of Freedom. Dźwięk wolności") Angel Studios. Okazuje się jednak, że dostaliśmy przyzwoitą opowieść o odwadze, poświęceniu, ale też wątpliwościach, jakie trawią młodego żołnierza, który potem stał się ojcem narodu i postacią niemal mityczną.
Film Jona Erwina jest osadzony w czasach wojny francusko-indiańskiej (1754-1763), gdy 22-letni Waszyngton służył jako oficer brytyjskich sił kolonialnych (milicji Wirginii). Wielu historyków uważa, że to jego działania były zarzewiem wojny siedmioletniej (1756-1763), która niespodziewanie miała swój początek w dalekich zamorskich koloniach. 28 maja 1754 roku złożony z Brytyjczyków i Indian oddział prowadzony przez Waszyngtona zaatakował obóz Francuzów (Potyczka pod Jumonville Glen), w wyniku czego zginął francuski dyplomata Joseph Coulon de Jumonville, co odbiło się potem na konflikcie w między mocarstwami w Europie.
Waszyngton, służąc w następnych latach w Pułku Wirginii, ugruntował swoje niepodległościowe i antybrytyjskie poglądy, ale film Erwina opowiada o momencie, w którym dopiero dojrzewa on do myśli, że mieszkańcy Ameryki Północnej zasługują na coś więcej niż bycie kolonią europejskiej monarchii.
To nie jest pomnikowa legenda
Młody angielski aktor William Franklin-Miller w roli Waszyngtona tworzy interesującą rolę. Nie jest jeszcze pomnikową legendą, ale też daleko mu do nieopierzonego młokosa. Ma silną więź z matką Mary (Mary-Louise Parker), która po śmierci jego ukochanego ojca, sama wychowała George'a na rodzinnej farmie.
Późniejszy ojciec narodu nie chciał być farmerem i związał swój los z armią. Tyle że służenie pod brytyjską flagą szybko go rozczarowuje. Duch niezależności, jakim przesiąkł w domu, jest zbyt silny, by wytrzymać pod coraz bardziej mu obcą koroną. Ekranowy Waszyngton ma swoje słabostki i rozterki, ale jest postacią prawą i szukającą sprawiedliwości. Czy to źle?
W dzisiejszym kinie widzowie są przyzwyczajeni do innego rodzaju bohatera. Musi on mieć mocny moralny konflikt, sporo wewnętrznego mroku i zwątpienia. Zapominamy jednak, że nawet tacy giganci kina, jak John Ford kręcili hagiograficzne portrety, które do dziś się dobrze ogląda. Przykładem jest "Młodość Lincolna" z 1939 roku z Henrym Fondą. Angel Studios wyraźnie inspiruje się tym klasykiem. No, ale czy tak bardzo inny jest spielbergowski "Lincoln"?
Świetny serial "John Adams" (2008) z fantastycznym Paulem Giamattim (Waszyngtona grał tam David Morse) również nie unikał pomnikowego wizerunku ojców założycieli USA. Amerykanie w swoim kinie wadzą się ze swoją historią bardzo mocno, ale okres powstania amerykańskiej demokracji jednak pielęgnują. Nawet ikona niepoprawnej politycznie komedii Larry David w mającym premierę kilka tygodni temu serialu "Życie, Larry i pogoń za nieszczęściem" (HBO) pewnych świętości nie tyka. No, ale jego wariacje o historii USA produkuje sam Barack Obama.
Każdy naród potrzebuje swojej mitologii
Każdy naród potrzebuje swojej mitologii i swoich pomnikowych bohaterów. "Młody Waszyngton" umacnia pomnik, ale jednocześnie jego twórcom udaje się pokazać George'a jako syna, brata i świadomego własnej śmiertelności żołnierza. Niezłe sceny batalistyczne, odpowiedni dla filmu o średnim budżecie (20 mln dolarów) rozmach i solidny scenariusz - to wszystko daje nam satysfakcjonujące widowisko historyczne.
Cieszą też smakowite epizody aktorskie takich gigantów ekranu, jak sir Ben Kingsley, który wciela się w mentora Waszyngtona i gubernatora kolonialnego Wirginii Roberta Dinwiddiego. Znany z kultowej roli w serialu "Frasier" Kelsey Grammer gra generała Lorda Fairfaxa, natomiast w roli naczelnego dowódcy 13 kolonii Edwarda Braddocka widzimy Andy'ego Serkisa. Każdy z nich otrzymuje na ekranie tyle czasu, by nadać historycznym postaciom ludzkich cech, ale jednocześnie nie oderwać ich od mitologicznego wymiaru. To zresztą dobrze całościowo symbolizuje ducha "Młodego Waszyngtona".
7/10
"Młody Waszyngton" (Young Washington), reż. Jon Erwin, USA 2026, dystrybucja: Galapagos Films, polska premiera kinowa: 31 lipca 2026 roku.












