Epos Homera stanowi spore wyzwanie dla kina. Myślę przede wszystkim o bogactwie świata przedstawionego, ale i o tym jak bardzo ten tekst oddziałuje na naszą wyobraźnię. Potrzebny był zatem reżyser, który ma wybitną umiejętność opowiadania historii, a do tego potężny budżet do jego dyspozycji. Szczęśliwie, w przypadku "Odysei" udało się z jednym i drugim. Film miał kosztować w okolicach 250 milionów dolarów, co czyni go najdroższą produkcją w dotychczasowej karierze Nolana. Nie mam jednak wątpliwości, że te pieniądze zostały bardzo dobrze wydane. Pozwoliły na szereg konkretnych artystycznych decyzji, jak chociażby nakręcenie filmu na taśmie IMAX 70 mm, co daje spektakularny wizualny efekt.
Aktorski tercet prowadzi jeden z głównych wątków
Historia pokazana jest z dwóch perspektyw, które łączą się w finale. Pierwsza, przedstawiona w formie retrospekcji, należy do Odyseusza i obrazuje jego wieloletnią tułaczkę, podczas której próbuje wrócić na wyspę Itaka po zwycięskiej wojnie trojańskiej. Druga to historia jego syna Telemacha i żony Penelopy. Kiedy jednak Odyseusz nie wraca do domu przez kolejne lata, muszą się mierzyć z coraz bardziej natarczywymi zalotnikami do ręki kobiety, a tym samym do tego, by zasiąść na tronie Itaki. Prym wśród nich wiedzie Antinous, w którego postać wciela się Robert Pattinson. Aktor potwierdza po raz kolejny, że czuje się bardzo dobrze w roli czarnych charakterów. Ta część "Odysei" rozgrywa się przede wszystkim w aktorskim trójkącie. Obok Pattinsona oglądamy Toma Hollanda jako dojrzewającego Telemach oraz Anne Hathaway w roli wiernej Penelopy.
Matt Damon zaskakuje jako Odyseusz
Z kolei wątek Odyseusza jest bardziej nastawiony na akcję i pełen niezwykłych przygód. To tutaj widać kunszt oraz wizję Nolana. Klaustrofobiczny fortel z koniem trojańskim (wspaniale sfilmowany przez Hoyte van Hoytemę, absolwenta łódzkiej Filmówki) oraz ludzkie i boskie przeszkody, z jakimi na swojej drodze musiał mierzyć się bohater, robią ogromne wrażenie. Natomiast epizody z cyklopem Polifemem, nimfą Kalipso oraz przede wszystkim czarodziejką Kirke są koncepcyjnym i realizacyjnym majstersztykiem. Zachwyt podbija fantastyczna muzyka Ludwiga Göranssona.
O ile w historii Telemacha i Penelopy akcenty aktorskie rozkładały się pomiędzy kilkoro odtwórców, w przypadku drugiego wątku zdecydowana większość uwagi spoczywała na barkach wcielającego się w postać Odyseusza Matta Damona. Nie była to łatwa rola, bo jego bohater łączy w sobie wiele różnych elementów: przywódczy charakter, charyzmę, przebiegłość, egoizm, ale też empatię i wrażliwość. Amerykański aktor grał wcześniej u Nolana (w "Interstellarze" i "Oppenheimerze"). Przyznał jednak, że to praca przy "Odysei", ze względu na skalę przedsięwzięcia, była jedną z najtrudniejszych w jego karierze. I choć z pewną rezerwą podchodzę do Damona, muszę przyznać, że tym razem stworzył fantastyczną kreację. Nolan jest obok Wesa Andersona chyba jedynym reżyserem, u którego hollywoodzkie gwiazdy godzą się grać nawet niewielkie epizody, jak tu w przypadku Charlize Theron (Kalipso), Zendayi (Atena) czy Lupity Nyong'o (Helena Trojańska).

Kolejny sukces Christophera Nolana
Brytyjski reżyser stworzył dzieło kompletne i spełnione, zarówno od strony autorskiego pomysłu na adaptację, jak i filmowego rzemiosła. Jedynym zgrzytem jest dla mnie sama końcówka "Odysei". I nie chodzi o to, jak swoje dzieło zakończył Homer, a raczej o drobny hollywoodzki sznyt, którego, moim zdaniem, można było sobie oszczędzić. Niemniej nie pamiętam, kiedy niespełna trzy godziny w kinie minęły mi tak szybko. I na pewno nie skończy się na jednej projekcji.
9/10
"Odyseja" (The Odyssey), reż. Christopher Nolan, USA/Wielka Brytania 2026, dystrybucja: United International Pictures, premiera kinowa: 17 lipca 2026 roku










