O istnieniu tego świata wolimy nie wiedzieć! Cena posiadania smartfona
Na zboczu Cerro Rico życie i śmierć od wieków splatają się z rytmem wydobycia. Nagradzany na Krakowskim Festiwalu Filmowym oraz Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych w Jihlavie "Silver" Natalii Koniarz zabiera nas do Potosi - miejsca, w którym codzienność górniczych rodzin wciąż wyznaczają kaprysy bogów i nienasycony głód współczesnego kapitalizmu.
Wpisana w godło Boliwii potężna góra Cerro Rico w Andach od stuleci jest obiektem czci, a zarazem miejscem owianym złą sławą. W indiańskim języku keczua nazywana Qullqi Urqu czyli Srebrną Górą, do połowy XVI wieku zapewniała dobrobyt lokalnej społeczności. Przybycie w 1545 roku hiszpańskich konkwistadorów zmieniło wszystko. Zmuszeni do wycieńczającej pracy w kopalniach miejscowi stali się ofiarami rabunkowej gospodarki zdobywców Nowego Świata. Mówi się, że pięć wieków wydobycia srebra kosztowało Boliwijczyków ponad osiem milionów istnień. Stąd też dziś miejscowi nazywają Cerro Rico "górą, która zjada ludzi".
Kiedy pierwszy raz widzimy ją na ekranie, w obiektywie nagradzanego za zdjęcia Stanisława Cuske przypomina śpiące monstrum, u którego stóp rozciąga się miasto Potosi. I choć to nie wulkan, którego niespodziewana erupcja może w jednej chwili pochłonąć tysiące ofiar, czuć, że w mrocznym wnętrzu wznoszącego się 4800 metrów n.p.m. masywu nieustająco czai się niebezpieczeństwo.
Choć z daleka zbocza góry wydają się kamienną pustynią, z bliska widać pokrywające ją zabudowania i elementy przemysłowej infrastruktury oraz bawiące się dzieci i ich matki czekające na mężów fedrujących trzewia kolosa przeorane górniczymi korytarzami. Podążamy nimi prowadzeni światłem lamp umieszczonych na kaskach mężczyzn, które co jakiś czas omiata skały odbijając się w połyskujących w nich żyłach srebrnego kruszcu. Gęste od pyłu powietrze przeszywa stuk kilofów, metaliczne dźwięki górniczych wózków, wreszcie wybuchy dynamitu rozsadzającego skały i towarzysząca temu fala uderzeniowa.
Cuske wraz z reżyserką Natalią Koniarz przyglądają się Cerro Rico i żyjącej w swoistej symbiozie z nią kilkunastotysięcznej społeczności górniczych rodzin, niczym żywemu organizmowi. "Silver" to zbiorowy portret, pozbawiony jednostkowych bohaterów i ich indywidualnych historii. Opowiada o życiu w cieniu Srebrnej Góry, która w zamian za odbierane jej bogactwo, co jakiś czas upomina się o swoją ofiarę w postaci ludzkich istnień. Dlatego też miejscowi mają do Cerro Rico stosunek nabożny. Wierzą, że srebro to dar Pachamamy - andyjskiej bogini ziemi, o której przychylność zabiegają. Podobnie, jak o łaskę El Tio - ducha gór, którego gniew bywa straszliwy w skutkach. Skupiony na bliskiej, momentami niemal intymnej obserwacji dokument staje się zapisem tej niezwykłej relacji i poświęcenia ludzi, których los wydaje się być przesądzony już w momencie urodzenia w tym szczególnym miejscu - na samym dole łańcucha współczesnego kapitalizmu.
Obraz Natalii Koniarz nie popada jednak w dydaktyzm i unika pułapki europocentrycznego patrzenia na problemy współczesnych Boliwijczyków.
Twórcy "Silver", choć oferują inną perspektywę, w pewien sposób podążają ścieżką wytyczoną przez Anderę Izagirre w wyróżnionym Nagrodą im. Ryszarda Kapuścińskiego reportażu "Potosi. Góra, która zjadła ludzi" i przez Héctora Tobara w "Ciemności" opisującego katastrofę w kopalni San Jose na pustyni Atakama w Chile. Zabierają nas w wyprawę do świata, o którego istnieniu wolimy nie wiedzieć i nie myśleć, korzystając na co dzień z dobrodziejstw technologii działających dzięki metalom szlachetnym.
"Silver" nie tyle oskarża, ile przypomina: za każdym błyskiem srebra kryje się czyjaś historia, czyjeś płuca pełne pyłu i czyjeś życie złożone w ofierze. Po seansie trudno jest patrzeć na swojego smartfona tak samo - echo oddechów górników z Potosi zostaje z widzem na długo po wyjściu z kina.
Zobacz zwiastun filmu "Silver".
8/10
"Silver", reż. Natalia Koniarz, Polska/Norwegia 2025, dystrybutor: Krakowska Fundacja Filmowa, premiera kinowa: 14 listopada 2025 roku.