Reklama

"Nowy porządek": Nowy ład krwią pisany [recenzja]

Kadr z filmu "Nowy porządek" /materiały prasowe

Czy to jest nasza niedaleka globalna przyszłość? Nagrodzony Srebrnym Lwem w Wenecji "Nowy porządek" wbija w fotel i obezwładnia. Po tym seansie można tylko krzyczeć albo pogrążyć się w całkowitej ciszy i bezruchu. Wszelka nadzieja i ostatnie złudzenia co do człowieczeństwa i jakiś szlachetnych ideałów, zwycięstwa dobra nad złem rozpadają się w proch. Zostaje nic.

We wrześniu mogliśmy oglądać wstrząsającą "Aidę" Jasmili Žbanić, ukazującą z nietypowej, a przez to jeszcze bardziej uderzającej, perspektywy ludobójstwo w Srebrenicy. Zbrodnię tak niedawną, tak bliską nam geograficznie, a przez tak wielu zapomnianą... Październik otworzyło "Wesele" Wojtka Smarzowskiego, wyciągające spod dywanu demony naszej przeszłości i szukające ich we współczesności, dzielące kinomanów. Teraz na ekrany trafia kolejny film, który nie bierze jeńców: "Nowy porządek".

Reklama

Dzieło meksykańskiego reżysera Michela Franco to wizja fikcyjna, ale jednocześnie przerażająco mocno zakorzeniona w społecznych podziałach, nierównościach i krwawej historii dyktatur Ameryki Łacińskiej i Południowej. "Życie w ciągłym poczuciu niesprawiedliwości to nasza smutna rzeczywistość, ale nikt u władzy nic z tym nie robi. Ponad połowa populacji - 64 miliony ludzi - żyje na różnym stopniu ubóstwa, a wielu z nich nie jest w stanie zaspokoić swoich nawet najbardziej podstawowych potrzeb: nie mają dostępu do czystej wody, żywności, usług medycznych i edukacji. Tylko niewielki procent ludności posiada wszystkie niezbędne do życia zasoby" - o bezpośrednich inspiracjach swojego dzieła opowiada twórca w wywiadzie dostępnym na stronach dystrybutora Gutek Film. "W Meksyku jest mała bańka, w której żyje klasa wyższa, ignorująca slumsy oddalone od nich o 15 minut drogi. Nie twierdzę, że jest to problem wyłącznie meksykański, ale w Meksyku ten podział jest zdecydowanie bardziej radykalny i zauważalny niż w krajach rozwiniętych" - dodaje.

Po raz pierwszy w swojej karierze Franco zabrał się za film realizowany z tak dużym rozmachem. Do tej pory kręcił kino raczej kameralne - jak "Opiekun" czy "Pragnienie miłości". Teraz wrzuca nas w sam środek dzikiego buntu zdesperowanych biednych mas przeciwko obrzydliwie bogatym elitom. Już pierwsze ujęcia w "Nowym porządku" szokują, a kolejne sceny coraz bardziej pogrążają nas w mroku. Na ulicach miasta narasta niepokój (na planie bywało i po 3000 statystów). Gdy ubodzy walczą o kroplę wody i podstawową pomoc medyczną, bogaci urządzają pod obstawą ochrony eleganckie przyjęcie weselne córki. Chaosu jednak nic nie może już zatrzymać - poza chaosem jeszcze większym i potężniejszym - wojskowym. Ale czy z przemocy może narodzić się nowy, lepszy ład? Czy to może szybkie przetasowanie kart - stanowisk i wpływów?

"Nowy porządek" nie przynosi oczyszczenia, upragnionego katharsis. W świecie, w którym tak szybko narastają coraz bardziej radykalne podziały polityczne, społeczne, ekonomiczne, gdzie przeciwne obozy nawet nie chcą zaczynać rozmowy, gdzie za chwilę mogą rozpętać się wojny o wodę, to wizja bardzo namacalna. I zdecydowanie nie napawająca optymizmem. Tym mocniej oddziałująca na widza, iż perfekcyjnie filmowo poprowadzona: wizualnie, aktorsko, muzycznie.  

Cóż, jesień 2021 roku należy do filmów ciężkiego kalibru, wyczerpujących psychicznie, nie oszczędzających widza, ostro oceniających ludzką chciwość, pragnienie władzy, głupotę, nienawiść, egoizm. Zamiast koić nerwy po trudach ostatnich miesięcy, chwytają nas za głowy i - niczym naukowcy "prostujący" Alexa w "Mechanicznej pomarańczy" - każą patrzeć na różne oblicza człowieczej podłości i okrucieństwa. To my sami tworzymy sobie piekło. Odwracanie wzroku nie pomoże.

7/10

"Nowy porządek" (Nuevo Orden), reż. Michel Franco, Meksyk, Francja 2020, dystrybutor: Gutek Film, premiera kinowa: 15 października 2021 roku.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Nowy porządek (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje