"Normal" i Bob Odenkirk: wybitny komik został aktorem kina akcji tuż przed 60. urodzinami
Wyreżyserowany przez Bena Wheatleya ("Free Fire", "Meg 2: Głębia") film "Normal" został napisany przez Dereka Kolstada, który jest nie tylko scenarzystą i pomysłodawcą produkcji "Nikt" (2021), ale również słynnego "Johna Wicka" (2014). Pierwszy draft scenariusza powstał jeszcze w 2021 roku i prędko projektem zainteresował się Bob Odenkirk.
Wybitny komik, który został wielką gwiazdą dzięki kultowej roli Saula Goodmana w "Breaking Bad" i "Better Call Saul", aktorem kina akcji stał się tuż przed 60. urodzinami. Podobnie jak w przypadku Liama Neesona była to niespodziewana ekranowa przemiana. Odenkirk przecież w niczym nie przypomina mięśniaków z ekipy "Niezniszczalnych" Sly'a Stallone'a. Jest jednak moda na twardzieli o posturze nudnego tatusia z amerykańskich przedmieść.
Tym razem Odenkirk nie wciela się w maszynę do zabijania z filmu "Nikt", ale zwykłego prowincjonalnego szeryfa, który trafia do sennego i zimnego miasteczka Normal w Minnesocie, zamieszkanego przez niecałe dwa tysiące mieszkańców. Szeryf nazywa się Ulysses i ma swój sekret, który zesłał go na zasypaną śniegiem prowincję. Ulysses ma być tymczasowym stróżem prawa po dziwnej śmierci poprzedniego szeryfa.
Kino akcji, czarna komedia z elementami gore czy klasyczny western?
"Moim celem jest zostawienie miasteczka, takim jak go zastałem" - mówi Kolstad i wraz z Odenkirkiem (obaj są podpisani jako pomysłodawcy fabuły) rozciągają "Normal" między kino akcji, ale też czarną komedię z elementami przemocy znanej z kina gore i klasyczny western. Ulysses szybko (jak przystało na prawilne kino akcji wszystko trwa 90 minut) zdaje sobie sprawę z tego, że za uśmiechami przyjaznych mieszkańców i burmistrza (Henry Winkler), kuszącego go by został na dłużej, kryje się coś upiornego.
Wraz ze swoimi zastępcami (Ryan Allen i Billy McLellan) zostaje wezwany do banku, który jest rabowany przez dwójkę niezdarnych amatorów (Rena Jolly i Brendan Fletcher). Prosta interwencja zamienia się w krwawą jatkę, gdy okazuje się, że w prowincjonalnym banku swoje skarby trzyma… japońska Yakuza. Absurd? No tak, bo "Normal" to absurdalne kino akcji i neowestern w jednym odwołujący się do takiego kina, jak "Rio Bravo" i "Atak na posterunek", ale też do nowszych klasyków, jak "Fargo" (były szeryf ma takie samo nazwisko, jak policjantka z filmu braci Coen).
Nasz z pozoru flegmatyczny i oldschoolowo wąsaty szeryf staje więc przeciwko całemu miasteczku, mając u swojego boku dwójkę rabusiów, ale też arsenał broni ukrytej przez Yakuzę. Zresztą japońscy gangsterzy też w miasteczku się pojawiają, co prowadzi do (cytuję oficjalny plakat filmu) "wielkiego rozp...".
Szeryf nie wie, w co się wpakował i nie był gotowy, by w prowincjonalnym miasteczku strzelać z bazooki do Yakuzy, ale przy odrobinie szczęścia i sprytu udaje mu się nawiązać walkę z postaciami wyjętymi z kina Takeshiego Kitano. Nie ma tutaj tak wymyślnej choreografii walk, jak w "Johnie Wicku" i bon motów z serii "Nikt", ale za to dużo radochy daje mieszanka obrazowej przemocy z kapitalnym komediowym timingiem Boba Odenkirka.
Czy będzie sequel? Ja bym chciał zobaczyć crossover z "Nikt". Może Ulysses to brat bliźniak Hutcha?
7/10
"Normal", reż. Ben Wheatley, USA 2025, dystrybucja: M2 Films, polska premiera kinowa: 17 kwietnia 2026 roku.










