Czasem to właśnie te filmy, które po cichu trafiają na Netfliksa, okazują się najbardziej warte uwagi. "Niezwykle szlachetne stworzenia" są tego najlepszym przykładem. Produkcja zadebiutowała na platformie niemal bez rozgłosu i bardzo szybko została przyćmiona przez wyskakującą z każdej strony "Alfę". A jednak nowość Netfliksa jest całkowitym przeciwieństwem głośnego thrillera. Kameralna, ciepła i niezwykle wzruszająca historia roztopi niejedno zatwardziałe serce.
"Niezwykle szlachetne stworzenia": o czym jest nowość Netfliksa?
Film powstał na podstawie powieści autorstwa Shelby Van Pelt. Za reżyserię odpowiada Olivia Newman, która kilka lat temu przeniosła na ekran inny bestseller - "Gdzie śpiewają raki". W głównych rolach oglądamy dwukrotną laureatkę Oscara Sally Field oraz Lewisa Pullmana, syna legendy kina, Billa Pullmana. To dość nieoczywisty duet, ale zapewniam - na ekranie działa zaskakująco dobrze.
Tova Sullivan (Field) pracuje jako sprzątaczka w miejscowym oceanarium. Jest już na emeryturze, ale wciąż nie potrafi zrezygnować z nocnych zmian i spokojnych godzin spędzanych w towarzystwie inteligentnej ośmiornicy o imieniu Marcellus (głosu użyczył Alfred Molina). Pewnego dnia na jej drodze pojawia się Cameron - zagubiony mężczyzna po 30-tce, który przyjeżdża do miasteczka, by poznać biologicznego ojca. Między bohaterami - i przede wszystkim niezwykłą ośmiornicą - rodzi się wyjątkowa więź. Razem próbują odkryć prawdę o rodzinnej tragedii i nauczyć się żyć na nowo po stracie.

"Niezwykle szlachetne stworzenia": filmowa perełka Netfliksa
"Niezwykle szlachetne stworzenia" to jedno z moich największych filmowych zaskoczeń ostatnich miesięcy. Nowość Netfliksa bardzo łatwo mogła wpaść w pułapkę ckliwej opowieści o żałobie, ale na szczęście skupia się na tym, co w takich historiach najważniejsze - więzi między bohaterami. Gdybyśmy nie uwierzyli w rodzącą się relację Tovy i Camerona, cały film rozsypałby się już na starcie. Tymczasem ich przyjaźń wypada zaskakująco naturalnie i autentycznie.
Nie brakuje w niej wzlotów i upadków, drobnych spięć czy momentów niezręczności. Jasne, historia chwilami ociera się o banał - szczególnie pod koniec - ale siłą filmu pozostaje sposób, w jaki pokazuje rozwijającą się relację bohaterów i ich wspólne przeżywanie codzienności. To właśnie z tych małych chwil rodzi się coś do głębi poruszającego. "Niezwykle szlachetne stworzenia" opowiada bowiem nie tylko o stracie, która jest nieodłącznym elementem naszego życia, ale przede wszystkim o stopniowej akceptacji rzeczywistości i próbie pogodzenia się z przeszłością, nawet jeśli nie mamy odpowiedzi na wszystkie pytania.

Film zachwyca także swoją kojącą aurą i spokojnym rytmem. Fabuła płynie powoli, ale ani przez chwilę nie staje się nużąca. Klimat małego miasteczka, w którym wszyscy się znają, obserwują i oczywiście po cichu obgadują, wydaje się dziwnie znajomy. Ogromną rolę odgrywa też domek Tovy. Ciepły, przytulny, ale jednocześnie pełen nieprzepracowanych emocji i śladów po przeszłości. W pewnym momencie zaczyna wręcz funkcjonować jak osobny bohater tej historii. Na pochwałę zasługuje również sam wątek ośmiornicy. Marcellus nie jest tu jedynie uroczym dodatkiem mającym wzruszać widza. Film przemyca dzięki niemu sporo ciekawostek i faktów dotyczących tych niezwykle inteligentnych stworzeń. Działa to nie tylko na najmłodszych.
"Niezwykle szlachetne stworzenia" to seans idealny dla całej rodziny. Bez przesadnej widowiskowości i taniego wyciskania łez, za to z autentycznymi bohaterami oraz historią, która skłania do refleksji nad stratą, samotnością i potrzebą bliskości.
7.5/10
"Niezwykle szlachetne stworzenia", reż. Olivia Newman, USA. Data premiery na Netfliksie: 8 maja 2026 r.











