Reklama

Nieoczekiwana zmiana miejsc

"Kobieta na Marsie, mężczyzna na Wenus" ("De l'autre côté du lit"), reż. Pascale Pouzadoux, Francja 2008, dystrybutor Kino Świat, premiera kinowa 2 lipca 2010 roku.

"Kobieta na Marsie, mężczyzna na Wenus" to ocierająca się o banał, pozbawiona humoru i lekkości gierka w damsko-męskie stereotypy. Trudno uwierzyć, że film powstał w kraju słynącym z oryginalnych komedii obyczajowych.

Reklama

Pomysł był obiecujący, chociaż nie nowy i wzięty żywcem z kobiecych poradników. Adriane i Hugo przeżywają małżeński kryzys - mają dwójkę rozbrykanych pociech i niedokończony remont na głowie, żyją w ciągłym "niedoczasie", zapominając o swoich potrzebach i marzeniach. Ona jest zabieganą kurą domową, która musi myśleć o wszystkim - dzieci, szkoła, obiad, pranie, prasowanie, pies, zakupy, etc. On pracuje do późna, opycha się na biznesowych lunchach i podejmuje arcyważne decyzje w firmie - na żonę, dzieci i wspólne wakacje zwyczajnie brakuje czasu.

Adriane postanawia radykalnie zmienić ich dotychczasowe życie, poddając się dziwacznemu eksperymentowi. Żona i mąż zamieniają się miejscami oraz obowiązkami zawodowymi i prywatnymi - od tej pory ona ma pracować w firmie, zaś on zająć się domem.

Wydawało mi się, że Francuzi wycisną z takiego scenariusza wiele interesujących obserwacji obyczajowych i pokuszą się o pomysłowe skarykaturowanie życia przeciętnego małżeństwa, jednak nie mamy do czynienia z kolejną błyskotliwą komedią znad Sekwany. Niech was nie zmyli znakomita obsada (Sophie Marceau, Dany Boon) i polski tytuł nawiązujący do popularnej książki Johna Graya. Film Pouzadoux to wielkie rozczarowanie. I jeszcze większy banał.

Twórcy filmu po brzegi wyładowali scenariusz stereotypowymi postaciami i ich nieodłącznymi atrybutami. Adriane to "prawdziwa kobieta", więc oczywiście w wolnej chwili pożera tony łakoci i wertuje od deski do deski kolorowe czasopisma, jeździ różowym mini-samochodem i marzy o ostrym seksie z jakimś przystojniakiem (nawet Bridget Jones była mniej stereotypowa). Hugo to "prawdziwy mężczyzna", więc gdy tylko wraca z pracy ma pretensje do żony, że w domu panuje bałagan, a ta całymi dniami nic nie robi. Poza tym "pan domu" jeździ masywnym i szybkim samochodem, zaś w pracy jest osobą decyzyjną i odporną na stres. I oczywiście to on utrzymuje rodzinę.

Autorzy scenariusza wychodzą z założenia, że każdy mężczyzna posiada pewne pierwiastki kobiece, zaś każda kobieta ma coś z prawdziwego samca. I tak Hugo w ekspresowym tempie staje się specjalistą od romantycznych powieści i niewieścich pogaduszek, zaś Adriane groźnie marszczy brwi i próbuje stać się rekinem finansjery, podejmując ryzykowne decyzje biznesowe. Niestety ich niespodziewane metamorfozy są zupełnie nieprzekonujące, gdyż postaci w trakcie ewolucji scenariusza zbyt szybko popadają z jednej skrajności w drugą.

Pouzadoux poszła na łatwiznę, ograniczając się jedynie do prostej zabawy w stereotypy. Ale czy te damsko-męskie kalambury jeszcze nas potrafią rozbawić? Przecież widzieliśmy je w kinie w jakże wielu konstelacjach. Facet musi nagle zająć się dziećmi, domem i zakupami, aż w końcu dociera do niego, jakie to jest trudne i czasochłonne - banał przerabiany przez dziesiątki scenariuszy. Kobieta musi zacząć radzić sobie w zdominowanym przez mężczyzn świecie - kolejny banał, kolejne dziesiątki filmów. Niestety twórcy tej komedii nie dają nam absolutnie nic nowego - klisza goni kliszę, banał goni banał. Jeśli już Pouzadoux zdecydowała się wykorzystać genderowe i kulturowe stereotypy, to mogła pobawić się nimi w bardziej kreatywny sposób.

3/10

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: oczekiwania | stereotypy | Wenus | Pascale Pouzadoux | miejsc

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje