Reklama

"Niefortunny numerek lub szalone porno": Szambo [recenzja]

"NIefortunny numerek lub szalone porno" to tegoroczny laureat Złotego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie /© Silviu Ghetie / Micro Film 202 /materiały prasowe

Rumuńskie kino wydaje się wyjątkowe w kontekście naszej części Europy. Filmy tamtejszych twórców często mogłyby się rozgrywać w jakimkolwiek innym kraju byłego bloku wschodniego. Nie inaczej jest z "Niefortunnym numerkiem lub szalonym porno", nagrodzonym Złotym Niedźwiedziem podczas festiwalu w Berlinie. Chociaż reżyser Radu Jude często nawiązuje do trudnej historii Rumunii, sytuacje, które rejestruje na ulicach Bukaresztu, równie dobrze mogłyby mieć miejsce w którymś z polskich miast. Pięć lat temu przy okazji pokazów "Sieranevady" Cristiego Puiu wydawało się, że najlepsze filmy o Polakach powstają w Rumunii. Jude udowadnia, że wciąż tak jest.

Emi (Katia Pascariu) jest nauczycielką jednego z prestiżowych liceów. Jej kariera staje pod znakiem zapytania, gdy do internetu trafia film, który kobieta nagrała wraz ze swoim mężem podczas intymnych igraszek. Wideo szybko dociera do uczniów i ich rodziców. Wszyscy są oburzeni, a dyrekcja stara się jakoś ratować sytuację i proponuje specyficzny sąd nad nauczycielką. Emi będzie oskarżoną i własną obrończynią, natomiast ojcowie i matki jej podopiecznych oraz koledzy z pracy kobiety - oskarżycielami i sędziami.

Film zaczyna się od pechowej sekstaśmy, z jednej strony prezentującej dosadne akty seksualne, z drugiej wywołującej głównie pobłażliwy uśmiech z racji nieporadności oddającej się cielesnym uciechom pary. Wyciek na portale pornograficzne staje się dla Jude pretekstem do przyjrzenia się rumuńskiemu społeczeństwu, reprezentowanemu przez zróżnicowaną grupę rodziców uczniów Emi. Postawa nauczycielki, przecież niewinnej czegokolwiek, zostaje zderzona z toczącą ludzi hipokryzją, ksenofobią i innymi ich przywarami. Sąd nad nauczycielką wydaje się zresztą najlepszym przeniesieniem na język filmu konwencji internetowej sekcji komentarzy, w której rzeczowe argumenty giną w zalewie bluzgów, przeinaczeń, wyzwisk i teorii spiskowych.

Reklama

Zanim jednak dojdzie do "procesu", Emi będzie przemierzała Bukareszt w celu załagodzenia sytuacji oraz załatwienia innych spraw. Reżyser śledzi ją, niemniej bardziej od poczynań bohaterki interesuje go otaczający ją świat — miasto pełne zniszczonych budynków, neonów, nachalnych i wulgarnych reklam, po którego ulicach chodzą przeważnie niezadowoleni z życia frustraci. Mieszkańcy męczą się niekończącą się pandemią, plotkują o celebrytach i politykach, przede wszystkim jednak są wściekli, a wybuch skrajnych emocji może zainicjować byle co, nawet prosta prośba o przeparkowanie samochodu. Wszystkie te sytuacje wypadają jednocześnie prześmiewczo i przerażająco wiarygodnie. Zapewne każdy z nas był kiedyś świadkiem podobnego zdarzenia.

Oba segmenty dzieli słownik wszelakich pojęć - od wydarzeń historycznych, przez państwowe i religijne uroczystości, na aktach seksualnych kończąc. Towarzyszą im materiały archiwalne lub zdjęcia, często przekraczające granicę komfortu widza, oraz autorskie definicje reżysera. Jude nie robi tej odskoczni od właściwej fabuły jedynie w celu twórczego rozwinięcia filmu (chociaż sekwencja ta na pewno obroniłaby się jako samodzielna krótkometrażówka). Zwraca uwagę na różnorodność perspektyw i ich częste wypaczenie, tym samym zapowiadając dyskusję (a raczej najgorszego rodzaju werbalne szambo), która będzie miała miejsce podczas procesu Emi.

W "Niefortunnym numerku lub szalonym porno" Radu Jude daje się poznać jako baczny i inteligentny obserwator otaczającej nas rzeczywistości, przy okazji zgryźliwie ją punktujący. Niestraszne mu rozliczenia z rumuńską historią i zmęczenie pandemią, codzienna beznadzieja, brak perspektyw i kolejne fale fałszywych wiadomości. Reżyser do wszystkich tych zagadnień podchodzi ze specyficznym poczuciem humoru, pozostawiającym jednak gorzki posmak. Jude nie wskazuje rozwiązań na pogodzenie zwaśnionego społeczeństwa (trudno mówić o kilku stronach konfliktu w sytuacji, w której właściwie każdy jest przeciwko pozostałym). Katharsis po oceanie pomyj jest u niego zabawne, niezwykle wulgarne, a zarazem jak najbardziej satysfakcjonujące.

8/10

"Niefortunny numerek lub szalone porno" (Bad Luck Banging or Loony Porn), reż. Radu Jude, Chorwacja/Czechy/Luksemburg/Rumunia 2021

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje