"Hamnet": To nie jest kino biograficzne
Oparty na bestsellerowej powieści autorstwa Maggie O'Farrell "Hamnet" znacznie bardziej jednak niż na samym Williamie Szekspirze koncentruje się na jego żonie Agnes. Zresztą, w tamtym czasie on nie był jeszcze "tym" Szekspirem, największym dramaturgiem w historii literatury, a sfrustrowanym nauczycielem łaciny, który popchnięty przez żonę stawia pierwsze kroki w karierze teatralnej i pisarskiej. Nie należy traktować "Hamneta" jako kino biograficzne i wydaje mi się, że nazwisko nie jest tu najważniejsze. Choć akcja rozgrywa się na przełomie XVI i XVII wieku, stany i emocje, jakie przeżywają bohaterowie, się nie dezaktualizują. Historia żałoby po śmierci dziecka, pożegnania, składania rzeczywistości na nowo oraz próby znalezienia ukojenia w sztuce nie ma daty ważności.
Kluczowym momentem dla rozciągniętej na kilkanaście lat fabuły filmu jest tragedia, z jaką Szekspirowie musieli zmierzyć się na pewnym etapie swojego życia. Wcześniej wszystko przebiegało dość klasycznie - pierwsze spotkanie bohaterów, romans, ślub, wreszcie pojawienie się dzieci. Niezwykle przejmująca jest scena, kiedy Hamnet, chcąc ocalić chorą siostrę bliźniaczkę, w akcie niewytłumaczalnej bliskości bierze na siebie jej śmierć. Mistyczny pierwiastek, kojarzony głównie z postacią Agnes, jest zresztą w filmie bardzo istotny. Odejście chłopca zmienia też dynamikę relacji w małżeństwie. Każde z nich, w pewnym sensie, idzie w swoją stronę. Dla Willa oznacza to ucieczkę w pracę i samotność. W ten sposób chce pożegnać się z synem. Zresztą już na początku filmu dowiadujemy się, że Hamnet i Hamlet to dwie wersje tego samego imienia.
"Hamnet": Paczka chusteczek na seans
Emocjonalny klincz i spektrum uczuć, jakich doświadczają bohaterowie, nie byłyby tak przejmujące, gdyby nie wcielający się w główne role Jessie Buckley oraz Paul Mescal. Wielu żartuje - zresztą całkiem zasadnie - że aktor jest specjalistą od smutnych filmów ("Aftersun", "Dobrzy nieznajomi"), ale w obrazie Chloé Zhao oddaje większość pola Buckley, która w tej roli błyszczy pełnym blaskiem. Także za sprawą fenomenalnych zdjęć Łukasza Żala, polskiego operatora znanego ze współpracy z Pawłem Pawlikowskim czy Jonathanem Glazerem.
W filmie amerykańskiej reżyserki tkwi duża siła, choć niektórzy zarzucają jej manipulację emocjami i posunięcie się o krok za daleko w obrazowaniu żałoby. Teza, z którą ja się nie zgadzam. Myślę, że to poniekąd kwestia wrażliwości. Coś, co u kogoś wywoływało będzie irytację, dla innego okaże się wręcz katartycznym doświadczeniem. Na seansie, w którym uczestniczyłem, pół sali płakało, a drugie pół udawało, że wpadło im coś do oka. Takie reakcje nie biorą się znikąd. "Hamnet" jest jednym z najpiękniejszych, a jednocześnie najbardziej poruszających filmów, jakie widziałem w ostatnim czasie. Pewne jest to, że na seans najlepiej wziąć ze sobą paczkę chusteczek.
9/10
"Hamnet", reż. Chloé Zhao, USA 2025, dystrybutor: UIP, premiera kinowa: 23 stycznia 2026 roku.












