Reklama

"Mowa ptaków": Król jest nagi [recenzja]

Scenariusz "Mowy ptaków" napisał zmarły przed trzema laty Andrzej Żuławski, za reżyserię odpowiada jego syn - Xawery, któremu ojciec przed odejściem wręczył tekst ze słowami: "Zrób z nim, co chcesz". Projekt zapowiadał się bardzo ciekawie. Połączenie energii twórcy "Wojny polsko-ruskiej" z szaleństwem reżysera "Szamanki" musiało dać koktajl wybuchowy. Szkoda tylko, że okazał się kompletnie niejadalny.

Andrzej Chyra i Sebastian Fabijański w scenie z "Mowy ptaków"

Marian, polonista i etyk grany przez Sebastiana Fabijańskiego (tak, tego od Patryka Vegi), zostaje wyrzucony ze szkoły za grożenie uczniowi nożem. Staje w obronie historyka (Sebastian Pawlak), któremu "młodzi faszyści" z "żydokomuną" na ustach zakładają śmietnik na głowę. Bezrobotny nauczyciel i jednocześnie niespełniony pisarz postanawia wraz z Józefem (Eryk Kulm), ciężko chorym kompozytorem, stworzyć przebój muzyczny, który przyniesie im bogactwo.

Reklama

W życiu Mariana pojawiają się dwie kobiety: rozegzaltowana hipsterka kręcąca film komórką oraz dobrotliwa kwiaciarka o pięknym głosie. Z kolei Józef żyje w związku z Anią (Jaśmina Polak), zwaną również Debilką. Dziewczyna opiekuje się chorym kompozytorem i zarabia na ich życie, pracując jako sprzątaczka u zepsutej Jakubcowej (Marta Żmuda Trzebiatowska), żony dyrektora banku. Brzmi zwyczajnie? Fabuła, która początkowo jeszcze jako tako trzyma się ram dyktowanych przez reguły kręcenia filmów, w którymś momencie zaczyna się rozpadać, przybierać formę snu, co chwilę tracąc wątek. Zacierają się granice między fikcją a rzeczywistością lub sztuka mówi sama o sobie. Coraz mniej w niej Xawerego, coraz więcej ducha Andrzeja. Z ekranu płynie niezrozumiały strumień świadomości: świergot, skrzek i szczebiot.

Z "Mowy ptaków" udaje się wyodrębnić dwa wyraźne motywy. Pierwszy skupia się na polskości i trawiących nas bolączkach: polaryzacji społeczeństwa, radykalizacji nastrojów, silnej pozycji Kościoła, zagarniętych przez skrajną prawicę symbolach. Przestrzega przed nieuzasadnioną agresją w stosunku do obcych oraz źle definiowanym patriotyzmem. Scenariusz Andrzeja Żuławskiego momentami stanowi uniwersalny komentarz do problemów współczesnego świata, by w kolejnej scenie uderzyć bezpośrednio w partię rządzącą. Niemniej jednak film stanowi ważną i raczej ponadczasową refleksję na temat naszego podwórka.

Drugi motyw to już właściwie prywata. Marian to alter-ego obydwu Żuławskich, Gustawowi (Daniel Olbrychski) bez wątpienia bliżej do starszego reżysera. Sam scenariusz zawiera sporo wątków z życia prywatnego i zawodowego Andrzeja Żuławskiego, a do tego jeszcze syn stara się oddać hołd swojemu ojcu, sięgając po romantyczny mit poety-wieszcza. Trudno powiedzieć, ile samouwielbienia, buty, pogardy dla gawiedzi i mizoginizmu zastał Xawery w otrzymanym scenariuszu, a ile dodał jeszcze sam od siebie.

Niestety sceny, które miały podnosić intelektualną rangę obrazu, wyszły okropnie pretensjonalnie. Zamiast erudycji, zderzamy się z nieskładnym bełkotem, a gry słowne, mówiąc kolokwialnie, brzmią jak najtańsze suchary ("Panta rhei? Pan Tadeusz"). Niestety nie wystarczy rzucać słowami Lwa Tołstoja, Marcela Prousta i łacińskimi sentencjami, siłować się na cytaty z Tadeusza Borowskiego i Maksima Gorkiego, wywiesić portret Witolda Gombrowicza i rozstawić po kątach popiersia Ludwika van Beethovena, by obraz stał się błyskotliwym dziełem. Nie wystarczą również liczne nawiązania filmowe, a Żuławscy chętnie sięgają zarówno po własną twórczość, jak i po klasyki m.in. Davida Cronenberga, Romana Polańskiego czy francuski neobarok.

Bez wątpienia reżyserowi należą się słowa uznania za odwagę w eksperymentowaniu z formą. Niestety odniosłam wrażenie, że do teatralnych, wręcz groteskowych kwestii wygłaszanych z ekranu, bardziej pasowałaby scenografia z "Akademii Pana Kleksa" niż wnętrza warszawskich mieszkań, tekst więc wyraźnie rozmija się z obrazem. Ryzykowne było również obsadzenie ról. O ile pojawienie się na ekranie braci Mroczków możemy śmiało traktować jako żart, to Sebastian Fabijański i Marta Żmuda Trzebiatowska początkowo wywołali konsternację. Niespodziewanie odtwórczyni roli Jakubcowej okazała się strzałem w dziesiątkę. Żywioł, jaki obudziła w sobie dla tej roli, bez wątpienia zachwyciłby Andrzeja Żuławskiego. Fabijański zagrał poprawnie.

Gombrowiczowska szkoła, polowania, romantyzm, sceny z rocznicy Powstania Warszawskiego i obchodów z okazji odzyskania niepodległości, wątki znane nam z mediów, a nawet te zaczerpnięte z biografii Żuławskiego sprawiają, że mogliśmy mieć do czynienia z najbardziej polskim filmem od czasów "Dnia świra". Niestety, chaos pożarł treść - w tym szaleństwie nie ma metody.

3/10

"Mowa ptaków", reż Xawery Żuławski, Polska 2019, dystrybutor: Velvet Spoon, premiera kinowa 27 września 2019 roku.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Mowa ptaków

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje