Mike (James Marsden) i Nick (Vince Vaughn) pracują dla gangstera Sosy (Keith David) jako duet od brudnej roboty. Ten pierwszy chce rozstać się z życiem kryminalisty i spędzić kolejne lata w spokoju wraz z ukochaną Alice (Eiza González). Problem leży w tym, że jest ona żoną Nicka. Gdy przed jego drzwiami pojawia się partner z pracy, Mike zaczyna panikować. To nie koniec niespodzianek, bo chwilę później natrafia na... drugiego Nicka.
Co się okazuje: Sosa uważa, że Mike jest policyjnym kretem, za którego sprawą przybrany syn bossa, Jimmy Boy (Jimmy Tatro), poszedł do więzienia na sześć długich lat. Na kochanka Alice wydano wyrok, który zostanie wykonany po imprezie z okazji wyjścia młodzieńca na wolność. Na szczęście na scenie pojawił się drugi Nick, który może uratować Mike'a. Skąd się wziął? Z przyszłości. Zna siebie i wie, że przeszły Nick może nie być chętny do współpracy. Dlatego musi przekonać swe dawne ja, że warto pomóc przyjacielowi.
Leniwe scenariopisarstwo
Fabuła filmu Grabinskiego może brzmieć skomplikowanie, ale jest w rzeczywistości bardzo prosta, a czasem nawet pretekstowa. Wystarczy wspomnieć, że Nick z przyszłości przeniósł się w czasie za sprawą przypadku. Ot, akurat tak się złożyło, że jeden z jego dłużników pożyczył pieniądze, by w garażu zbudować wehikuł czasu. Nawet bohaterowie śmieją się, jakie to naiwne i głupie. Niestety, nieważne, ile razy będziemy żartować z tego rozwiązania fabularnego, pozostanie ono pójściem na skróty. Ironia nie sprawi, że prostacki wybieg scenariuszowy nagle przestanie wadzić - nawet w konwencji kumpelskiego kina sensacyjnego.
Sensacyjniak rodem z kaset VHS
Zabawny może wydawać się za to fakt, że "Mike & Nick & Nick & Nick" jest wehikułem czasu, który przenosi nas w przeszłość. To film, który przywodzi na myśl komediowe sensacyjniaki z przełomu wieków, gdy wszyscy chcieli mieć tarantinowskie dialogi i efekciarskie sceny strzelanin. Nawet niektóre zabiegi formalne przywodzą na myśl produkcje realizowane z myślą o rynku kaset wideo w latach 90. Już dawno nie widziałem na ekranie tak częstego zastosowania złego slow motion. Uwagę zwracają także muzyczne szlagiery słyszane co chwilę w tle. Od czasu filmów produkowanych przez Dwayne'a Johnsona nie spotkałem się z wrzuceniem do produkcji playlisty ulubionych utworów najważniejszej osoby na planie.
Dłużą się także luźne dialogi, chociaż przyznaję, że niektóre są całkiem zabawne - na przykład ten, gdy główni bohaterowie porównują swą sytuację do relacji łączących postaci z serialu "Kochane kłopoty". Niestety, część żartów nie ma nawet sensownej puenty - jak powracający dowcip o problemach Jimmy'ego z męskością lub ciągnące się w nieskończoność przekomarzania na stacji benzynowej. Dochodzą do tego absurdalne rozwiązania fabularne - wymienię tylko scenę z udziałem Stephena Roota. Aktor jest mistrzem małych ról, ale tutaj nawet on nic nie ukręci. Zresztą twórcy mają w rękawie jeszcze jeden fajny epizod - i całkowicie go marnują.
Sednem filmu powinna być jednak relacja między tytułowi bohaterami. Ta zgrzyta, co kładzie się cieniem na odbiorze produkcji. Marsden i Vaughn nie mają żadnej chemii. Trudno uwierzyć, by ten drugi cofnął się dla pierwszego w czasie, by zapobiec jego śmierci. Także miłość Mike'a i Alice trzeba wziąć na wiarę. Paradoksalnie najlepiej wypadają wspólne sceny dwóch Nicków. Vaughn świetnie sprawdza się jako ponury facet, który uważa się za najmądrzejszego w grupie. Konfrontacje obrażonego na wszystkich Nicka z jego "bliźniakiem" z przyszłości - który rzeczywiście wie więcej od pozostałych - naprawdę bawią. Gdyby ograniczyć liczbę protagonistów do tej dwójki, może otrzymalibyśmy o wiele lepszy film.
Tutaj nawet kilku Nicków nie pomoże
"Mike & Nick & Nick & Alice" to przykład produkcji, która stara się być sprytna i zabawna. Oferuje jednak zabiegi formalne i scenariuszowe, które znamy od ponad 30 lat. Recycling sprawdzonych chwytów nie musi oczywiście zaraz równać się niskiemu poziomowi dzieła. Tyle że Grabinskiemu z trudem przychodzi wyciśnięcie grama emocji z niemal dwugodzinnego seansu. A gdy w końcu mu się to udaje, zaraz niszczy pozytywne wrażenie kolejnym leniwym zwrotem fabuły - finałowe rozwiązanie boli długo po zakończeniu filmu. I nawet dwóch Vaughnów tutaj nic nie pomoże.
4/10
"Mike & Nick & Nick & Alice", reż. BenDavid Grabinski, USA 2026, platforma streamingowa: Disney+, premiera: 27 marca 2026 roku










