Reklama

​"Książę w Nowym Jorku 2": Niepotrzebny powrót do Queens [recenzja]

Od niemal 30 lat "Książę w Nowym Jorku" jest jednym z filmów, na które można bez problemu trafić podczas przełączania kanałów telewizyjnych. Wulgarne i (z upływem lat coraz bardziej) niepoprawne dzieło Johna Landisa o afrykańskim księciu, który przybywa do nowojorskiej dzielnicy Queens, by znaleźć sobie żonę, ma dziś status kultowego. Gdy ogłoszono decyzję o realizacji sequela, wiele osób zadało sobie pytanie: czy naprawdę potrzebujemy kontynuacji tej historii?

Eddie Murphy w filmie "Książę w Nowym Jorku 2"

W sequelu książę Akeem (Eddie Murphy), następca tronu królestwa Zamundy, mierzy się z nie lada problemem. Wraz ze śmiercią swojego ojca staje na czele kraju i jednocześnie musi znaleźć sobie następcę. Rzecz w tym, że Akeem i jego wybranka Lisa doczekali się trzech córek, a koronę może odziedziczyć jedynie męski potomek. Na szczęście okazuje się, że podczas swojego pobytu w Nowym Jorku książę spłodził syna. Niewiele myśląc Akeem, wraz ze swym wiernym sługą Semmim (Arsenio Hall), znów udaje się do Stanów Zjednoczonych.

Za reżyserię "Księcia w Nowym Jorku 2" odpowiada Craig Brewer, który dwa lata temu stał za kamerą innego filmu z Murphym "Nazywam się Dolemite", biografii komika i aktora Rudy'ego Raya Moore’a. Dla gwiazdy "Gliniarza z Beverly Hills" była to najlepsza rola od czasu "Dreamgirls". Brewer potrafił trzymać Murphy’ego w ryzach, by ten nie szedł ścieżką swoich najgorszych komedii, stawiających na połączenie klozetowego humoru z nieśmiesznym slapstickiem ("Norbit"). Zamiast tego wyciągnął na pierwszy plan atrybuty, które w latach 80. uczyniły z komika jednego z najważniejszych aktorów w Hollywood: wybuchową osobowość i pomysłowe, podawane z prędkością karabinu maszynowego inwektywy.

Reklama

Akeem nie przypomina jednak bohatera "Nazywam się Dolemite". Jego charakter nie zmienił się przez te wszystkie lata - to wciąż szczery, optymistyczny i nieco naiwny człowiek. Na szczęście i tym razem Brewerowi udaje się dobrze pokierować Murphym, dzięki czemu powrót do jednej z najbardziej znanych postaci aktora można uznać za udany. Niestety, nie można tego powiedzieć o samym filmie, który zdaje się być nie sequelem, a powtórką pierwszej części z 1988 roku.

Powraca nie tylko większość postaci (nawet tych epizodycznych) z "Księcia w Nowym Jorku", powtórzone zostają także niektóre dowcipy. Z kolei szkielet fabularny robi się z każdą minutą coraz bliższy filmowi Landisa (w szczególności bunt syna Akeema). Czyni to dzieło Brewera nie tylko wtórnym, ale także hermetycznym - osoby nieznające pierwszej części na pamięć mogą pozostać obojętne na większość gagów. Z kolei nowe wątki, chociaż zapowiadają się ciekawie - przede wszystkim niezadowolenie córek księcia z pojawienia się brata - nie dostają wystarczająco dużo ekranowego czasu, by dostatecznie wybrzmieć. Z wprowadzonych przez Brewera bohaterów broni się jedynie przywódca sąsiada Zamundy (nie bez przyczyny zwanej Nexdorią), oderwany od rzeczywistości i skłonny do przemocy generał Izzy, w którego brawurowo wcielił się coraz śmielej bawiący się swoim wizerunkiem Wesley Snipes.

"Książę w Nowym Jorku 2" jest o kilka klas lepszy od najsłabszych wybryków Murphy’ego: "Norbita", "Pluto Nasha" i innych potworków z początku XX wieku. Niestety, nie zbliża się on także do najlepszych filmów aktora. To przyjemna komedia, ale też wtórna i niewyróżniająca się niczym szczególnym. Lepiej powtórzyć "Gliniarza z Beverly Hills" lub "Nieoczekiwaną zmianę miejsc".

5/10

"Książę w Nowym Jorku 2" (Coming 2 America), reż: Craig Brewer, USA 2021, dystrybucja: Amazon Prime Video, premiera: 5 marca 2021 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Książę w Nowym Jorku 2

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje