Reklama

"Krzyk" bez Wesa Cravena wciąż bawi i straszy [recenzja]

Kadr z filmu "Krzyk "Tylera Gilletta i Matta Bettinelliego-Olpina /materiały prasowe

"Nowy "Krzyk" jest otwarty na moje pokolenie i jego wrażliwość, ale pozostaje tym czym był w latach 90. Jest straszny, zabawny i bawi się konwencją. Jestem dumna, będąc częścią tej serii "- mówi Interii Jenna Ortega. 19-letnia aktorka, która debiutowała notabene w drugiej części horroru Jamesa Wana "Naznaczony", doskonale opisała, czym jest wchodzący 14 stycznia na światowe ekrany "Krzyk".

Historia slashera dzieli się na tą przed i po premierze "Krzyku" (1996) Wesa Cravena. Reżyser kultowego "Koszmaru z ulicy Wiązów" i "Wzgórza mają oczy" zdemolował wówczas zasady rządzące slasherem i poskładał je na nowo. Próbował to już robić w ostatnim filmie o Freddie Kruegerze "Nowy koszmar Wesa Cravena" (1994), ale dopiero współpraca ze scenarzystą Kevinem Williamsonem wzniosła slasher na zupełnie nowy meta poziom. Autocytaty, eklektyzm gatunkowy, puszczanie oka do widza - dzięki Cravenowi to wszystko jest stałym elementem horrorów takich współczesnych twórców, jak James Wan, Jordan Peele czy Mike Flanagan.

Reklama

Nowy "Krzyk" to pierwszy film serii bez Cravena, który zmarł w 2015 roku. Williamson występuje w nim wyłącznie jako producent wykonawczy, dając tym samym filmowi Matta Bettinelli-Olpina i Tylera Gilletta swoje błogosławieństwo.

"Krzyk" 2022: Fabuła jest prosta

Fabuła jest prosta, jak przystało na prawa gatunku. Dwadzieścia pięć lat po serii brutalnych morderstw, które wstrząsnęły mieszkańcami Woodsboro, zabójca powraca do miasta, by napisać nowy rozdział do krwawej legendy miasteczka. Wraz z nim do rodzinnego miasta powraca Sidney Prescott (Neve Campbell), która w poprzednich filmach zdążyła być ukochaną mordercy w masce Ghostface, wybawicielką, ofiarą, celebrytką i autorką książki o mordach. Teraz pragnie tylko być mamą. Na ekranie zobaczymy znów cyniczną dziennikarkę Gale Riley (Courteney Cox) oraz jej miłość - najbardziej uroczego szeryfa w historii slasherów Deweya Rileya (David Arquette).

Legendarni, przemieleni przez media i popkulturę, ocaleni od noża Ghostface'a bohaterowie pomogą nowemu pokoleniu nastolatków, wychowanych w cieniu morderstw sprzed ćwierć wieku, stawić czoła kolejnym naśladowcom, zakochanego w slasherach psychopaty.

"Krzyk" 2022: Nowe gwiazdy

Nowe gwiazdy filmu urodziły się już po rewolucji, jakim był dla kina "Krzyk". Wśród nich jest, znany z serialu "13 powodów", Dylan Minnette, cytowana wyżej Jenny Ortega, Sonia Ammar czy dzieci gwiazd kina lat 90. XX wieku, jak Jack Quaid (syn Dennisa Quaida i Meg Ryan) oraz Mason Gooding (syn zdobywcy Oscara Cuby Gooding Jr.). A więc klasyczne przekazanie pałeczki młodemu pokoleniu? Twórcy tego nie ukrywają.

"Zrobiłem wszystko, by w tym filmie zagrać. Lobbowałem za rolą. Jestem fanem serii, z którą się wychowałem. Ghostface jest dla nas kimś takim, jak dla urodzonych w latach 80. Freddie czy Michael Myers. To część naszej popkulturowej tożsamości" - mówi Interii Dylan Minnette. Jego bohater ma na imię Wes, co jest oddaniem hołdu Cravenowi. Młody aktor dodaje w rozmowie, że czuł to zobowiązanie i wisiało ono nad nim przez całą produkcję. Postać grana przez Dylana symbolizuje istotę nowego "Krzyku", choć nie jest to tylko hołd, ale również kino dla ludzi ukształtowanych już po obyczajowej rewolucji. "Jestem dumna, że gram pierwszą czarnoskórą przedstawicielkę środowisk LGBT w tej serii. To środowisko w końcu otrzymało w slasherze kogoś, z kim może się w pełni utożsamiać" - przekonuje Interię, znana wcześniej z roli w "Pozostawionych", Jasmin Savoy Brown.

W "Krzyku" bohaterowie na okrągło cytują horrory

"Krzyk" z 2022 roku jest pod wieloma względami tym samym, co Wes Craven dał nam w "Krzyku 4" (2011). Reżyserzy nowej części nie ukrywają, że zrobili requel, czyli połączenie reboota z sequelem, co zjadające własny ogon Hollywood ostatnio bardzo lubi (patrz: "Matrix Zmartwychwstania"). Co to requel? Cóż, o to samo pytają na ekranie nastolatki, które wychowały się w kulcie filmów "Stab", czyli ekranizacji wydarzeń pokazanych w pierwszym i drugim "Krzyku". Na tym polegało przebudowanie przez Cravena zasad slashera. Wcześniej postacie w seriach "Piątek 13-go", "Teksańska masakra piłą łańcuchową", "Halloween" czy wymyślonego przez Cravena cyklu o Freddiem Kruegerze zachowywali się, jakby nigdy nie oglądali horrorów i popełniali wciąż te same błędy, pakując się pod noże, maczety, piły, pazury oraz uciekając do ciemnej piwnicy, gdzie - zgodnie z prawidłami gatunku - musiał kryć się morderca.

W "Krzyku" bohaterowie myślą horrorem, na okrągło cytują horrory, a morderca zabija ofiary, robiąc im egzamin ze znajomości najważniejszych slasherów. Nie inaczej jest w nowym filmie. Mordercy w masce Ghostface'a nigdy nie mieli nadprzyrodzonych cech Myersa czy Voorheesa i często, w slapstikowy nawet sposób, dostawali łupnia od swoich ofiar. Mordowali z różnych powodów, ale łączyło ich jedno: pragnienie sławy i bycia częścią slasherowego świata.

Twórcy nowego "Krzyku" mają więc ułatwione zadanie. Na zarzut o wtórność mogą wzruszyć ramionami i powiedzieć, że na tym polega reguel. Pocięci nożami Ghostface'a nastolatkowie z epoki Netflixa mogą ironizować, że i tak wolą "Babadooka" (psychologiczny horror Jennifer Kent) niż slashery, nosić imiona Wes i nazwiska Carpenter (od twórcy "Halloween" Johna Carpentera) oraz oglądać hit "najntisów" "Jezioro marzeń". W ostatnim filmie Cravena mordercy streamingowali rzeź w Woodsboro na żywo w internecie. Craven już w 2011 roku dostrzegał więc problem ze skrajnym wirtualnym ekshibicjonizmem.

Wes Craven? "Byłby zachwycony"

Ciekawe, co by Wes Craven powiedział na "Krzyk" z 2022 roku, będący redefinicją jego i tak absurdalnie zapętlonego świata? "Myślę, że gdyby zobaczył pracę dwóch reżyserów i jednocześnie swoich fanów, byłby zachwycony. Robili wszystko, by nie zawieść fanów serii i oddać ducha jego kina" - mówi Interii Marley Shelton, która zagrała zastępczynie szeryfa w "Krzyku 4" u Cravena i kontynuuje rolę w nowej odsłonie.

Pytanie, czy widzowie ten jeden wielki autocytat i zabawę formą kupią, skoro już w poprzednim filmie jedna z bohaterek pyta: "Czy może być coś bardziej meta?". Ja kupuję, mimo, że czuję zasadniczą różnicę w autoironii Cravena i wizji jego uczniów. On w pewnym sensie dokonywał własnego katharsis, pokazując jak fani kina, które wraz z Carpenterem i Toby Hooperem wymyślił, stają się naśladowcami morderców. Twórcy "Krzyku" z 2022 roku chcą już tylko się bawić. To postmodernizm na sterydach. Widać to też u naśladowców Georga A. Romero i kina o zombie, którzy unikają jego społecznego pazura. Co jednak z tego, skoro wciąż jestem przykuty do tasiemcowego "The Walking Dead"? Dobrze się bawiłem na nowym "Krzyku". Do końca nie wiedziałem, kto jest mordercą i kilka razy podskoczyłem na siedzeniu. "To jest przecież istota slashera!" - mówi mi Dylan Minnette. Trudno nie przyznać mu racji. Obaj jak widać kochamy pytanie mordercy w masce ducha, które słyszą przed śmiercią jego ofiary: "Jaki jest twój ulubiony slasher"?

7/10

"Krzyk" (Scream), reż. Tyler Gillett , Matt Bettinelli-Olpin, USA 2022, dystrybutor: Forum Film, premiera kinowa: 14 stycznia 2022 roku.

Zobacz również:

"Ttitane": Jazda bez trzymanki [recenzja]

"Licorice Pizza": Przepyszny slice love story od Andersona [recenzja]

"Jak pokochałam gangstera": Nikoś z ferajny [recenzja]

Młodzi to film. Najlepsze role młodych polskich aktorek i aktorów 2021

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje