"Północ": baśń Hansa Christiana Andersena nieco inaczej
Klasyczna baśń Hansa Christiana Andersena o Kaju i Gerdzie, dzieciach, które wpadły w pułapkę niecnej Królowej Śniegu, wraca na duży ekran w wydaniu animacji komputerowej 3D. Zrealizowany przez Norwegów (we współpracy z Węgrami) film przeznaczony jest dla widzów od 5. roku życia. Nie zaskakuje eksperymentami ani intertekstualnymi, popkulturowymi grami. To nie "Shrek", ani nawet "Frozen". To klasyczna opowieść o przyjaźni, dorastaniu, odpowiedzialności, lojalności i wielkiej przygodzie.
Bente Lohne, scenarzystka i reżyserka animacji "Północ", w miarę wiernie, choć nie w stu procentach, oddaje najważniejsze wątki z baśni Andersena. W przygodę stworzoną przez duńskiego pisarza wplata motywy z twórczości innych autorów. Pojawiają się tu inspiracje "Cudowną podróżą", nagrodzonej Noblem (1909) szwedzkiej pisarki Selmy Lagerlöf, a także dziełami dla dzieci fińskiego pisarza Zachariasa Topeliusa.
Kaja i Gerdę poznajemy w nieco innych okolicznościach niż w pierwowzorze literackim. Przyjaźnią się, ale to nie ukłucie odłamkiem z przeklętego zwierciadła zmienia Kaja, a jego zew przygody i podróży. Kiedy przez urokliwe miasteczko, w którym mieszka, przejeżdża Królowa Śniegu, podpina do jej sań swoje małe saneczki. Szalona jazda, tak ekscytująca i radosna, kończy się uwięzieniem w lodowym pałacu.
Gerda jest jedyną osobą, która wierzy, że chłopiec nie zatonął w jeziorze. Jest pewna, że go znajdzie - całego i żywego. Pod osłoną nocy, zostawiwszy liścik dla mamy i babci, wyrusza w drogę. Chociaż nie jest sama - opiekę nad nią sprawuje niewidzialny dla niej, początkujący aniołek stróż Lily (jeżeli dobrze wykona swoje zadanie, otrzyma aureolkę), wpada kilkukrotnie w tarapaty. Najdłużej zatrzymuje ją Wróżka-Staruszka w chatce pełnej słodyczy, ale w czasie wyprawy pojawiają się też inni nowi znajomi, niebezpieczeństwa i szczęśliwe ratunki w ostatniej chwili.

To nie Disney czy Dreamworks, ale klasyka na ekranach też jest potrzebna
Za realizację "Północy" odpowiadają firmy Pictoryland i Anima Vitae. Te nazwy nie brzmią tak hucznie, jak Disney czy Dreamworks, ale to właśnie Anima Vitae stoi za historiami o reniferze Niko i morskim stworku Rufusie, a także za serialem "Dolina Muminków" (nie licząc innych, mniej znanych u nas animacji dla dzieci). Forma plastyczna nie jest szalona, oryginalna - wpisuje się raczej w standardy dzisiejszego kina dla najmłodszych widzów. To bardzo poprawne, sprawnie zrealizowane 3D: kolorowe, żywe, dynamiczne, ładne, zgrabne i cieszące oko. Na tyle to dobre, że przekonało organizatorów festiwalu w Cannes, gdzie "Północ" miała swoją światową premierę.
Może szkoda, że autorzy nie postanowili dodać historii jakiegoś twistu, reinterpretować klasyki, wpisać ją we współczesność, bliższą odbiorcom (jakby to było, gdyby w Pałacu Lodowym nie było wi-fi, a Kaj nie układał tajemniczego hasła, a klikał w rolki na smartfonie?). Ale czy naprawdę musieli? Klasyczna forma też jest na ekranach potrzebna, a może nawet zaskakująco kojąca. Bez jakiejś sztucznej szarpaniny i wyższej kombinatoryki.
Kaj i Gerda są dobrymi, radosnymi i odważnymi dzieciakami, taki też jest aniołek Lily - mała łobuzica o wielkim serduszku, bardzo zatroskana o los dziewczynki. Pałac Królowej Śniegu przeraża swoją lodową surowością. Zło ginie, dobro zwycięża (chyba nie spoileruję), a piosenka, która towarzyszy opowieści (każda animacja dla dzieci musi mieć swoją piosenkę) łatwo wpada w ucho (pewnie szybko z niego wyleci, ale na tych kilkadziesiąt minut seansu fajnie go prowadzi).
Są też renifery i… uwaga, niestety nie w Polsce, a jedynie w oryginalnej wersji: Mads Mikkelsen jako jeden z głosów. Nasz dubbing też dobrze sobie radzi. Czego chcieć więcej?
6/10
"Północ" (Reisen mot nord), reż. Bente Lohne, Norwegia 2025, dystrybutor: Vivarto, premiera kinowa: 6 lutego 2026 roku.












