1987 rok, ostatnie lata zimnej wojny. Podczas lotu szpiegowskiego nad Syberią zostaje zestrzelony samolot z pilotem marynarki wojennej USA Troyem Kellym (Ryan Reynolds) na pokładzie. Żołnierz dochodzi do siebie w chacie Nikołaja Ustinowa (Kenneth Branagh), który naoglądał się "Top Gun" i zakochał się w Stanach Zjednoczonych. Jego marzeniem jest wizyta w McDonaldzie i skosztowanie hamburgera. Mężczyzna proponuje Kelly'emu, że pomoże mu w ucieczce z wrogiego kraju. W zamian prosi o azyl w USA. Troy nie traktuje jego propozycji poważnie do czasu, gdy okazuje się, że nieludzko spokojny Ustinow to były agent KGB. W każdej sytuacji ma obmyślonych osiem planów ucieczki, a w jego rękach dosłownie wszystko staje się niebezpieczną bronią. Jego pomoc okaże się konieczna, bo tropem pilota rusza fanatycznie oddany systemowi Wołkow (Marcin Dorociński).
Buddy Movie u kresu zimnej wojny
"Katastrofa w duecie" to kolejny film Jonathana Goldsteina i Johna Francisa Daleya, duetu odpowiedzialnego za świetną komedię "Wieczór gier" i równie udane rozrywkowe fantasy "Dungeons & Dragons: Złodziejski honor". Tym razem reżyserowie inspirowali się kinem akcji z lat 80. i 90., które ukazali w bardzo krzywym zwierciadle. W podobny sposób podeszli zresztą do ideologicznej rywalizacji. Wołkow jest przeciwnikiem ocieplenia stosunków między imperiami do tego stopnia, że odmawia zawieszenia w swoim gabinecie portretu Michaiła Gorbaczowa. Konflikt jest głównym celem jego życia, a reszta nie ma znaczenia. Na drugim biegunie jest Kelly, wychwalający kapitalizm pod niebiosa, chociaż jego ojciec zapłacił za jego budowę zdrowiem. Między nimi jest Ustinow ze straconymi złudzeniami wobec Wschodu i wyidealizowaną wizją Zachodu, który wierzy, że w każdym zakątku świata, niezależnie od systemu politycznego, są dobrzy i źli ludzie.

Film czerpie garściami z kina sensacyjnego lat 80. i 90.
Nadaje to smaczku fabule, ale nikt nie włączy "Katastrofy w duecie" z myślą, by zobaczyć zniuansowane kino polityczne. Liczy się rozrywka, a Daley i Goldstein wiedzą, jak jej dostarczyć. Ich film to laurka dla kina sensacyjnego sprzed kilku dekad, w którym amerykański everyman stawiał czoła sowieckiej maszynie do zabijania (ewentualnie współpracował z nią, jak w "Czerwonej gorączce" Waltera Hilla). Reżyserzy bawią się motywem idealnie niedobranej pary i ścigającego ich terminatora, którego nie imają się ból i mróz. Najlepsze momenty ich filmu to te, w których oddają się absurdowi fabuły i świadomie go podbijają, często sięgając po wyeksploatowane wcześniej pomysły. Pamiętacie, jak w "GoldenEye" James Bond robił sobie rajd ulicami Petersburga w czołgu? Poczekajcie, aż zobaczycie, jak pobili go Kelly i Ustinow.
Z kolei przy scenach, w których Ustinow wyciąga swojego kompana z kłopotów, twórcy pozwalają sobie na kreatywność napędzaną dziecięcym entuzjazmem. Momenty, w których Branagh spontanicznie obmyśla wielopoziomowy plan ucieczki z moskiewskiego bloku lub od niechcenia rozprawia się z agresywnymi oprychami w jadłodajni, bawią nie tylko z racji wykonania. Ktoś usiadł i pomyślał dłuższą chwilę, by były one jak najbardziej spektakularne. Na całe szczęście zdrowego rozsądku, logiki i praw fizyki nie zaproszono do procesu twórczego.
Marcin Dorociński sprawdza się w roli sowieckiego Terminatora
Niestety, "Katastrofa w duecie" nie jest filmem wolnym od wad. Fabuła jest często zbyt powierzchowna, a zwroty akcji wynikają z widzimisię scenarzystów, a nie samej historii. Wystarczy wspomnieć sposób, w jaki Kelly i Ustinow trafiają do aresztu KGB. Także zmiana, jaka zachodzi w pilocie, wydaje się dosyć przerysowana - i to w ten niedający rozrywki sposób. Troy stanowi zresztą najsłabszy element obsady. Reynolds gra go od niechcenia, czyniąc zeń Deadpoola w wersji light: uszczypliwego, ale bez wulgaryzmów i nieuzasadnionej przemocy. Z kolei Branagh jako Ustinow bawi się, jakby jutra miało nie być i dziw bierze, że nikt wcześniej nie dał mu roli syberyjskiej odpowiedzi na "Sisu". Niemal każda jego minuta na ekranie to złoto i szczery uśmiech na twarzach oglądających. Wyjątkiem jest wątek jego relacji z córką Anną (zmarnowana Maria Bakalova). Ich pojednanie zostaje nam ukazane bez słów. Cóż za wygodny zabieg scenariopisarski.
Obsadę zamyka Dorociński, dla którego jest to pierwsza główna rola w amerykańskim kinie wysokobudżetowym. Nie jest to bardzo złożona postać, niemniej polski aktor sprawdził się świetnie jako antagonista. Z racji swej profesji i nieustępliwości Wołkow jest nawet porównywany do Ivana Drago, sowieckiego boksera z "Rocky'ego 4" - i nie są to słowa rzucane na wiatr, chociaż najlepszym odniesieniem byłby tutaj Terminator. Dorociński bierze także udział w kilku ciekawie zainscenizowanych scenach, między innymi bijatyce na pokładzie startującego samolotu.

Scenariusz kuleje, ale nie wywraca "Katastrofy w duecie"
"Katastrofa w duecie" to porządne kino rozrywkowe, bazujące na znanych tytułach sprzed trzech-czterech dekad. Ma swoje problemy, przede wszystkim ze scenariuszem, który miejscami jest lepiony na ślinę, a sama historia rozwija się o wiele za długo. Jednak gdy Kelly spotyka Ustinowa, akcja rusza na złamanie karku, a my nie musimy przejmować się kolejnymi głupotkami. Pozostaje cieszyć się chaosem i trzymać kciuki, że bohater Branagha zje w końcu swojego hamburgera.
7/10
"Katastrofa w duecie" (Mayday), reż. John Francis Daley, Jonathan Goldstein, USA 2026, platforma: Apple TV+, premiera na streamingu: 4 września 2026 roku.








!["Godzilla Minus Zero" [trailer]](https://i.iplsc.com/000NE9HACHI2SUX3-C401.webp)


