Trochę o kobiecych niepewnościach, lękach i uprzedzeniach. Trochę o sile siostrzeństwa. A trochę o wybrakowanych związkach, w których tkwi się z przyzwyczajenia. To wszystko podczas obozu pole dance w debiucie reżyserskim Sonji Orlewicz-Zakrzewskiej - "Exotic".
Jak podkreśla sama autorka, film ten powstał na podstawie jej własnych doświadczeń, a niektóre sytuacje zostały przeniesione na ekran w skali jeden do jednego. Osobisty ton wybrzmiewa już od pierwszych scen, gdy słyszymy monolog wewnętrzny głównej bohaterki. Jednak na jednej nucie trudno skomponować angażujące widza widowisko. "Exotic" można śmiało okrzyknąć udanym debiutem, ale traci swój rytm, gdy twórczyni w drugiej połowie filmu próbuje porzucić komediowy ton i mocniej postawić na tematy "na poważnie".
Jesteśmy swoimi największymi krytykami
30-letnia Mila (Jaśmina Polak) tuż przed wyjazdem na obóz pole dance dowiaduje się, że jej najlepsza przyjaciółka - swoją drogą grana przez reżyserkę Sonję Orlewicz-Zakrzewską - w ostatniej chwili rezygnuje. Mila musi jechać sama. Pełna obaw, kompleksów i niepewności. W tej, bez dwóch zdań, beznadziejnej sytuacji nie pomaga jej chłopak Aleks (Bartosz Bielenia), który zdaje się zupełnie nie rozumieć rozterek ukochanej. Mimo wszystko kobieta postanawia zignorować wszystkie natrętne wewnętrze głosiki, podpowiadające jej, że to bardzo zły pomysł, i wyjechać.
Pod pozornie prostą i w zasadzie niezbyt ciekawą historią kobiety wyjeżdżającej na obóz pole dance kryje się znacznie głębsze przesłanie. To przede wszystkim opowieść o polskich milenialkach i ich kompleksach, skłonności do bycia swoim największym krytykiem. Przez większą część filmu słyszymy monolog wewnętrzny Mili. Jest on nie tylko jednym z elementów komediowych, ale także pozwala lepiej poznać bohaterkę i się z nią utożsamić. Zresztą słowa pełne samokrytycyzmu regularnie padają z ust uczestniczek obozu. Nawet po fenomenalnym występie zamiast czerpać z niego satysfakcję, bezlitośnie oceniają same siebie i skupiają się na tym, co - ich zdaniem - zrobiły źle.
Która z nas nie umniejszała sobie w myślach? Która w momentach kryzysu nie mówiła do siebie w negatywny sposób? Mam wrażenie, że to doświadczenie bardzo powszechne, a jednocześnie nieco wstydliwe. Wychowywałyśmy się w takim, a nie innym świecie zdominowanym przez patriarchat i często jesteśmy bezradne wobec piętrzących się niepokojów. Orlewicz-Zakrzewska zamienia wstyd w żart i sprawia, że wszystkie te lęki nie wydają się już tak przytłaczające.
Reżyserka z dużą czułością wychwytuje drobne niuanse, które składają się na portret kobiety znajdującej się w momencie przejściowym - pomiędzy szalonymi, nieokiełznanymi, ale też pełnymi niepewności latami dwudziestymi a stopniowo stabilizującymi się, choć wciąż naznaczonymi poszukiwaniem własnej drogi, latami trzydziestymi.

"Exotic" to także film o pozorach, które potrafią mylić. O związkach, w których tkwi się z przyzwyczajenia. O łatkach, które same sobie nadajemy. U boku Jaśminy Polak oglądamy Monikę Frajczyk w roli Lucy oraz Magdalenę Koleśnik jako Sandrę. To bohaterki będące swoimi całkowitymi przeciwieństwami. Skąpo ubrana Lucy, z przyprawiającym o zawrót głowy udawanym akcentem, nie ma żadnego filtra. Mówi wszystko, co ślina przyniesie jej na język, ale jest w tym rozbrajająca, potrafi zyskać sympatię. Z czasem okazuje się, że i ona mierzy się z własnymi demonami. To jeden z najmocniejszych elementów filmu. Frajczyk wypada w tej roli znakomicie, może pochwalić się doskonałym wyczuciem komediowym. To właśnie na przykładzie Lucy Mila uświadamia sobie, że lepiej nie oceniać książki po okładce.
Ten taniec momentami traci rytm
Podczas seansu "Exotic" wiele kobiet może poczuć się zauważonych i zrozumianych. To niezaprzeczalna zaleta debiutu Orlewicz-Zakrzewskiej. Technicznie jednak film gubi rytm w drugiej połowie, a w finale sprawia wrażenie, jakby nie do końca wiedział, w jakim kierunku chce zmierzać. Sceny pole dance wydają się przeciągnięte. Choć ogląda się je z podziwem, w pewnym momencie można odczuć lekkie zmęczenie materiału.
W moim odczuciu nie został też satysfakcjonująco rozwinięty wątek kelnerów granych przez Huberta Miłkowskiego i Karolinę Kowalską. Ich bohaterowie są uosobieniem "szarych myszek", które marzą o zrzuceniu masek i uwolnieniu skrywanego potencjału. Niestety ich historia powraca dość życzeniowo i sprawia wrażenie doklejonej do głównej fabuły, zamiast naturalnie z niej wynikać. A szkoda!
"Exotic" nie jest debiutem bezbłędnym, ale jest debiutem autorskim, szczerym, autentycznym. Jeśli po seansie choć kilka widzek spojrzy na siebie z większą czułością, będzie to największe zwycięstwo tego filmu.
7/10
"Exotic", reż. Sonja Orlewicz-Zakrzewska. Data premiery w Polsce: 19 marca 2027 r.











