"Isola": kino tak enigmatyczne, jak tylko jest to możliwe
Kino tak enigmatyczne, jak tylko jest to możliwe. Kino atmosfery, sugestii, natrętnej niekiedy symboliki. Wreszcie kino debiutantki, ambitnej debiutantki. Z pozytywami i kłopotami wpisanymi w tę sygnaturę.
Nora Jaenicke, niemiecko-włoska reżyserka, ale także producentka i założycielka festiwalu na Elbie, już w swoich krótkich metrażach eksplorowała temat kobiecości. Niezdefiniowanej i definiującej się. Bohaterkami ciepło przyjętych krótko i średniometrażowych filmów Jaenicke - "Whales" czy "Joyce", były kobiety zmagające się z problemem tożsamości kulturowej i społecznej.
Podobnie jest w filmie najnowszym. "Isola", nominalnie film włoski, który powstał z dużym i ważnym udziałem artystów z Polski (główna rola Joanny Kulig, kostiumy Katarzyny Lewińskiej, scenografia Agaty Trojak), jest w zasadzie długą balladą o kobiecości. I o samotności - niczym z autobiograficznej prozy Pereca, z "Człowieka, który śpi". "Byłeś sam, to wszystko, i chciałeś siebie osłonić".

Tytułowa "Wyspa" ("Isola") to metafora uwięzienia
Fabuła jest wątła, scenariusz porównałbym do akwareli. Tytułowa "Wyspa" ("Isola") to metafora uwięzienia. Miejsce, z którego nie ma ucieczki. Stan zawieszenia i naznaczenia jednocześnie. Joanna (Kulig) mieszka z mężem. Jest majętna, ale czuje, że jej życie stało się jałowe, nic ważnego już jej nie spotka, nic dobrego się nie wydarzy. Dodatkowo, mąż jest sparaliżowany, wymaga stałej opieki.
Sytuacja zmienia się diametralnie, kiedy na wyspie pojawia się Ada (w tej roli jedna z ostatnich wielkich ikon kina europejskiego, Fanny Ardant). Motyw niczym z Buñuela. Między Joanną i Adą rozpoczyna się skomplikowana psychologicznie gra prowadząca do finału rodem z thrillera.
Ada jest opiekunką, ma świetne referencje, zostaje zatrudniona po to, żeby zajmować się chorym mężem Joanny, ale między dwoma kobietami po pewnym czasie wytwarza się coś w rodzaju chorej symbiozy. Współuzależnienia.
W filmie jest jeszcze dosyć banalny wątek romansu między właścicielką willi a młodym, przystojnym mężczyzną, ale najciekawsze w tym niedoskonałym filmie jest chyba to, co najbardziej zniuansowane. Oddziaływanie na siebie bohaterek, psychologiczna osmoza.
Film dramaturgicznie wątły, ale wiarygodna relacja bohaterek
Perec w "Człowieku, który śpi" pisał, że "obojętność jest bezużyteczna". Ada i Joanna nie chcą być obojętne. Zwłaszcza Joanna wydaje się otwarta na to, co nowe, co nieznane. Zdaje sobie sprawę, jak wiele czasu straciła na niczym, jak niewiele zyskała. Dom, status materialny, emocjonalna obojętność z obecnie ciężko chorym mężem. Inaczej Ada. Również dzięki osobowości Ardant jest postacią od początku do końca enigmatyczną. Aniołem życia, aniołem śmierci. Szatanem też.
Poza malowniczymi zdjęciami Elby, wyspy na Morzu Tyrreńskim (tam również mieszka reżyserka) i wyzyskującymi urodę miejsca pięknymi obrazami autorstwa operatorki Valentiny Caniglii, film wydaje się zbyt szkicowy i dramaturgicznie wątły, żebyśmy mogli mówić o artystycznym spełnieniu, jednak dzięki wiarygodnej relacji obu protagonistek, naturalności Kulig, tajemniczości Ardant, jest równocześnie tytułem wartym spotkania z widzem.
"Przestań mówić jak człowiek, który śni" - nawoływał Perec. Uwierz w sen własny.
6/10
"Isola", reż. Nora Jaenicke, Włochy, Indie 2025. Film pokazywany w ramach cyklu Polonica podczas 24. Międzynarodowy Festiwal Filmowy BellaTOFIFEST odbędzie się w Toruniu.












