Rzecz dzieje się w niedalekiej przyszłości. W czasie, gdy sztuczna inteligencja nie jest już narzędziem ułatwiającym w wielu dziedzinach życie, a samoistnym bytem, który przejął kontrolę nad światem, a raczej tym, co z niego pozostało. Rzeczywistość kreuje algorytm, a cyfrowa rewolucja posunięta jest do tego stopnia, że zależy od niej ludzkie życie. Wiedzą coś o tym bohaterowie filmu Smoczyńskiej, rodzina mieszkająca w kompleksie zarządzanym przez AI zwaną Głową. Sztuczna inteligencja wymaga pełnej podległości, w zamian stwarzając komfortowe warunki do życia. Symbolem tej "relacji" jest żelka, którą trzeba jeść co 24 godziny. Niezastosowanie się do tej zasady postrzegane jest jako wyraz buntu, co sprawia, że taka osoba kończy marnie. Z tym zresztą związane są najbardziej eksplicytne i brutalne sceny filmu.
Andrzej Konopka (w końcu) na pierwszym planie
Choć "Hot Spot" nie należy traktować w stu procentach poważnie. Podobnie jak w "Córkach Dancingu", gdzie bawiła się formą musicalu, tak i tutaj polska reżyserka miesza gatunki. Do dystopijnego świata rodem z science fiction, Smoczyńska dodaje komediowe momenty, a do tego śledztwo niczym w dobrym filmie noir. Skoro mamy do czynienia z kinem czarnym, pojawia się tu detektyw Djonny w osobie świetnie ucharakteryzowanego i ubranego w efektowny kostium Andrzeja Konopki. To aktor, którego do tej pory kojarzyliśmy z bardzo wyrazistymi, ale jednak drugoplanowymi rolami. W "Hot Spot" wciela się w postać głównego bohatera na tyle dobrze, że może będzie to wskazówka dla innych reżyserów i reżyserek, by powierzać mu większe aktorskie zadania.
Obok Djonny'ego oraz jego żony (Reiki Kirishimy, znanej z "Drive My Car") i dziecka (George Aurimas Cris), mamy też dość osobliwą femme fatale. Jest nią tajemnicza Rana, sympatyzująca z rebeliantami, pragnącymi zmienić układ sił. To właśnie ona, oszczędnie grana przez Noomi Rapace, jest największą zagadką dla próbującego rozwikłać sprawę zbrodni w obozie dla uchodźców głównego bohatera.
Satyra, która zmusza do refleksji
Agnieszka Smoczyńska jest reżyserką, która gdy coś się już sprawdzi, nie zmienia tego na siłę. Myślę o trzonie ekipy, z jaką współpracowała już w przeszłości. Począwszy od scenarzysty Roberta Bolesto, przez autora zdjęć Jakuba Kijowskiego, kostiumografkę Katarzynę Lewińską, po Marcina Macuka i siostry Wrońskie odpowiedzialnych za muzykę. Wspólnie wykreowali świat mający w sobie coś z halucynacji i cyberpunkowej wizji rzeczywistości. Jednocześnie to, co oglądamy, na gruncie polskiego kina jest naprawdę oryginalne. U Smoczyńskiej podoba mi się to, że w realizowanych filmach puszcza wodze fantazji, nie ogranicza swojej wyobraźni, ryzykuje. "Hot Spot" pewnie podzieli widzów. Nie każdy odnajdzie się w tej estetyce, ale przyznać trzeba, że jest to w pełni jej film.
Produkcja Smoczyńskiej jest satyrą, ale niepozbawioną głębokiej refleksji, związanej z instytucją rodziny czy najprostszymi relacjami między ludźmi. Film wiele mówi o naszych dzisiejszych lękach dotyczących uzależnienia od technologii czy coraz większej inwigilacji. Oglądając "Hot Spot", trudno nie pomyśleć o "1984" Orwella. Tyle że władzę w jednej z najważniejszych powieści XX wieku zastępuje AI. W tym kontekście piosenka "The Final Countdown" zespołu Europe wybrzmiewa jeszcze wyraźniej.
8/10
"Hot Spot", reż. Agnieszka Smoczyńska, Polska/Grecja/Norwegia/Szwecja 2026, dystrybutor: SO Films, premiera kinowa: 25 września 2026 roku.












