"Guru": fenomen coachingu. O ludziach samotnych i zagubionych
Matt Vasseur (Pierre Niney) jest najpopularniejszym trenerem rozwoju osobistego we Francji. Jego wystąpienia przyciągają tłumy, filmy osiągają milionowe wyświetlenia, a uczestnicy seminariów traktują go niemal jak proroka. Gdy jednak działalnością Matta zaczyna interesować się komisja senacka, badająca nadużycia w branży coachingowej, jego idealnie skonstruowany świat zaczyna się chwiać. Na powierzchnię wypływają konflikty rodzinne, obsesyjni wyznawcy i pytania o granicę między pomocą a manipulacją.
Yann Gozlan, twórca bardzo dobrej "Czarnej skrzynki", po raz kolejny sięga po temat człowieka żyjącego w cieniu własnych obsesji. Tym razem inspiracją stał się fenomen coachingu, który - jak przyznawał reżyser - postrzega jako symptom społeczeństwa zagubionego i rozpaczliwie poszukującego sensu. To jeden z najbardziej interesujących aspektów filmu. "Guru" nie wyśmiewa swoich bohaterów, nie traktuje uczestników seminariów jak naiwnych głupców. Wręcz przeciwnie, pokazuje ich jako ludzi samotnych i zagubionych.
Pierre Niney: jeden z najbardziej fascynujących aktorów współczesnego francuskiego kina
Największą siłą filmu jest Pierre Niney. Francuski gwiazdor, którego międzynarodowa publiczność pokochała za "Hrabiego Monte Christo", otrzymał rolę wręcz idealnie dopasowaną do swojego ekranowego wizerunku. Matt jest uwodzicielski i charyzmatyczny. Niney sprawia, że rozumiemy, dlaczego ludzie chcą za nim podążać. W jednej chwili emanuje empatią, by chwilę później ujawnić narcystyczne pęknięcia swojej osobowości. To aktorski popis oparty na nieustannym balansowaniu pomiędzy szczerością a manipulacją.
Najciekawsze są sceny seminariów. Gozlan filmuje je niczym religijne rytuały. Tłumy skandujące hasła, ludzie płaczący ze wzruszenia, uczestnicy publicznie opowiadający o swoich traumach, a wszystko to przypomina bardziej nabożeństwo niż szkolenie biznesowe. Kamera Antoine'a Saniera z energią zanurza się w ten zbiorowy trans, pokazując, jak łatwo emocje mogą zastąpić rozsądek.
Film trafnie diagnozuje współczesną rzeczywistość
Film trafnie diagnozuje współczesną rzeczywistość. Świat, w którym autorytety tracą znaczenie, a ich miejsce zajmują influencerzy, trenerzy sukcesu i internetowi guru. Matt sprzedaje dokładnie to, czego potrzebują jego odbiorcy: poczucie sensu. Nie oferuje wiedzy ani rozwiązań. Oferuje nadzieję. A nadzieja, jak pokazuje "Guru", bywa niezwykle dochodowym biznesem.
Problem pojawia się jednak wtedy, gdy film próbuje połączyć społeczną diagnozę z thrillerem psychologicznym. Pierwsza godzina fascynuje jako studium współczesnego kultu jednostki. Później scenariusz coraz mocniej skupia się na kolejnych problemach bohatera: śledztwie, konfliktach rodzinnych czy obsesyjnych wyznawcach. Zamiast pogłębiać analizę mechanizmów manipulacji, opowieść skręca w stronę dość konwencjonalnej historii o upadku człowieka sukcesu.
Nie oznacza to jednak, że "Guru" traci siłę oddziaływania. Wręcz przeciwnie, pozostaje filmem niepokojącym właśnie dlatego, że nie pokazuje cynicznego oszusta. Matt szczerze wierzy, że pomaga ludziom. A może właśnie tacy ludzie są najbardziej niebezpieczni? Gozlan sugeruje, że granica między inspiracją a manipulacją jest znacznie cieńsza, niż chcielibyśmy przyznać.
"Guru" nie wykorzystuje w pełni potencjału swojego tematu, ale za to jest bardzo interesującym komentarzem do czasów, w których żyjemy. Czasów, gdy coraz częściej szukamy odpowiedzi u ludzi obiecujących szybkie rozwiązania skomplikowanych problemów.
A Pierre Niney po raz kolejny udowadnia, że pozostaje jednym z najbardziej fascynujących aktorów współczesnego francuskiego kina.
7/10
"Guru" (Gourou), reż. Yann Gozlan, Francja 2026, dystrybucja: Galapagos Films, polska premiera kinowa: 26 czerwca 2026 roku.












