"Vaiana": aktorska wersja filmu rozczarowuje
O tym, że na wszelkiego rodzaju sequelach, prequelach, wznowieniach i aktorskich wersjach uwielbianych filmów wielcy gracze w Hollywood zbijają majątki, wiadomo nie od dziś. Disney stał się w ostatnich latach prawdziwym mistrzem odgrzewania starych pomysłów, ozdabiania ich najnowszą technologią, nie kłopocząc się wymyślaniem nowych wątków i trendów, skoro sentyment do starych animacji i tak sypnie do koncernowego portfela wystarczającą kwotę. Schematom wyrwali się jedynie twórcy "Śnieżki", którym za próbę feministycznego unowocześnienia wersji z 1937 roku internauci zgotowali niezłe piekło.
Nauczeni porażką swoich poprzedników, twórcy aktorskiej "Vaiany" postanowili trzymać się wyznaczonego kursu i - w przeciwieństwie do swojej głównej bohaterki - nie wypływać na nieznane wody. Co to oznacza w praktyce? Kolejny generyczny, odtwórczy i pozbawiony duszy produkt żerujący na sympatii widzów do - powstałego zaledwie dekadę temu - oryginału.
"Vaiana": nowe aktorskie wykonanie, te same schematy
Remake, co do zasady, wnosi do projektu świeże spojrzenie, refleksje, wierność wobec pierwowzoru poszerzoną o współczesne potrzeby rynku i autorskie zapędy twórców. Wszystko, czego aktorskiej "Vaianie" zwyczajnie brakuje. W końcu jaki jest sens powstania filmu tak skrupulatnie odtwarzającego niemal każdą scenę z animacji, w którym jedyną różnicę stanowi właściwie obecność "żywych" postaci?
W nowej "Vaianie", podobnie jak w jej komputerowej wersji, poznajemy historię młodej buntowniczki, która wbrew woli ojca pragnie wybrać się w podróż w nieznane. Vaiana (debiutująca na dużym ekranie Catherine Laga'aią) to córka wodza polinezyjskiej wyspy Motunui, której duch odkrywcy nie pozwala usiedzieć w miejscu. Zwłaszcza, gdy świat wokół niej pogrąża się w mroku z powodu klątwy bogini Te Fiti. Przed laty jej serce ukradł półbóg o imieniu Maui (Dwayne Johnson), którego dziewczyna musi odnaleźć i zmusić do zwrócenia cennego amuletu.
"Vaiana" to opowieść o odwadze, dążeniu do celu, spełnianiu dziecięcych marzeń i sile, jaka wynika nie z samej fizyczności, ale przede wszystkim - z poświęcenia, przyjaźni i chęci czynienia dobra. To również źródło niezapomnianych piosenek Lina Manuela Mirandy, na czele z "Pół kroku stąd" czy "Drobnostką". Wykonane w nowej wersji poruszają równie mocno i przypominają, jak wciąż magicznie oddziałują na nas musicalowe utwory towarzyszące kultowym animacjom.
"Vaiana": piękna wizualnie, pusta w środku. Kiedy koniec złej passy Disneya?
Wyjątkowe przesłanie oryginalnej "Vaiany", tak jak wiele innych elementów, bezdusznie skopiowali twórcy jej aktorskiego odpowiednika. Choć niezaprzeczalna chemia między The Rockiem, a zaliczającą naprawdę udany debiut Laga'aią stanowi miłą niespodziankę i punkt odniesienia całej opowieści, aktorski flow nie wystarczy, by uniknąć schematyczności i utrzymać zainteresowanie widza. Reżyser Thomas Kail wybrał opcję bezpieczną i jak najbardziej wierną fundamentalnej wizji. I trzeba przyznać, że w tym kontekście wyszło mu to naprawdę udanie. Wizualnie "Vaiana" prezentuje się wyśmienicie - od żywych, utrzymanych w ciepłych barwach zdjęć, poprzez świetny dobór lokalizacji, po przepiękne kostiumy nawiązujące do polinezyjskich tradycji i zaangażowanie do filmu aktorów o właśnie takich korzeniach. Wszystko razem tworzy spójną całość, wprawiającą odbiorców w wyjątkowy, dobrze znany klimat.
Kluczowym pytaniem, jakie możemy sobie zadać, nie jest to, czy aktorska wersja "Vaiany" jest dobrym filmem, ale dlaczego w ogóle musiała powstać? Czy bajka Disneya z 2016 roku jest już produktem niezdolnym do spożycia i sprawiania dzieciakom frajdy? Albo jej sequel, który zadebiutował w kinach zaledwie dwa lata temu? W porównaniu z poprzednimi nieudanymi podejściami z live-action, pokroju "Króla Lwa" czy "Śnieżki", "Vaiana" jakościowo radzi sobie dużo lepiej, nie pozostawiając widza z poczuciem absolutnego rozczarowania. Zamiast tego, zostawia pustkę. Grzebie oryginalne pomysły głęboko pod ziemią, zasypując je wciąż tymi samymi, wykalkulowanymi schematami. Ale każda era kiedyś się kończy, a widzowie nie nabiorą się ponownie na te same sztuczki. Pora wypłynąć na szerokie wody, zamiast tkwić na mieliźnie, w oczekiwaniu na cud.
5/10
"Vaiana" ("Moana"), reż. Thomas Kail, USA 2026, dystrybutor: Disney, premiera kinowa: 10 lipca 2026 roku.














