"Ostatni konsjerż": trudno pogodzić się z przemijaniem
Willem Dafoe gra Luciusa, który od kilku dekad pracuje jako manager hotelu ContiNental w Wiedniu. To Amerykanin, który chciał kiedyś osiąść w Italii, ale los wepchnął go w samo serce stolicy Austrii. Ten hotel to nie tylko jego praca. On jest jego całym życiem. Problem w tym, że hotel ma zostać sprzedany argentyńskiemu inwestorowi Facundo Ordoñezowi, w którego wciela się argentyński reżyser filmu Gastón Solnicki.
"To jest dom, w którym żyję. Teraz znalazłem się w sytuacji, która zmusza mnie do jego opuszczenia" - mówi Lucius. Niegdyś ten hotel był symbolem nowoczesności. Dziś trąci myszką. Lucius z hotelem jest zrośnięty rodzinnie. Jego córka Lilly (Lilly Lindner), która pracuje u jego boku, była praktycznie wychowana przez hotelową załogę.
Oryginalny tytuł filmu Solnickiego "The Souffleur" nawiązuje do popisowego dania szefa hotelowej restauracji - sufletu, który niemal przez cały film nie chce wyrosnąć. Nie tylko suflet symbolizuje ostatni akt życia hotelu. Niespodziewanie dla Luciusa szwankują piec i rury, natomiast zegary się tajemniczo zatrzymują. To jednak tylko z pozoru prosty do wykonania suflet jest spoiwem opowieści o człowieku, który musi się pogodzić ze swoją emeryturą. Metafora tego francuskiego wypieku jest zarówno siłą, jak i słabością filmu.
"Ostatni konsjerż": kreacja Willema Dafoe ratuje film
"Ostatni konsjerż" reklamowany jest jako czarna komedia. Jeżeli to rzeczywiście komedia przyznaję, że mam spore trudności, by ją dostrzec. Jednocześnie ta pojawiająca się bez przerwy na ekranie kulinarna metafora sprawdza się w kontekście roli Dafoe. Jest to kreacja wykwintna i niezwykle delikatna, a jednocześnie mająca wyrazisty smak.
Dafoe portretuje człowieka targanego sprzecznymi emocjami. Wie, że jego czas się kończy, ale nadal chce się buntować i nie zamierza bez walki oddawać legendarnego hotelu nowemu właścicielowi. Tyle, że przybyły z Argentyny biznesmen również zapewnia o swojej miłości do tego miejsca. Zakochał się w wiedeńskiej perełce zaprojektowanej przez Carla Appla w 1964 roku już w dzieciństwie, gdy przyjechał do Austrii ze swoimi rodzicami. Na dodatek nowi właściciele chcieliby zostawić Luciusa na jego stanowisku. Córka też dostaje od nich zapewnienie zatrudnienia. Skąd więc sprzeciw amerykańskiego konsjerża?
On po prostu się nie godzi na przemijanie. Bohatera przeraża myśl, że czeka go już tylko emerytura. Może w ukochanej Italii? Dafoe jest aktorem wybitnym i lubi grać tajemnicze postaci w skromnych filmach. Również tutaj trudno oderwać od niego wzrok. Szkoda jednak, że reszta filmu nie jest tak konsekwentna jak jego kreacja.
"Wolałbym bardziej treściwy filmowy posiłek"
Co jakiś czas widzimy pracowników hotelu, którzy patrząc wprost na widza mówią, jakie są ich funkcje. Czy zostaną zwolnieni? Prawdopodobnie tak. Nie wiem jednak, jaki jest sens tych scen, skoro film nie ma być opowieścią o korporacjach brutalnie przejmujących rodzinny biznes.
W innej scenie Lucius zauważa, że Lilli ma na rękach ślady samookaleczenia. "To nowe czy stare?" - pyta ją, nie uzyskując odpowiedzi. My też nie dowiadujemy się, jaka jest dynamika rodzinnego konfliktu ojciec-córka. Gdyby reżyser go rozpisał, to przejęcie hotelu przez nowego właściciela miałoby większą stawkę i dramaturgię.
Zaskakująca jest też nietypowa długość filmu. 75 minut wystarcza na opowiedzenie o egzystencjalnych zmaganiach Luciusa, ale jest za krótkim okresem czasu, by rzucić szersze spojrzenie na odrębny mikroświat w hotelu, w którym wychowują się kolejne pokolenia jego pracowników. No, ale może właśnie to jest też metafora sufletowa? Przecież ten deser jest jednocześnie lekki i kaloryczny. Wolałbym bardziej treściwy filmowy posiłek, ale dla Dafoe mogę przymknąć oko na mankamenty.
6/10
"Ostatni konsjerż" (The Souffleur), reż. Gastón Solnicki, Austria, Argentyna 2025, dystrybutor: Velvet Spoon, polska premiera kinowa: 31 lipca 2026 roku.












