Ten film przypomina, dlaczego kochamy filmy katastroficzne
Od zakończenia pierwszego epizodu tej miniserii minęło już trochę czasu. Jednak jak to bywa, życie jest nieprzewidywalne. W wyniku pewnych zdarzeń nasza ekranowa rodzina - wspomniany John (Gerard Butler), jego żona Allison (Morena Baccarin) i nastoletni już syn Nathan (Roman Griffin Davis) - będzie musiała opuścić bunkier na Grenlandii, by poszukać nowego i znacznie bezpieczniejszego miejsca na Ziemi. Nasi bohaterowie wybiorą się w podróż, która - choć pełna luk fabularnych i licznych uproszczeń - na zawszę odmieni ich życie.
W nowej odsłonie "Greenland" pojawia się parę interesujących tropów. Zwróćmy uwagę na sam gatunek filmu, który z apokaliptycznego przeistoczył się w postapokaliptyczny. Oczami naszych bohaterów obserwujemy, co stało się z Ziemią i w jaki sposób reszta ludzkości stara się przetrwać na tej prawie-że-opuszczonej przez życie planecie. Natura wciąż będzie im wroga, ale John i jego najbliżsi będą musieli mieć się jeszcze bardziej na baczności. Bowiem obcy człowiek może okazać się tu jeszcze bardziej niebezpieczny niż ekstremalne warunki pogodowe.
Samo CGI prezentuje się całkiem dobrze, a sceny akcji/napięcia (jak zwał, tak zwał) wypadają przyzwoicie, nawet jeśli ich protoplastów widzieliśmy w innych, klasycznych tytułach. Na szczególną uwagę zasługuje sekwencja na moście linowym, która dostarcza nam prawdziwych, mocnych wrażeń - tak jakby to dla niej ten film miał właśnie powstać.
Cała reszta to zazwyczaj generyczne "zapychacze", emocjonalne cliffhangery, jakie znamy już z wielu innych katastroficznych produkcji powstałych na przestrzeni ostatnich czterdziestu lat. Ale jak to mówią - wszystkie chwyty dozwolone. A już szczególnie w filmach, które mają nas bawić, stawiając na prostą i niewymuszoną odskocznię od rzeczywistości. Bo choć na ekranie ma miejsce (kolejny i zarazem literalny) koniec świata, to twórcy postanawiają nas odprężyć. Niczego więcej tak naprawdę nie oczekujemy od filmu Rica Romana Waugha.
"Greenland 2": pierwsze skrzypce gra tutaj Gerard Butler
Pierwsze skrzypce gra tutaj rzecz jasna Gerard Butler i to na nim spoczywa ciężar uratowania zarówno całej rodziny, jak i po prostu filmu. To on jest zachętą do obejrzenia sequela. I trzeba z ręką na sercu przyznać, że aktor stanął na wysokości zadania. Wierzymy mu, kiedy płacze i imponuje nam, gdy robi wszystko, by wesprzeć swoich najbliższych. Butler epatuje ekranową intensywnością i staje się sercem tego filmu; jego silnikiem, który napędza go od początku do końca.
Zobacz również:
Do tego John nosi pewnego rodzaju brzemię - więcej nie zdradzamy - które niejako wyznacza rytm jego zachowań, a także wpływa na podejmowane decyzje. Zdaje się, że to znacznie bardziej złożony bohater niż ten, którego poznaliśmy kilka lat temu przy okazji pierwszej części "Greenland". Swoją drogą Butler to bardzo utalentowany aktor i szkoda, że został zaszufladkowany w typowych akcyjniakach. Aż chciałoby się oglądać go znacznie częściej w dramatycznych rolach. Miejmy nadzieję, że być może któryś z producentów dostrzeże ten potencjał wraz z obejrzeniem "Greenland 2".
I choć obraz Waugha to kino z gatunku "zobacz i zapomnij", w gruncie rzeczy nie ma w tym nic złego. Potrzebujemy tego typu filmów, które sprawdzą się zarówno na płaszczyźnie rozrywkowej, jak i zmuszą nas do refleksji. W "Greenland 2" w pewnym momencie usłyszymy głos Butlera, a ten przypomni nam, że to od nas zależy, w jakim stanie będzie nasza matka Ziemia. I słuchamy go, bo co jak co, ale Butlerowi możemy zaufać. Facet uratował nasz świat na wielkim ekranie już dziesiątki razy. Może pora zrobić to w realu?
6/10
"Greenland 2" (Greenland: Migration), reż. Ric Roman Waugh, USA 2026, dystrybutor: Monolith Films, premiera kinowa: 16 stycznia 2026 roku.












