"Wolność po włosku": buntowniczka, która porzuciła aktorstwo dla pisania
Sapienza mawiała, że: "jeśli ktoś chce dobrze poznać swój kraj, powinien trafić do więzienia, do szpitala i do domu wariatów". Sama trafiła do każdego z tych miejsc. Napisała o tym niejedną książkę.
Urodzona w Katanii w 1924 roku Giolarda od najmłodszych lat poznawała, czym jest bunt wobec systemu. Politycznego, społecznego i religijnego. Jej matka Maria była dziennikarką i feministką. Ojciec Giuseppe znanym lewicowym adwokatem, który szybko zapracował sobie na przydomek "prawnika biedaków". Wychowała się w biednej dzielnicy Civita, więc mimo inteligenckiego ducha, jakim przesiąkła w domu, poznała życie prostych i ubogich Sycylijczyków.
Goliarda musiała przerwać szkolną edukację w wieku 14 lat, bo rodzice nie chcieli, by stykała się w szkole z propagandą. Uczyła się w domu, gdzie pokochała teatr i literaturę. Po drugiej wojnie światowej (w jej trakcie zaangażowała się w ruch oporu) wyjechała do Rzymu i trafiła pod skrzydła samego Luchino Viscontiego. Związała się też z reżyserem neorealistycznego kina Francesco Masellim. Porzuciła jednak aktorstwo dla pisania.
Giolarda Sapienza swoje największe dzieło pisała dekadę
Film Martone zaczyna się w Rzymie w 1980 roku, gdy Goliarda trafia do aresztu za kradzież biżuterii swojej znajomej. Był to trudny dla niej okres. Już w latach 50. cierpiała na depresję. W latach 60. trafiła do zakładu psychiatrycznego. Próby odebrania sobie życia, elektrowstrząsy, używki - jej życie było pasmem porażek.
Dwie książki z lat 1967-69 nie osiągnęły sukcesu. Głośniej było o dwóch powieściach z 1983 i 1987 roku, zainspirowanych jej pobytem w areszcie, ale też nie uczyniły one z Sapienzy pisarki, jaką zawsze chciała być. Swoje największe dzieło "Sztuka radości" pisała dekadę. Odrzucana przez wydawców za zbytnią śmiałość i otwartość w temacie kobiecej cielesności powieść ujrzała światło dzienne w 1998 roku. Dwa lata po śmierci autorki. Wszystko za sprawą starań jej drugiego męża Angelo Pellegrino. Co ciekawe, jej feministyczna książka osadzona na Sycylii w 1900 roku jest uważana za antytezę "Lamparta" Tomasiego di Lampedusy, która również została wydana po śmierci pisarza. Jej najsłynniejszą ekranizację nakręcił mentor Sapienzy, Luchino Visconti.
Na podstawie "Sztuki radości" powstał w zeszłym roku serial "The Art of Joy", który w Polsce można oglądać na SkyShowtime. Jego reżyserką jest Valeria Golino, która w "Wolności po włosku" wciela się w Giolardę Sapienze. Jest to rola przejmująca i dobrze oddaje niespokojnego ducha pisarki.
Giolarda poznaje w więzieniu dwie kobiety, Robertę (Matida de Angelis) i Barbarę (w tej woli włoska gwiazda pop Elodie), z którymi buduje silną relacje. Również poza murami więzienia. Szczególnie z Barbarą łączy ją burzliwy związek. Jest pełen napięcia i niedopowiedzeń. Można go interpretować jako związek erotyczny, ale więcej w nim jest relacji córka-matka.
Reżyser Mario Martone dobrze czuje się w takiej opowieści. Jest jednym z czołowych przedstawicieli filmowej "szkoły neapolitańskiej" zwanej też "grupą z Wezuwiusza". Pierwsze kroki stawał w niej Paolo Sorrentino. To specyficzny styl naznaczony niejednoznacznością Neapolu, miasta, które w różnym stopniu odpycha i zachwyca. Jego przejmująca "Nostalgia" (2022) miała w sobie poetycki fatalizm, który spotkał ostatecznie Sapienzę. Bohaterka "Wolności po włosku" całe życie walczyła o uznanie, które przyszło dopiero po śmierci.
Nigdy nie zamierzała przepraszać za to, że jest dojrzałą kobietą pragnącą czegoś więcej od życia
"Wolność po włosku" jest specyficznym kinem, które warto obejrzeć po zapoznaniu się z losami Sapienzy. Martone jest bardzo subtelnym reżyserem i buduje obraz pisarki nielinearnie. Jest to też film bardzo włoski i pewnie mieszkańcy Italii odbiorą go w inny sposób niż widzowie w Polsce. Sapienza jest tam dopiero odkrywana jako ikona feminizmu. Pamiętajmy, że chodzi o kraj, który z jednej strony ma silną kobietę na czele prawicowego rządu, a z drugiej wciąż funkcjonuje w nim silne poczucie patriarchalne.
Sapienza swój feministyczny manifest pisała w czasach, gdy nikt nie wyobrażał sobie kobiety u sterów władzy, a twarzą włoskiej polityki był sportretowany przez Sorrentino czy Marco Bellocchio demoniczny demiurg Giulio Andreotti, a potem satyr Silvio Berlusconi.
Valeria Golino portretuje swoją bohaterkę jako nonkonformistkę, która nigdy nie zamierzała przepraszać za to, że jest dojrzałą kobietą pragnącą nadal czegoś więcej od życia. Nie jako typowa włoska "mamma", a świadoma swojej seksualności kobieta. To jest właśnie jej wolność. Zupełnie nie po włosku.
6/10
"Wolność po włosku" (Fuori), reż. Mario Martone, Włochy, Francja 2025, dystrybucja: Gutek Film, polska premiera kinowa: 1 maja 2026 roku.










