"Billie Eilish - Hit Me Hard and Soft: The Tour": Zapis koncertu
Idąc na dokument "Billie Eilish: Hit Me Hard and Soft: The Tour", nie zdawałem sobie sprawy jak wielką moc ma fenomen dwudziestoczteroletniej amerykańskiej piosenkarki i kim ona stała się dla swoich fanów, a zwłaszcza dla młodych kobiet. Widać to było zarówno w samym filmie, kiedy opowiadały one o własnych bardzo osobistych doświadczeniach, związanych z twórczością wokalistki, ale również na sali projekcyjnej, gdzie większość publiczności ubrana była zupełnie jak Eilish.
Najbardziej intymną częścią filmu są krótkie rozmowy z fankami, w których opowiadają o bardzo osobistych historiach związanych z jej muzyką. Sam dokument to jednak przede wszystkim zapis koncertu w Manchesterze z lipca 2025 roku - jednego ze 106 występów z trasy "Hit Me Hard and Soft".
Gwiazda przed i za kamerą
Gwiazdą filmu jest oczywiście Billie Eilish, ale ma on jeszcze jednego ważnego bohatera. Jest nim James Cameron, reżyser, który dał światu takie przeboje jak "Terminator", "Titanic" czy "Avatar". Twórca ciągle poszukujący, uznawany za technologicznego wizjonera i króla formatu 3D, a właśnie w nim zrealizowany został koncertowy dokument.
Oglądając film, można odnieść wrażenie, że Cameron i Billie Eilish świetnie się uzupełniają i pracują tu na równych zasadach. Starszy reżyser najwyraźniej dostrzegł w artystce partnerkę. Nie tylko utalentowaną piosenkarkę i głos pokolenia, ale także kreatorkę widowiska. Bo to właśnie ona, o czym dowiadujemy się z dokumentu, odpowiada za wiele elementów, jak chociażby kolorystyka i aranżacja świateł.
Kolejne piosenki przeplatane są tu krótkimi rozmowami pomiędzy tą dwójką. Na początku wydają się dość banalne, ale w miarę upływu czasu można odnieść wrażenie, że jest w nich coś głębszego. Bo to nie tylko opowieść o początkach artystki czy motywacji, ale też o sztuce oraz odpowiedzialności, także względem swoich fanów.
Dokument? Efektowna rozrywka
Sercem dokumentu i jego największą częścią jest jednak sam koncert, będący przemyślanym i spektakularnym show. Wzmocnionym dodatkowo przez Camerona z jego pomysłami na ustawienie i pracę kamer, która daje wrażenie rzeczywistego współuczestnictwa. Czego najlepszym dowodem wspomniani widzowie, bawiący się przed kinowym ekranem. Nie jestem jednak przekonany, czy efekt 3D był tu naprawdę niezbędny. Wydaje mi się, że koncert i tak działałby świetnie w klasycznym formacie.
Nie wiem czy to praca PR-owców czy prawdziwe oblicze Billie Eilish, ale w filmie poznajemy ją jako wrażliwą, empatyczną, ciepłą i twardo stąpającą po ziemi artystkę. Wierną swojej wizji, wiedzącą czego chce i konsekwentną w tym, co robi. To raczej dziewczyna z sąsiedztwa niż wielka muzyczna gwiazda. A taką bezapelacyjnie jest. Eilish i Cameronowi udało się stworzyć dokument, który jest dobrze zrealizowaną, efektowną rozrywką. Co ważne, nie tylko dla fanów piosenkarki. Bo jeżeli ktoś, kto nie słucha Eilish na co dzień, po seansie ma ochotę odpalić jej muzykę, to znak, że chyba się udało.
7,5/10
"Billie Eilish: Hit Me Hard and Soft: The Tour", reż. James Cameron, Billie Eilish, USA 2026, dystrybutor: UIP, premiera kinowa: 7 maja 2026 roku.











