"Tony": stypendium od życia. Początki słynnego szefa kuchni
Tony (Dominic Sessa) nosi się jak Jim Morrison i marzy o byciu gwiazdą rocka. A co najmniej literatury. Gdy ze swadą opowiada komisji stypendialnej o planowanej debiutanckiej powieści, przywołując przy tym Salingera i Kerouaca, jest przekonany, że to tylko formalność i już za chwilę będzie mógł rozwinąć skrzydła swojego absolutnego geniuszu. Kiedy jego aplikacja zostaje odrzucona, nie potrafi przyznać znajomym i rodzinie, że konfabulował.
Uzbrojony w pisarską legendę wyrusza do portowego miasteczka Provincetown, w ślad za szkolną pięknością Nancy (Emily Jones), o której względy zabiega. Jednak jego zbytnia pewność siebie ponownie wpędza go w kłopoty. Bez grosza przy duszy ląduje w lokalnej tawernie w roli pomywacza, a los postanawia udzielić mu solidnej lekcji pokory.
To nie jest film o gotowaniu, ale chłopacka opowieść o dojrzewaniu
Wszystkich, którzy po filmie Matta Johnsona spodziewają się ekranowej biografii Anthony'ego Bourdaina czeka spore rozczarowanie. Choć punktem wyjścia dla scenariusza były pierwsze rozdziały jego bestsellerowego "Kitchen Confidential", "Tony" nie opowiada o narodzinach kulinarnej legendy. To raczej historia chłopaka, który zanim znalazł swoje miejsce w świecie, musiał najpierw przekonać się, że nie jest jego pępkiem. Nie jest to także kulinarna historia dla fanów serialu "The Bear" czy telewizyjnych programów o gotowaniu. To kino spod znaku coming of age. Wakacyjna, chłopacka opowieść o dojrzewaniu, którą otwiera (a zarazem doskonale streszcza) cytat z Bourdaina: "Byłem - powiedzmy sobie szczerze - rozpuszczonym, żałosnym, narcystycznym, autodestrukcyjnym i bezmyślnym młodym chamem, który prosił się, żeby ktoś mu w końcu porządnie skopał du..."*.
Oglądamy więc historię 19-latka z kompleksami, który wprost od suto zastawionego matczynego stołu w domku na przedmieściach trafia do męskiego świata kuchni za towarzystwo mając barwną, międzynarodową kompanię charakterów. Przygarnięty przez prowadzącego tawernę Chefa (Antonio Banderas) ulega fascynacji jego pomocnikiem Salem (Leo Woodall) - kipiącym testosteronem samcem alfa, który staje się jego mentorem i uczy czerpać z życia garściami.
Pakujący się w kłopoty, nieporadny w relacjach damsko-męskich Tony bywa rozczulający i zabawny. Funkcjonowanie w kuchennym reżimie uczy go dyscypliny, samodzielności i lojalności, a także pomaga w podjęciu decyzji o wyborze życiowej drogi. To rodzaj męskiej szkoły przetrwania, w której szybko okazuje się, że błyskotliwość i dobre gadanie niewiele znaczą, jeśli nie potrafi się zakasać rękawów.
Świetny Dominic Sessa w tytułowej roli
Obsadzony w roli pierwszoplanowej Dominic Sessa (warto zapamiętać to nazwisko) ma w sobie coś, co pozwala uwierzyć zarówno w irytujący narcyzm Tony'ego, jak i jego zagubienie. Potrafi być jednocześnie bezczelny, rozczulający i kompletnie nieporadny, dzięki czemu łatwo wybaczyć bohaterowi jego kolejne idiotyczne decyzje. Dobrze działa też chemia między Sessą, Banderasem i Woodallem.
Mniej przekonująco wypada natomiast wątek jego fascynacji Nancy, która pełni w filmie raczej rolę męskiego trofeum niż postaci mającej wpływ na postępowanie i decyzje Tony'ego. Można odnieść wrażenie, że reżyser dużo pewniej czuł się na gruncie męskiej przygody i dość ostrożnie wykraczał poza jej ramy. Kobieca perspektywa pozostaje tu właściwie poza kadrem.
Z ekranu czuć powiew morskiej bryzy
Niewątpliwą siłą filmu Matta Johnsona są zdjęcia Michaela Baumana. Nagrodzony Oscarem za "Jedna bitwa po drugiej" operator sprawia, że z ekranu czuć powiew morskiej bryzy i palonych przez rybaków ognisk, zapachy pieczonych homarów i ostryg, z których otwarciem bohater ma na początku spore problemy. Bauman nie tylko pięknie fotografuje Provincetown, ale też sprawia, że miejsce staje się jednym z bohaterów filmu - przestrzenią wakacyjnej wolności, przygody i pierwszego prawdziwego zetknięcia Tony'ego z dorosłością.
"Tony" to przyjemne kino na zakończenie lata. Lekkie, zabawne i z przesłaniem. Wprawiające w dobry nastrój. Dokładnie jak serwowana w portowej tawernie ryba z frytkami - świeża, chrupiąca i pozbawiona aspiracji do gwiazdek Michelin.
*cytat za Anthony Bourdain "Kill Grill. Restauracja od kuchni" tłum. Jacek Konieczny
7/10
"Tony", reż. Matt Johnson, USA 2026, dystrybucja: M2Films, polska premiera kinowa: 4 września 2026 roku.











