"Ławeczka" Żaka z 2003 roku nie była tylko komedią dramatyczną, więcej było tam smutku niż pstrej radości. Podobnie w przypadku "Rozmów nocą", filmu wyprzedzającego falę zainteresowania tematyką kulinarną w kinie i w mediach, wreszcie "Konwoju" - interesującego kryminału zamieniającego się w moralitet. W najnowszym dziele Macieja Żaka, "Zapiskach śmiertelnika", ta strategia idzie jeszcze dalej, i jest, trzeba przyznać, bardziej ryzykowna. Dramat - na pewno, ale w komediowej obudowie. Trochę kino grozy, trochę kino obyczajowe, ale jednak zabawne, inteligentne.
Sam reżyser określa swój film jako "komedię poważną". I to jest może najtrafniejsze sformułowanie.
Komedia, otwiera się w nowym oknie do uśmiechu (nie do rechotu), ale i do namysłu. Takie kino od lat tworzą przede wszystkim Amerykanie, połowa filmów pokazywanych na festiwalu w Sundance wnosi energię tego rodzaju. W Polsce to jednak novum. Kino budzące zaciekawienie, niedowierzanie, czasami także opór i niezrozumienie. Bo jakże to tak? Opowiadać o śmierci, o samobójstwie, o slalomie złych genów (autodestrukcja przechodząca z ojca na syna) w tonacji buffo, nie serio? Czyż to wypada? Czy przystoi? Maciej Żak w "Zapiskach śmiertelnika" udowadnia, że owszem, tak.
Tutaj chodzi o morze, rozumiane dosłownie i w przenośni
F.P. (Ireneusz Czop), mężczyzna w sile wieku, zdrowy, przystojny, dobrze sytuowany, przyjeżdża po sezonie nad morze, żeby się zabić. Dlaczego? Nie pytajcie, nie znajdziemy odpowiedzi. Pytania są zresztą w tym kontekście ważniejsze, i o pytania chodzi reżyserowi i scenarzyście (Maciej Żak zaadaptował własną prozę). Skoro F.P. posiada tak wiele - ma żonę, rodzinę, ambicje, w jakim celu chce z tym skończyć? Temat rzeka, ale tutaj chodzi o morze. O morze rozumiane dosłownie (nadmorska sceneria) i w przenośni (morze spraw, predylekcji, wycofań).
F.P. pisze zatem list pożegnalny do żony (Magdalena Popławska), chciałby ująć to wszystko w słowa, wyjaśnić. To jednak trudne, prawie niemożliwe, tym bardziej, że w onirycznej scenerii hotelowej - zdjęcia Jakuba Stoleckiego - pojawia się zmarły ojciec mężczyzny, grany przez Mariana Dziędziela. On to wszystko już przerabiał, już to zna, on również kiedyś tak samo, z podobnych powodów, zadziałał. I dlatego teraz chce przestrzec syna z zaświatów, chce go uchronić. To postać wyjęta jakby z kina i z prozy Tadeusza Konwickiego. W zaświatach również bywa śmiesznie.
"Ból ma to do siebie, że nie wstydzi się powtarzać" - pisał czołowy mizantrop wśród filozofów, Emil Cioran.
Widz musi w tej sytuacji podjąć decyzję zasadniczą - czy partycypuje w tej historii, czy wychodzi z kina z poczuciem konfuzji. Od funeraliów, zwłaszcza w polskiej tradycji, romantycznej i mesjanistycznej, wymaga się powagi, nie nadmorskiego Macondo, i nie chichociku, jaki funduje Żak i jego ekipa. Chichociku z zachowań policjanta, kochanki, ekscentryków i dziwaków...
Hel, otwiera się w nowym oknie po sezonie (zdjęcia były kręcone również w Jastarni, Jastrzębiej Górze, w Pucku i we Władysławowie) pełni w filmie również określoną funkcję dramaturgiczną. To świat zmarznięty, przeziębiony, świat w szaliku i w czapce, ze śpikiem z nosa. Idealny koniec świata, idealny koniec życia - a może dopiero początek?

"Zapiski śmiertelnika": Żak potrafi znakomicie pracować z aktorami
Żak już we wcześniejszych filmach udowodnił, że potrafi znakomicie pracować z aktorami. Kreacja Jolanty Fraszyńskiej w "Ławeczce", Marcina Dorocińskiego w "Rozmowach nocą", Mariana Dziędziela w "Supermarkecie", Janusza Gajosa i Roberta Więckiewicza w "Konwoju", są tego najlepszymi przykładami.
W "Zapiskach śmiertelnika" podobnie. F.P. zagrał Ireneusz Czop i to bez wątpienia jedna z ważniejszych ról filmowych tego aktora. Czopowi udało się pogodzić skrajności. Jego bohater jest bardzo serio, narracja suicydologiczna nie została w żadnej mierze ośmieszona, a jednak F.P. ma wdzięk, dystans, poczucie humoru. Twarz plastyczna i plastyczna energia.
Ważne zadanie otrzymał również Marian Dziędziel, jeden z ulubionych aktorów Macieja Żaka. Postać ojca, ducha z bardzo prozaicznymi potrzebami, oto zadanie dla Dziędziela. W tej roli zwłaszcza widać wielkie teatralne doświadczenie aktora. Czuje się klimat granych przez niego tragikomicznych ról w spektaklach Bogdana Hussakowskiego, Jerzego Golińskiego czy Mikołaja Grabowskiego w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, albo w kabarecie "Jama Michalika".
Tej oscarowej dwójce świetnie partnerują Magdalena Boczarska jako prokurator, Paweł Tomaszewski (aspirant), Agata Turkot (recepcjonistka) czy Marcin Sztabiński (rybak). Wszyscy ci artyści, wspomagani doskonałą pracą pionu scenograficznego (Agata Trojak, wyróżniona w tegorocznym "alternatywnym" rankingu Interii), czy kompozytor, Tomasz Gąssowski, pracują na ciekawy, rzadki w polskim kinie efekt.
Poczucie wyobcowania, izolacji, refleksji ostatecznych, z nutą zaskakującego w tym kontekście, orzeźwiającego optymizmu.
"Śmierć nie jest całkiem bezużyteczna - pisał Emil Cioran. - To mimo wszystko dzięki niej dane nam będzie odzyskać przestrzeń sprzed narodzin, naszą jedyną przestrzeń".
7/10
"Zapiski śmiertelnika", reż. Maciej Żak, Polska 2026, dystrybutor: Galapagos Films, premiera kinowa: 30 stycznia 2026 roku.









!["Godzilla Minus Zero" [trailer]](https://i.iplsc.com/000NE9HACHI2SUX3-C401.webp)


