"Babystar": od urodzenia jej życie było dokumentowane
Szesnastoletnia Luca (znakomita Maja Bons) jest twarzą rodzinnego imperium influencerów. Od urodzenia jej życie było dokumentowane, montowane i sprzedawane w sieci jako "autentyczne". Kiedy rodzice ogłaszają, oczywiście podczas livestreamu, że planują kolejne dziecko, w perfekcyjnie wykreowanym świecie zaczynają pojawiać się pęknięcia.
Dziewczyna zaczyna rozumieć, że jest jednocześnie produktem i bohaterką publicznej opowieści. Próbuje uciec, dlatego wynajmuje hotel, testuje normalne życie, a nawet rozmawia z własnym awatarem AI. To właśnie ten motyw, rozmowy z cyfrową wersją samej siebie, jest jednym z najbardziej niepokojących elementów fabuły filmu.
Reżyser Joscha Bongard debiutuje tym filmem fabularnie, po wcześniejszych dokumentach poświęconych cyfrowej intymności. Dzięki temu doskonale zna mechanizmy rządzące mediami społecznościowymi i potrafi pokazać ich absurd bez popadania w moralizatorstwo.
Historia o samotności i dorastaniu w świecie pozbawionym prywatności
"Babystar" sprawnie łączy dramat z satyrą, z jednej strony opowiada poważną historię o samotności i dorastaniu w świecie pozbawionym prywatności, z drugiej celnie i ironicznie punktuje logikę internetu. Jego siła wynika z uważnej obserwacji. To właśnie w detalach Bongard buduje swoją diagnozę współczesności - świata, w którym każda relacja jest potencjalnym materiałem, a każda emocja elementem narracji.
Ten sposób opowiadania prowadzi nas naturalnie do szerszego kontekstu, który Bongard wyraźnie przywołuje. W 1998 roku, gdy na ekrany wszedł "Truman Show" w reżyserii Petera Weira, historia o człowieku żyjącym pod nieustanną obserwacją wydawała się błyskotliwą fantazją, intelektualną grą z ideą kontroli. Dziś wraca jak niepokojące déjà vu. Film Weira przestał być metaforą, a zaczął funkcjonować jako przenikliwa diagnoza rzeczywistości, w której prywatność została sprywatyzowana, a codzienność wystawiona na pokaz.
I właśnie dlatego jego echo tak wyraźnie wybrzmiewa w "Babystar". Różnica polega na tym, że dziś Truman nie musi być zamknięty w kopule, wystarczy, że ma konto w mediach społecznościowych.
Granice obecności w mediach społecznościowych
"Babystar" świadomie unika modnej estetyki ekranu telefonu. Zamiast tego proponuje obrazy przesadnie piękne: pastelowe, dopracowane jak instagramowy feed. W tej wizualnej harmonii kryje się jednak chłód. Kamera często pozostaje na dystans, obserwując bohaterkę jak kolejne urządzenie rejestrujące jej życie. To spojrzenie, które nie daje komfortu, raczej przypomina, że zawsze ktoś na nas patrzy.
Co istotne, "Babystar" nie jest jednak tylko filmem o influencerach. To opowieść o głębszych napięciach współczesności, o dzieciach stających się produktami, o zacieraniu granic między prywatnym a publicznym, o iluzji bliskości w świecie technologii i o samotności.
Niestety, to nie jest podejście szczególnie nowatorskie. Kino już wielokrotnie mierzyło się z tematem życia pod nieustanną obserwacją m.in. w filmie "Sweat" czy odcinkach serialu "Czarne lustro". "Babystar" nie jest też scenariuszowo zaawansowaną opowieścią, a jednak w tym filmie jest coś głęboko niepokojącego. Dlaczego? Bo "Babystar" zostawia nas z niewygodnym pytaniem o granice naszej ciągłej obecności w sieci. I refleksją, czy one jeszcze w ogóle istnieją?
6/10
"Babystar", reż. Joscha Bongard, Niemcy 2025, dystrybutor: Filmowa Warszawa, polska premiera kinowa: 17 kwietnia 2026 roku.











