"90 minut do wolności": algorytmy, sztuczna inteligencja i wyroki sądu
Pochodzący z Kazachstanu reżyser Timur Bekmambetov ma na koncie takie produkcje, jak "Wanted: Ścigani", "Abraham Lincoln: Łowca wampirów 3D", remake "Ben-Hura" z 2016 roku i hity rosyjskiej kinematografii "Straż nocna" oraz "Straż dzienna". Jest też producentem największego kuriozum zeszłego roku (sześć nominacji do Złotych Malin), czyli "Wojny światów" z Ice Cubem. "90 minut do wolności" jest filmem lepszym niż większość wymienionych produkcji, ale nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału.
Problemem "90 minut do wolności" jest to, że wyparowuje on z głowy pół godziny po seansie, a przecież bazuje na naszych lękach przed rozwojem AI. Chris Pratt wciela się w Ravena, policjanta z Los Angeles, który jest jednym z architektów systemu, pozwalającego za pomocą sztucznej inteligencji w lepszym łapaniu i sądzeniu przestępców. Teraz jednak zostaje oskarżony o zamordowanie swojej żony (Annabelle Wallis) i ma 90 minut na udowodnienie niewinności. Problem w tym, że przez upojenie alkoholowe sam nie pamięta, co wydarzyło się przed jej śmiercią.
Mężczyzna zostaje posadzony na krześle i naprzeciwko siebie ma wygenerowaną przez AI sędzię Maddox (Rebecca Ferguson), która reprezentuje tytułowy (w oryginale tytuł filmu to "Mercy", czyli łaska) Mercy Capital Court. Oskarżeni i sądzeni mogą oczyścić się z zarzutów z pomocą algorytmów, które obliczają prawdopodobieństwo popełnienia przez nich przestępstwa. Sądzony albo udowodni swoją niewinność albo dostanie śmiertelny zastrzyk.
Zmodyfikowana wersja "Raportu mniejszości"
Innymi słowy "90 minut do wolności" to zmodyfikowana i jednocześnie o wiele gorsza wersja "Raportu mniejszości" Stevena Spielberga. Oparty na książce Philipa K. Dicka film Spielberga powstał ćwierć wieku temu, gdy AI wciąż była tylko wymysłem pisarzy science-fiction. Dziś jest ona rzeczywistością. Dlatego też film Bekmambetova rozgrywa się w 2029 roku. Cóż, przynajmniej się źle nie zestarzeje. Swoją drogą widać w nim też wizualną inspirację cyberpunkowymi "Dziwnymi dniami" (1995) Kathryn Bigelow. Cóż, Los Angeles w tym kultowym filmie było również miejscem przerażającym.
Cała akcja "90 minut…" rozgrywa się w czasie rzeczywistym (90 minut), co nadaje filmowi tempa i dramaturgii, ale jednocześnie ten krótki format przypomina epizod "Black Mirror". Zresztą elementy, na których zbudowana jest cała koncepcja filmu Bekmambetova, pojawiały się w takich odcinkach serialu Charlie Brookera, jak choćby "White Bear". Mamy więc do czynienia z filmowym zlepkiem klisz. Sprawnym zlepkiem, ale też niedającym żadnej nowej jakości.
Film Bekmambetova stawia pytania o niebezpieczeństwo w bezkrytycznym zaufaniu AI i pokazuje, że ofiarami padają jej twórcy (policjant walczący z systemem, którego wcześniej bronił, to zresztą kopia 1:1 filmu Spielberga), ale te wszystkie kwestie są naskórkowe i wtórne. Widzimy, jak całe Los Angeles jest połączone w jeden system inwigilacji (kamery na ulicach, smartfony, komputery), który jest udostępniony Ravenowi, by udowodnił swoją niewinność. Czy to jednak jeszcze przyszłość czy już teraźniejszość? Polecam reportaż "Doskonałe państwo policyjne" Geoffreya Caina, który pokazuje, że Chińczycy od lat taki system testują na Ujgurach.
Chris Pratt jako nowy Tom Cruise. Najciekawsza jest Rebecca Ferguson
Chris Pratt przyzwoicie wypada jako nowy Tom Cruise oczyszczający swoje imię w starciu z orwellowskim światem, ale najciekawszą rolę tworzy Rebecca Ferguson, której Maddox jest połączeniem Siri i Alexy z bezdusznością wymiaru sprawiedliwości. Ta mówiąca ciepłym i przyjaznym głosem postać, która bez mrugnięcia okiem skazuje ludzi na śmierć, rzeczywiście wywołuje ciarki na plecach. Jestem ciekaw, jakby wyglądała jej rozmowa z mówiącą głosem Scarlett Johansson Samathą z filmu "Ona" Spike'a Jonziego. Tamta produkcja w erze ChatGPT już futurystyczną wizją nie jest. Sędzia Maddox jeszcze jest melodią przyszłości. Niestety, bardzo niedalekiej.
Szkoda, że twórcy nie zbudowali lepszego społecznego tła tej historii, ale z drugiej strony może już tego robić nie trzeba, bo żyjemy w coraz bardziej podobnej rzeczywistości i wystarcza nam oglądanie jej wyrywków w formie gatunkowego kina?
Jeżeli spodziewacie się dystopijnej opowieści w stylu Philipa K. Dicka, to odpuście sobie "90 minut do wolności". Jeśli jednak macie trochę wolnego czasu, to lepiej obejrzeć na dużym ekranie ten film o naszej zanikającej wolności zamiast scrollować mały ekran smartfona. On i tak wie, co myślicie o tym filmie.
6/10
"90 minut do wolności" (Mercy), reż. Timur Bekmambetov, USA 2026, dystrybutor: UIP, premiera kinowa: 23 stycznia 2026 roku.








!["Najbogatsza kobieta świata" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MCGESJC4I7J3S-C401.webp)

!["Pan Ryba" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MCGBFOM4QBDYR-C401.webp)
