Reklama

Zwierzyniec 2009

Polski kandydat do Oscara?

Bartosz Konopka, twórca słynnej "Ballady o kozie", zrobił kolejny niezwykły dokument, w którym wydarzenia pokazane są z perspektywy zwierząt. Jego "Królik po berlińsku" rozpoczął właśnie walkę o nominację do Oscara. O swoich szansach młody twórca opowiada w rozmowie z INTERIA.PL.

Film jest niezwykłą historią muru berlińskiego, widzianą z perspektywy mieszkających tam królików. W 1961 roku zwierzęta zostały uwięzione w pasie zieleni dzielącym Berlin Wschodni od Zachodniego. Przebywały tam aż do zburzenia muru w 1989 roku, uczestnicząc w kolejnych wydarzeniach historycznych.

Reklama

Przy pomocy królików Konopka zbudował piękną metaforę losów ludzi, zagubionych wśród rozpadającego się ustroju. Za swój film dostał już m.in. Złotego Lajkonika na tegorocznym 49. Krakowskim Festiwalu Filmowym i prestiżową nagrodę Hotdoc na festiwalu w Toronto.

"Królikami byliśmy od początku trochę przerażeni i to się później potwierdziło - są to zwierzęta płochliwe i mieliśmy duży problem, żeby je filmować. Najważniejsze zdjęcia w Króliku po berlińsku to zdjęcia z filmu przyrodniczego, bo chyba musielibyśmy spędzić jeszcze pół, a może i cały rok, żeby zrobić tak dobre ujęcia zachowań, reakcji, emocji króliczych" - opowiada o trudach realizacyjnych Konopka w rozmowie z INTERIA.PL.

I dodaje: "Na początku wydawało się, że to może się nam z królikami nie udać, bo ich reakcją dyżurną jest strach i panika. A ten strach owocuje tym, że uciekają - są szybsze od każdego operatora na świecie. Muszę przyznać, że nie są to wdzięczne zwierzęta. Aczkolwiek zawsze powtarzam, że z innymi zwierzętami ten film by się nie udał, ta metafora by nie zadziałała. Króliki są bardzo stadne - wykluczone z grupy umierają".

Po sukcesie "Ballady o kozie" i dobrych recenzjach "Królika po berlińsku" Konopka z konwencji dokumentu z perspektywy zwierzęcia, mógłby ukuć swego rodzaju znak firmowy.

"Realizacja Królika po berlińsku bardzo nas zmęczyła. Ballada o kozie powstała bardzo szybko, ale nad Królikiem... pracowaliśmy cztery lata, co nas zaskoczyło, bo nikt się nie spodziewał, że to tyle będzie trwało" - wyznaje nam reżyser.

"Ta konwencja nie jest też już dla mnie wyzwaniem - wiem jakich używać środków, chwytów i jak opowiadać taką historię. Chodzi o to, by nie iść wytartymi ścieżkami, żeby wyskoczyć z kolein. Temat na trzeci film w takiej konwencji musiałby znów postawić przede mną poprzeczkę, ale szczerze mówiąc w tej chwili cieszę się, że mogę od tego odpocząć. Każdy projekt ma swój czas. Teraz skupiam się na fabularnym debiucie długometrażowym".

Tymczasem "Królik po berlińsku" rozpoczął batalię o nominację do Oscara.

"Te starania to wielka zasługa Ani Wydry, naszej producentki, która po tym, jak zdobyliśmy prestiżową nagrodę Hotdoc na festiwalu w Toronto, pomyślała: Dlaczego nie pójść dalej? i spróbowała najwyżej jak się da" - opowiada Konopka.

"Otrzymaliśmy pomoc Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, przygotowaliśmy kopię kinową do dystrybucji w kinach w Los Angeles i Nowym Jorku [wyświetlanie filmu w Stanach jest warunkiem walki o nominację w kategorii dokumentu - red.]. Rozpoczęliśmy też za pośrednictwem International Documentary Association (IDA) promocję Królika... wśród członków Akademii. Za nami już pierwszy znaczący sukces: film przeszedł przez ostrą wewnętrzną selekcję w IDA, która zdecydowała się prezentować go wśród dziesięciu wybranych krótkometrażowych dokumentów" - tłumaczy nam twórca.

"Dla nas wyróżnieniem jest to, że możemy stoczyć ten bój o nominację. Nasza szansa tkwi w tym, że nie było do tej pory takiego filmu, jest on dobrą syntezą, jest w całości oparty na metaforze - co zwraca na niego uwagę, gdyż to rzadko się zdarza przy dokumencie. W tym roku przypada także dwudziesta rocznica zburzenia muru berlińskiego, co nie pozostaje bez znaczenia" - kończy Konopka.

Przeczytaj cały wywiad z Bartoszem Konopką!

INTERIA.PL

Reklama