Reklama

Natalia Szroeder: Ludzie nam uwierzyli

22-letnia piosenkarka nie przypuszczała, że zwycięży w „Tańcu z gwiazdami”. Kryształowa Kula wydawała się nieosiągalna, a jednak ją zdobyła. – Udało się dlatego, że prowadził mnie Jan Kliment – mówi Natalia Szroeder.

Jan Kliment i Natalia Szroeder

Cofnijmy się nieco w czasie. Decydując się na udział w show, myślała pani: "Tak, wygram!", czy jednak nie odważyła się puścić wodzy fantazji tak daleko?

Natalia Szroeder: - Absolutnie nie! Od zawsze chciałam nauczyć się tańczyć i pomyślałam sobie, że to będzie idealna okazja, by zrealizować marzenie. Zwycięstwo było dla mnie przepięknym zaskoczeniem. Nie mogłam wyobrazić sobie lepszego zakończenia tej przygody.

Teraz, gdy ma pani Kryształową Kulę, traktuje ją pani jak spełniony sen? Co pani czuła, odbierając ją?

- Eksplozję radości! Gdy dostaliśmy się do finału, myśl o zwycięstwie przeszła mi kilka razy przez głowę, ale zupełnie się na tym nie skupiałam. I Jankowi, i mnie zależało najbardziej na tym, by jak najprawdziwiej i najpiękniej pożegnać się z parkietem. Tymczasem stało się coś, o czym bałam się mówić na głos. To niesamowite uczucie! Jestem szczęśliwa, że udało nam się przez telewizyjny ekran przekazać wszystkie ważne w tańcu emocje, że ludzie nam po prostu uwierzyli.

Ma pani czworo rodzeństwa. Dorastanie w takiej gromadce sprawiło, że jest pani silniejsza, mniej poddaje się tremie? A może i w "Tańcu..." raz za razem panią "dopadała"?

- Poznałam ją jako dzieciak występujący na konkursach piosenki, mam teraz, śpiewając na scenie, miałam również w programie. Na szczęście stres zawsze mnie motywował, dodawał siły i odwagi.

Po finale ma pani odrobinę (zasłużonej) laby, czy od razu rzuca się w wir zajęć?

- Miałam dwa dni wolnego, by naładować akumulatory. Teraz ruszyły nowe projekty, nadszedł też sezon koncertowy. Ale że kocham to, co robię, nie narzekam. Na wakacje pojadę... w październiku.

Jestem ciekaw, jak wygląda zawodowy grafik Natalii Szroeder?

- Lato to przede wszystkim koncerty. Od maja do września-października jesteśmy w trasie. W międzyczasie zajmę się promocją, przede wszystkim zaś pracą w studiu nad piosenkami.

Reklama

Podczas naszej pierwszej rozmowy zachwyciła mnie pani otwartość i to, że ze wszystkimi miała pani znakomity kontakt. Wyniosła pani z tej edycji jakieś cenne znajomości?

- Oczywiście. Ze wszystkich wspaniałości, które przyniósł mi program, to właśnie za nowe znajomości jestem najbardziej wdzięczna. Czuję, że wiele z tych relacji przetrwa lata.

Dzięki pani Jan Kliment po raz pierwszy doprowadził uczestniczkę do zwycięstwa. Postanowiła pani kontynuować przygodę z tańcem?

- Bardzo się cieszę, że udało nam się zwyciężyć - w dużej mierze właśnie ze względu na Janka. Przychodząc do programu, ciężko mi było uwierzyć, że tak świetny tancerz, tak charyzmatyczny człowiek, nie stanął jeszcze na najwyższym stopniu podium. Jestem szczęśliwa, że w końcu się to udało i że byłam częścią tego zwycięstwa. A taniec? Zakochałam się w nim i chciałabym kontynuować tę przygodę. Posmakowałam już tańca towarzyskiego, teraz chciałabym spróbować sił w czymś nowoczesnym, ulicznym, np. w hip-hopie.

Wystąpi pani na Polsat SuperHit Festiwal w koncercie "Radiowy Przebój Roku". Cieszy to panią?

- O, tak! Uwielbiam festiwal w Sopocie, czekam na niego zawsze z ogromną niecierpliwością. Mamy tam małe wakacje. Jest plaża, słońce, wyjątkowy klimat.

Co usłyszymy?

- Wykonam dwa utwory. Pierwszą piosenką będą "Lustra", drugą mój najnowszy singiel "Zamienię cię".

Potem wraca pani do swojego azylu - domu na Kaszubach?

- Udało mi się znaleźć dwudniową lukę w kalendarzu między koncertami a festiwalem i wtedy planuję skoczyć na chwilkę do domu. Nie mogę się tego doczekać! Rodzice nie byli na finale "Tańca z Gwiazdami". Czuję więc wielką potrzebę, by wszystko im spokojnie opowiedzieć i razem z nimi się cieszyć.

Maciej Misiorny

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Taniec z Gwiazdami 7 | Natalia Szroeder