Reklama

"Rolnik szuka żony"

Marta Manowska: Mam różne oblicza

Prowadząca program "Rolnik szuka żony" to kobieta pełna kontrastów. Potrafi być wrażliwa i emocjonalna, ale też silna i zdecydowana. Marta Manowska uwielbia szybką jazdą samochodem, samotne wyprawy do Azji i… muzykę metalową!

Marta Manowska przywozi listy rolnikom, fot. z oficjalnej strony programu "Rolnik szuka żony" na Facebooku

- Każde spotkanie, wymiana myśli sprawia, że poszerzamy swój sposób patrzenia na świat - mówi. - To bardzo ważne móc spojrzeć na ludzi z innej perspektywy, nie tylko ze swojego punktu widzenia - dodaje.

Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?

Reklama

- Dla mnie to jedyna możliwa miłość. Kiedy przychodzi uczucie, podnoszę ręce i nie polemizuję z nim. (śmiech) Mogę sobie wyobrażać tę drugą osobę, mieć jakieś oczekiwania, ale kiedy trafia mnie strzała Amora, nie potrafię przed tym uciec. Czuję, że bez tej drugiej osoby nie mogę oddychać. Zawsze to jest jak skok na główkę, nawet nie patrzę, czy woda jest w basenie.

Czym jest dla ciebie miłość?

- W triadzie: nadzieja, wiara, miłość, to właśnie ona jest na pierwszym miejscu. Przeczytałam dzisiaj wypowiedź, że najważniejsze w życiu to mieć nadzieję i marzenia. I coś w tym jest. Ale ja każdemu życzę przede wszystkim szczęścia i spełnienia w miłości. Rodziny, dzieci.


Od czterech sezonów pomagasz uczestnikom programu "Rolnik szuka żony" znaleźć drugą połówkę. Każdy z bohaterów, czy też bohaterek, to zupełnie inna osobowość, ale w każdej z nich znajdujesz to "coś".

- "Ciekawość" to właściwie słowo-klucz do prowadzenia "Rolnika...". Uczestnicy otwierają się przy mnie, bo czują, że jestem ich ciekawa. Działa to w obie strony, bo oni też o mnie dużo wiedzą, dlatego nasze relacje stają się coraz głębsze. Mamy ze sobą kontakt także na gruncie prywatnym. Stąd powstał pomysł napisania książki "Rolnik szuka żony", która ukazała się właśnie na rynku. Przy okazji mogliśmy znów spotkać się, porozmawiać, spędzić ze sobą trochę czasu.

Co znalazło się w książce?

- Rozmowy z uczestnikami trzech pierwszych edycji. Czytelnicy mają okazję zobaczyć ich w szerszym świetle - przedstawiam historie rodzin, jest też dużo zdjęć z dzieciństwa i czasów młodości. Chciałam w niej również pokazać, czym możemy nawzajem się inspirować. Mieszkańcy miast, zdominowani przez natłok informacji, bodźców, szybkie tempo życia, mogą nauczyć się innego spojrzenia na świat od tych, którzy wybrali wieś, gdzie czas wolniej płynie i dominują tradycyjne wartości.

W "Rolniku..." sprawiasz wrażenie osoby wyciszonej, ale kiedy z tobą rozmawiam, to widzę silną kobietę. Jaka jesteś naprawdę?

- Mam różne oblicza. Wrażliwe, delikatne, ale potrafię być silna i "ogarnięta". Do dziś wszystko robię sama, zresztą zawsze chciałam być niezależna w pracy. Prowadzenie programu to tylko część mojego życia. Samotna wyprawa po Wietnamie i Kambodży, koncert Black Sabbath, granie na deskach Teatru Capitol w sztuce "Hawaje, czyli przygody siostry Jane" - w tym wszystkim także jestem ja.

Sporo tego! Nie mów mi, że coś jeszcze chcesz dodać do tej listy?

- Chodzi mi po głowie projekt związany z samochodami...

Czyżby kolejna pasja?

- Uwielbiam szybką jazdę i długie dystanse! Mam do tego smykałkę. Kiedyś sama przejechałam trasę Warszawa - Wenecja, czyli około 1500 km, za jednym zamachem. Śmieję się, że samochód jest przedłużeniem mojego ciała. To mój drugi dom. Mam w nim wszystko: kalosze, książki, wszystkie rodzaje okryć wierzchnich oraz butów. Chciałabym brać udział w rajdach. Uwielbiam ciągłe przemieszczanie się i poznawanie nowych osób. Teraz marzę o wyprawie przez całą Europę, oczywiście samochodem. Rozmowy z ludźmi, podróże - to chcę w życiu robić!

Dużo się dzieje w twoim życiu. Czy masz więc czas na miłość? Twoje serce jest teraz zajęte?

- Trochę tak, trochę nie. Nie zdradzę nic więcej. (śmiech)

Rozmawiała Marzena Juraczko

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Marta Manowska | Rolnik szuka żony