Reklama

Oscary 2008

Śpiewał nago na środku ulicy

Paweł Wilczak zyskał popularność, wcielając się w rolę wiecznego chłopca w serialu "Kasia i Tomek". Jednak już wcześniej publiczność pokochała go za rolę zabawnego, niezbyt rozgarniętego, ale za to jakże uroczego Mareczka ("Na dobre i na złe").

Aktor ma na swoim koncie dużą liczbę ról filmowych oraz teatralnych. Nie od dziś jednak wiadomo, że najlepiej sprawdza się w komediach, co udowodnił w swojej ostatniej produkcji "Usta Usta".

Reklama

Wilczak przyznaje, że nie zastanawiał się długo nad przyjęciem roli w nowym hicie TVN. Scenariusz, który otrzymał, urzekł go w całej swojej okazałości.

- Dostałem świetnie napisany scenariusz. Ta opowieść ma swój rytm i nie jest płaska, czy też za wszelką cenę poprawna politycznie - przyznaje Wilczak.

Serialowy Adam długo nie wiedział, kto będzie partnerował mu na planie.

- W tym przypadku castingi były wyjątkowo długie, trwały około ośmiu miesięcy i do końca nie wiedzieliśmy, kto zagra w serialu. Jednak uważam, że idealnie nas dobrali - tak Wilczak komentuje udział w serialu Magdaleny Różczki.

Aktor deklaruje, że ma planie stworzyli prawdziwą rodzinę, która zawsze się wspiera i rozładowuje stresujące sytuacje.

- Tak się często mówi, bo nie wypada inaczej... Ale tu naprawdę, mogę szczerze powiedzieć, że tworzymy zgrany zespół. Nawet jak są sytuacje stresujące - bo takie też zawsze się zdarzają - to my trzymamy sztamę. Potrafimy się na coś wspólnie nie zgodzić i wzajemnie się bronić, co daje duży komfort i swobodę w pracy - zdradza artysta.

Aktor wyjawił też, że już pierwszy dzień na planie, był dla niego dużym wyzwaniem. Musiał stanąć w biały dzień, na środku ulicy dużego miasta, całkiem... nagi i zaśpiewać.

- Na próbach, kiedy rozmawiałam z reżyserem, to miałem nadzieję, że nie będziemy grać tego tak dosłownie. Szybko mnie sprowadził na ziemię. Ale były dobre warunki, byłem zabezpieczony, a kiedy nie byłem? kląłem i się denerwowałem - wyznaje Paweł.

Wilczak przyznaje, że granie stanowi dla niego swoisty rodzaj terapii, a także możliwość dotarcia do najbardziej skrywanych emocji. Dlatego też jest otwarty na wszelkie zmiany dla granej przez siebie roli.

- Rzeczywiście nie mam z tym problemu. Nawet niedawno byłem na takich przymiarkach, gdzie zmieniano mi włosy - na długie, rude. Zobaczymy, co z tego wyjdzie? Zmienianie się to jeden z elementów tego zawodu, czasem bywa to zabawne: raz można mieć doprawione rogi, innym razem - być łysym - zdradza aktor.

Paweł Wilczak skromnie przyznaje, że pomimo osiągniętej popularności, daleko mu jeszcze do ideału aktora.

- Aktorem jest dla mnie Gene Hackman. I jeśli kiedykolwiek uda mi się zbliżyć do takiej jakości, jaką on prezentuje, to będę sobie mógł powiedzieć, że jestem aktorem. Na razie mogę tylko próbować tej drogi - kwituje Wilczak.

Anna Janiak

Tele Tydzień

Reklama