Reklama

Oscary 2021

Reklama

Amanda Seyfried: Punkt zwrotny w karierze

Nominowana do Oscara Amanda Seyfried wielokrotnie opowiadała w wywiadach, że otrzymanie angażu do nowego filmu Davida Finchera było dla niej ogromnym zaszczytem. Okazuje się, że rola w biograficznym dramacie "Mank", którego akcja osadzona jest w latach 30. XX wieku, dostarczyła mnóstwa radości także jej tacie, który jest zafascynowany złotą erą Hollywood. "Był niesamowicie dumny i szczęśliwy. To przede wszystkim z nim chciałam podzielić się radością wynikającą z otrzymania tej szansy" - wyznała aktorka.

Występ w filmie "Mank" okazał się przełomowym momentem w karierze Amandy Seyfried. Aktorka znana dotychczas głównie z ról w takich produkcjach, jak "Wredne dziewczyny", "Listy do Julii" czy "Mamma Mia!", mogła wreszcie zaprezentować nieco szerszy wachlarz możliwości. Wysiłki Seyfried zostały zresztą docenione - za swoją kreację otrzymała nagrodę Satelity, a także nominacje do Złotego Globu i Oscara.

Gwiazda, która w wyreżyserowanym przez Davida Finchera obrazie wcieliła się w słynną aktorkę i producentkę Marion Davies, często podkreślała w wywiadach, jak wiele znaczył dla niej występ w tym filmie. "Uznaję to za wielki punkt zwrotny w mojej karierze. Zajęło mi trochę czasu, zanim poczułam, że zasługuję na to, aby być na planie, że David wybrał mnie i mi zaufał. Kiedy dostajesz taką szansę, po prostu musisz dać z siebie wszystko i stanąć na wysokości zadania" - zdradziła niedawno w rozmowie z "The Hollywood Reporter".

Okazuje się, że udział Seyfried w produkcji równie mocno ucieszył jej tatę - nie tylko dlatego, że została wybrana przez światowej klasy reżysera, ale także z uwagi na tematykę filmu. Ojciec aktorki jest bowiem zafascynowany złotą erą Hollywood. A to właśnie w tych czasach została osadzona akcja filmu "Mank". Bohaterem obrazu jest legendarny Herman J. Mankiewicz, który ściga się z czasem, by ukończyć scenariusz do kultowego "Obywatela Kane’a".

"Był niesamowicie dumny i szczęśliwy. To przede wszystkim z nim chciałam podzielić się radością wynikającą z otrzymania tej szansy. Jest wielkim miłośnikiem starych filmów. Oglądając je często mówi: "Och, byłoby wspaniale, gdybyś zagrała taką czy inną gwiazdę tamtego okresu, np. Betty Davis". To jednak nigdy nie był mój cel, bo mam realistyczne oczekiwania. Nie sądziłam, że będę w stanie dopasować się do estetyki tamtej epoki" - wyznała Seyfried w wywiadzie udzielonym "People".

Reklama

Aktorka postanowiła więc sprawić swojemu tacie prezent i zaprosić go na plan zdjęciowy. "Przypominał dzieciaka w sklepie ze słodyczami. Cały czas zadawał pytania członkom ekipy filmowej. Wspaniale było obserwować, jak jego pasja do tej epoki ożywa" - wyjawiła Seyfried. O tym, czy gwiazda otrzyma nagrodę Oscara, przekonamy się w nocy z 25 na 26 kwietnia. W wyścigu po statuetkę rywalizuje ona z Marią Bakalovą, Olivią Colman, Glenn Close oraz Yuh-Jung Youn.


PAP life
Dowiedz się więcej na temat: Amanda Seyfried | Mank

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL