Reklama

Oscary 2011

Wojna domowa

"Fighter", reż. David O. Russell, USA 2010, dystrybutor Monolith Films, premiera kinowa 4 marca 2011 roku.

"Fighter" jest ostatnią produkcją z tegorocznej oscarowej dziesiątki, która doczekała się swojej polskiej premiery. Czemu dystrybutor zdecydował się wprowadzić obraz już po gali rozdania statuetek nie wiadomo, ważne jednak, że sam film z pewnością nie ustępuje poziomem pozostałym nominowanym dziełom, które mieliśmy okazję zobaczyć nieco wcześniej.

Reklama

Zresztą gdyby film Davida O. Russella był bardziej dopracowany, a przede wszystkim wiarygodny - emocjonalnie i psychologicznie, to kto wie, czy nie stoczyłby bardziej zażartej walki z "Jak zostać królem" niż perfekcyjny, ale nieco bezduszny "The Social Network".

W czym tkwi potencjał "Fightera"? Przede wszystkim w historii (autentycznej zresztą), prezentującej ulubiony schemat Amerykanów "from zero to hero". Nie bez znaczenia jest także fakt, że obraz Russella opowiada, zgodnie ze swoim tytułem, o boksie, czyli niezwykle filmowym temacie, o czym przekonują takie dzieła, jak "Między linami ringu", "Rocky", "Wściekły byk" czy "Za wszelką cenę".

Oba te czynniki są zresztą umotywowane historycznie. Pierwszymi mistrzami świata, a zarazem największymi bohaterami społeczeństwa, byli wywodzący się ze slumsów pięściarze imigranci, najczęściej pochodzenia irlandzkiego lub włoskiego. Kino zaś po te postacie sięga niezwykle często, czego dowodzą produkcje o Rockym Graziano czy Jamesie Braddocku.

Sęk w tym, że efektem tego jest pewien szablon bokserskiego filmu, który kolejni reżyserzy z chęcią wykorzystują. Wystarczy spojrzeć na kilka ostatnich projektów tego typu, obrazy "Człowiek ringu" czy "Ali", które choć niezamierzenie, stają się kalkami, nieświadomie powtarzając skostniały wzór.

Twórcom udaje się jednak czasem z niego wyłamać, a jednocześnie pogodzić dwa najczęściej powtarzające się schematy w dziełach o pięściarzach: artystyczny ("Wściekły byk") i komercyjny ("Rocky"). Kilka lat temu udowodnił to Clint Eastwood, realizując "Za wszelką cenę", a teraz w jego ślady poszedł David O. Russell.

Jego "Fighter" jest w efekcie czymś pośrednim pomiędzy filmem boksersko-sportowym a obyczajowo-społecznym. Tyle samo uwagi poświęca się w nim treningom, walkom i przemierzaniu drogi od ulicznego wykidajły do mistrza świata, co rywalizacji pomiędzy braćmi, rodzinnym kłótniom i pokonywaniu własnych słabości.

Grany przez Marka Wahlberga Micky Ward nie jest bowiem specjalnie rozgarniętym sportowcem i gdyby nie bokserski talent, to nadawałby się jedynie do zamiatania ulic. W związku z tym, pozostaje pod ciągłą presją rodziny, a zwłaszcza starszego brata, Dicky'ego Ecklunda (Christian Bale), który kilka lat wcześniej zaprzepaścił swoją rewelacyjnie zapowiadającą się karierę oraz matki (Melissa Leo), zaborczej despotki, a zarazem domorosłej menedżerki.

Oboje ciągną jednak w dół Micky'ego, przez co ten zastanawia się nad zerwaniem z boksem i znalezieniem zajęcia, które umożliwi mu spotkania z córką, wychowywaną przez jego byłą żonę. Zmienia zdanie, gdy poznaje Charlene (Amy Adams), kelnerkę w miejscowym barze, która próbuje pomóc mu odbić się od dna. Nie jest to jednak możliwe bez współpracy z rodziną boksera...

"Fighter" ma wszelkie zadatki na to, by być wybitnym filmem. Fantastyczny scenariusz, który napisało życie, świetne kreacje aktorskie wszystkich odtwórców głównych ról, interesujące tło społeczne, na którym umieszczona zostaje rodzina Eklundów i Wardów (Micky i Dickie są przyrodnimi braćmi), ale jednocześnie brakuje tam tego niezdefiniowanego czegoś, co powoduje, że produkcja O. Russella jest bardzo dobra, ale nie wybitna.

Może zbyt wyraziste są postacie drugoplanowe, zwłaszcza "kradnący" film Wahlbergowi Bale (nagrodzony Oscarem, podobnie jak Leo), drastycznie wychudzony (jak w pamiętny "Mechaniku" Brada Andersona), fizycznie przeżywający odtwarzaną przez siebie postać. Kto wie, czy nie należało też więcej uwagi poświęcić scenariuszowi, przede wszystkim spróbować bardziej zaangażować widza w historię, zaszantażować go emocjonalnie. Również sekwencje bokserskie mogłyby być bardziej widowiskowe, w obecnych czasach nie stanowi to już przecież operatorskiego czy montażowego problemu.

Nie zmienia to jednak faktu, że jest w tym filmie kilka fenomenalnych rozwiązań, potwierdzających talent wywodzącego się z kina niezależnego reżysera. Bardzo dobry jest pomysł wprowadzenia do "Fightera" ekipy filmowej, realizującej dokument o Dickym, świetna jest sekwencja, gdy z "więziennej" perspektywy pokazana zostaje walka Micky'ego, bawią wykłócające się o wszystko szpetne siostry bokserów czy wspomagający syna, a jednocześnie ukrywający się przed żoną, ojciec Warda.

Na koniec ciekawostka. Podczas rozdania Oscarów pojawiły się informacje, że Mark Wahlberg chętnie zagrałby w sequelu przygód Micky'ego Warda, który miałby opowiadać o jego trzech legendarnych walkach z Arturo Gattim. Jeśli do tego dojdzie, to kluczowe wydaje się powtórzenie ról nie tylko przez głównego aktora, ale też przez Bale'a, Leo i Adams. Tylko wówczas jest szansa, że kolejna produkcja dorównałaby poziomem (nie tylko zresztą aktorskim) bardzo dobremu "Fighterowi".

8/10


Nie wiesz, w którym kinie możesz obejrzeć film "Fighter"? Sprawdź repertuar kin w swoim mieście!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Fighter | marca | wojny | David | Fighter | David O. Russell | David O. Russel | recenzja | "Wojna domowa"